sobota, 22 września 2018

Wspomnienia z Douro Cz. II

Do spotkania z Dirkiem Niepoortem w Quinta de Nápoles przygotowywałem się jeszcze w domu w Warszawie. Marzyłem, by zamienić z nim kilka słów. Zasłyszałem gdzieś, że nie jest to człowiek do rany przyłóż. Może być bardzo powściągliwy i chimeryczny, ale i też wielkoduszny i hojny w zależności od nastroju i z kim rozmawia. Szukałem więc czegoś, co mogłoby przełamać pierwsze lody...

Do malowniczo położonej Quinty de Nápoles przyjechaliśmy przed dziesiątą rano następnego dnia. Po nowoczesnej winiarni oprowadzała nas Gabriela, która nie tylko opowiadała o trudnych zagadnieniach technicznych, ale przede wszystkim o filozofii tworzenia wina jaką wyznaje Dirk Niepoort - ponad wszystko świeżość, elegancja i mało alkoholu. Niemalże od początku swojej działalności winiarskiej, czyli od przełomu lat 80 i 90, rozpoczynał winobranie dużo wcześniej niż jego koledzy w regionie, co w tamtych czasach było uznawanie za aberrację albo zupełny odlot. Na marginesie dodam, że coraz więcej winiarzy w Douro robi wina w podobnym stylu. Ponadto w Quinta de Nápoles proces winifikacji czerwieni jest prowadzony tak, by nie dopuścić do nadmiernej ekstrakcji tanin. Słuchając Gabrieli dostrzegłem kontem oka zbliżającego się powoli Dirka Niepoorta w towarzystwie pracowników. Wyglądało to dość zabawnie, bo będąc potomkiem niderlandzkich kupców wyróżniał się wśród nich posturą.... Oczywiście miał na sobie kultową kamizelkę i crocsy, przypominające holenderskie drewniane chodaki. Na pierwszy rzut oka wydawał się absolutnie nieprzystępny. Nie wiedziałem, co mam zrobić czy zagaić go teraz, czy trochę poczekać. Dirk zbliżył się i niewylewnie przywitał się z nami. Nabrawszy trochę pewności siebie poprosiliśmy, by zapozował nam do zdjęć. Wszystkie możliwe urządzenia fotograficzne zostały błyskawicznie uruchomione. Portretowaliśmy człowieka opartego o drewniane kadzie, będącego dla jednych kardynałem, a dla innych czarnoksiężnikiem dourowskiego winiarstwa.

Myślałem, że na zwiedzeniu winiarni zakończymy nasz pobyt w Quinta de Nápoles. Ku mojemu zaskoczeniu udaliśmy się do sali degustacyjnej, gdzie Dirk Niepoort miał poprowadzić osobiście masterclass. Niczym pilny uczeń usiadłem w pierwszym rzędzie przed Arcymistrzem. Zaczęliśmy od białych win wzmacnianych - Porto Niepoort Dry White i Porto Niepoort 10 Years Old White. Portugalczyk przyznał, że białe porto nie cieszy się popularnością wśród konsumentów, nazywając je „stupid wine” Za ten stan rzeczy obwinił swoich kolegów winemakerów, którzy zbanalizowali ten trunek, wytwarzając je podobnie jak wina białe. Natomiast on sam przeprowadza winifikację w sposób tradycyjny, czyli podobnie jak czerwone porto, wykorzystując do tego aromatyczne odmiany winogron pochodzące ze starych krzewów.

Po tym wprowadzeniu przeszliśmy do czerwonych porto. I tak próbowaliśmy po kolei LBV 2013, 10 i 20 letnie Tawny i Vintage 2015. Enolog precyzyjnie objaśnił jak produkuje się takie wina i czym się różnią. Czytelników zainteresowanych zgłębieniem tej skomplikowanej tematyki odsyłam do moich wcześniejszych artykułów. Wszystkie butelki cechowały się niesamowitą elegancją i równowagą. Warto je mieć w swoich zbiorach.
Enolog mówił także sporo o przyszłości Douro jako regionu winiarskiego w kontekście win porto. Stwierdził, że świadome obniżanie cen przez niektórych producentów niszczy wizerunek Douro jako wyjątkowego na skalę światową regionu winiarskiego. Zwrócił uwagę, że produkcja tego trunku systematycznie spadała wraz cenami od początku lat dwutysięcznych, co spowodowało sporą nerwowość wśród niektórych producentów. Na szczęście tendencja ta obecnie się odwraca.

Patrząc na butelkę Niepoort Vintage 2015, zapytałem, dlaczego większość domów winiarskich z Vila Nova de Gaia nie zdecydowała zadeklarować tego rocznika jako Vintage. Dirk przyznał, że sam tego nie rozumie. Jego zdaniem Natura była wyjątkowo łaskawa dla tego typu win, czyniąc je wyjątkowo eleganckimi. I to jest właśnie jego styl! Natomiast angielskie domy winiarskie preferują wina Vintage prężące bardziej muskuły i dlatego też z dużym prawdopodobieństwem zadeklarują rocznik 2016 (i faktycznie tak się później stało). Dirk zastanawiał się także, co zrobią Anglicy z rocznikiem 2017, który jego zdaniem był absolutnie wyjątkowy dla porto. Co więcej, wśród nich jest niepisana zasada, że nie deklarują dwóch roczników następujących po sobie .

I kolejna niespodzianka. Po degustacji mieliśmy zjeść obiad na terenie winiarni razem z Dirkiem Niepoortem! W tym momencie zostałem jemu przedstawiony jako bloger znający język portugalski. Mogłem wreszcie przejść na ten język, bo podczas degustacji musiałem zadawać pytania w języku angielskim, co jest dla mnie dziwnym uczuciem będąc w Portugalii. Po krótkiej wymianie uprzejmości spytałem się go, czy nadal kolekcjonuje stare maszyny do pisania? I to był strzał w 10!
Dirk szeroko otworzył oczy i uśmiechnął się. Zapytał się skąd o tym wiem. Odpowiedziałem mu, że znalazłem wywiad, którego udzielił wiele lat temu jakiejś portugalskiej gazecie. Wspomniałem także o maszynach „Łucznik” produkowanych niegdyś w Radomiu i obiecałem, że jak tylko nadarzy się okazja to jedną mu sprezentuję.

Niepoort najwyraźniej nas polubił. W Douro krążą legendy o winach, które wyciąga z piwnic podczas imprez dla przyjaciół. W pewnym momencie enolog zniknął, by po chwili wrócić z butelkami magnum Vintage 2000 i 2003 (pusta butelka stoi na półce z książkami nad moim łóżkiem). Wcześniej natomiast do znakomitych dań serwował biały Coche oraz Redoma 2014.
To było dla mnie wyjątkowe spotkanie. Miałem okazję spróbować wybitnych win i porozmawiać z wielkim portugalskim winiarzem. Opuszczałem Quinta de Nápoles bardzo szczęśliwy (wina od Nieeporta dostępne są w Atlantice).


To be continued


czwartek, 20 września 2018

Wspomnienia z Douro cz. I

Początek roku był dla mnie wręcz wymarzony pod względem wyjazdów do Douro, mojego ulubionego regionu winiarskiego. Ledwo co wróciłem z jednej eskapady, szykowałem się do następnej, tym razem organizowanej przez projekt TeamDouro.

Integracja teamu dziennikarskiego zaczęła się na kilka dni przed wylotem. Organizatorzy, Rita i Pedro, utworzyli w tym celu grupę na WhatsAppie. Niezły pomysł i to na czasie. Dowiedzieliśmy się czym zajmujemy się na co dzień, jakie butelki odkorkowujemy i wreszcie skąd pochodzimy. Okazałe się, że Douro miałem przemierzać w towarzystwie trzech osób z Brazylii, kilku pań USA i Kanady, a także Szwedki, Francuza, Holendra, Duńczyka, Niemca i Węgra.

Dojechawszy do hotelu w Vila Real myślałem, że wieczór spędzę na wypoczynku przed kilkudniowym degustacyjnym maratonem. Nieoczekiwanie wypakowywanie walizki przerwała mi wiadomość od organizatorów z propozycją wyjścia do położonej nad samą rzeką restauracji DOC, gdzie szefem kuchni jest Rui Paula, jeden z największych autorytetów kulinarnych w Portugalii. Kolację miał także uświetnić znany enolog Jorge Alves, który wraz z kolegą po fachu Celsem Pereirą realizuje swoje marzenia winiarskie w głośnym projekcie Quanta Terra w Douro.

Usiedliśmy wszyscy przy owalnym stole. Jorge Alves, który na pierwszy rzut oka przypominał mi bardziej
bom vivanta niż winemakera, okazał się świetnym mówcą opowiadającym nie bez wirtuozerii o swoich winach. Do lekkich przystawek dobrał utrzymany w świeżej i mineralnej tonacji Terra a Terra Branco Reserva 2014, mający zaledwie 12,5% alkoholu. Portugalczyk wyjaśnił, że winogrona pochodzą ze starych winnic rozciągających się na wysokości 600 metrów w okolicach Alijó. Wino wywarło na wszystkich spore wrażenie. Enolog dodał, że sprzedaż jego wcześniejszych roczników szła dość opornie ze względu na niską zawartość alkoholu, co nie przeszkodziło, by Terra a Terra Branco Reserva 2014 trafiło później na listę 20 najlepszych białych win portugalskich.



Po spróbowaniu bardziej strukturalnego Quanta Terra Grande Reserva Branco 2016 przeszliśmy do win pochodzących ze znanej mi ze wcześniejszych wyjazdów niewielkiej posiadłości Quinta do Tedo (Jorge Alves jest tam doradzającym enologiem), malowniczo położonej pomiędzy rzeką Douro, a jej lewym dopływem – Tedo.


Portugalczyk wybrał do żeberek z jagnięciny Quinta do Tedo, Grande Reserva Savedra 2013. Mnie to wino bardzo smakowało. Charakterem przypominało butelki skrojone przez Niepoorta i Paulo Ruão z Lavradores de Feitoria. Na tle dourowskiej czerwieni wyróżniało się elegancją i równowagą, stanowiąc zarazem idealne połączenie z serwowanym daniem.
Kolację zakończyliśmy w bardzo kameralnym w swym stylu porto Quinta do Tedo Vintage Savadera 2007


Do hotelu w Vila Real wróciliśmy bardzo późno. Na szczęście poniedziałkowy program nie był zbyt napięty. Przed południem pokręciliśmy się po Douro, podziwiając tarasowe winnice opadające szeroko ku meandrom rzeki. Na obiad zajechaliśmy do São Leonardo de Galafura, cudownie położonej, bezpretensjonalnej restauracji serwującej lokalne potrawy. Siedząc przy oknie miałem wrażenie, że znajdujemy się na krawędzi skarpy z pięknym widokiem na dolinę. Popołudniowy posiłek był okazją do spróbowania win od znanego mi producenta Bulas Wines, którego wina porto dostępne są w Polsce za sprawą importera Casa Portuguesa.
Długi stół uginał się pod ciężarem potraw i butelek. Wkrótce też zrobiło się wesoło i gwarno. O winach opowiadała winemekerka Joana Duarte. Bardzo podobało mi się połączenie strukturalnego i aromatycznego Bulas Reserva Tinto Douro 2012 z sycącym daniem z koziego mięsa.
Obiad był absolutnie pyszny. Ciężko było sobie odmówić dokładek, do których namawiali nas właściciele restauracji. Dużo ryzykowałem, bo w ubiegłym roku w ciągu kilku dni spędzonych w Douro przytyłem 4 kg. Jednak moje wyrzuty sumienia szybko uleciały wraz z Bulas Porto Tawny 20 Anos podane do deseru. Wino świetnie zrównoważone pachnące suszonymi figami, podbitymi aromatami skórek od pomarańczy. Usta rześkie, nieprzesłodzone, zakończone długim i przyjemnym posmakiem.

Nieco spóźnieni dojechaliśmy do Urzędu Miasta Vila Rel, gdzie czekali już na nas przedstawiciele władz samorządowych oraz Instituto do Vinho do Douro e Porto (IVDP). Prelekcja burmistrza Rui Santosa dotyczyła gospodarki regionu Douro i roli jaką w nim pełni miasto, będące także siedzibą Uniwersytetu Trás-os-Montes e Alto Douro. Burmistrz podkreślił, że jego absolwentami są najlepsi portugalscy enolodzy. Kto wie, może w przyszłości będą się tak kształcić polscy winiarze?
Niemniej ciekawa okazała się prezentacja przygotowana przez przedstawiciela IVDP, opowiadającego nie tylko o historii regionu i zmianach zachodzących w apelacji DOC Douro, ale także o postrzeganiu wina porto na poszczególnych rynkach. Podsumowując jego prelekcję można wyciągnąć wniosek, że za sprawą niespotykanej dotąd popularności Portugalii jako kraju turystycznego ten szlachetny trunek został ponownie odkryty zarówno w kraju jak i zagranicą. To także jest zasługa IVDP, który od 2011 roku prowadzi konsekwentne i szeroko zakrojone działania marketingowe o charakterze globalnym.

Od ratusza do Adega Cooperativa de Vila Real dzieliło nas zaledwie kilkanaście minut drogi. Tak jak wiele innych sobie podobnych ta spółdzielnia winiarska została założona w czasach reżimu Salazara w połowie lat pięćdziesiątych. Naszym przewodnikiem był Nuno Borges, dyrektor ds. Marketingu i Eksportu i zarazem syn prezesa spółdzielni, Jaime’a Borgesa. Niedawno ogromna winiarnia przeszła prace remontowe. Obecnie wszystkie wina są wytwarzanie siłą grawitacji, bez dodatkowego tłoczenia.
Ogromne kadzie ze stali nierdzewnej znajdują się zarówno w środku jak i na zewnątrz winiarni. W zeszłym roku Adega Cooperativa de Vila Real wyprodukowała około 6 mln litrów wina z czego 1/3 to porto. Nuno Borges uchylił mi rąbka tajemnicy, oznajmiając mi, że niedawno podpisał umowę z dużą siecią handlową we Polsce nie wymieniając jej nazwy. Dwa miesiące później dowiedziałem się z tekstu Sławka Sochaja na łamach Winicjatywy, że chodziło o Lidla…


Wieczorem udaliśmy się kolację w słynącym z znakomitej butikowej kuchni hotelu Quinta do Poço, który w przeszłości był rezydencją portugalskiej rodziny arystokratycznej. Do dań serwowano wina ze zwiedzanej wcześniej Adegi Cooperativy de Vila Real. Touriga Nacional Rosé 2016 jakoś mnie nie przekonało, ale pochodzący z tego samego rocznika biały Premium 2016 wypadł moim zdaniem lepiej, tym bardziej, że jego wystający cukier resztkowy fajnie komponował się z pikantnym sosem, którym była polana ryba. Wisienką na torcie było rzecz jasna porto. Siedziałem na końcu długiego stołu i może czegoś nie dosłyszałem i nie kryłem zdziwienia, gdy na stole pojawiły się butelki od Caves Messias, dużego domu winiarskiego produkującego wina porto od 1926 roku. Niestety ze względu na brak stosownego nagłośnienia niewiele zrozumiałem ze słów winemakerki Ana'y Urbano, prezentującej Messias Porto Vintage 2011, podane do czekoladowego torciku. Co ciekawe, zauważyłem, że w tym winie owoc odgrywał jakby drugoplanową rolę. Pierwsze skrzypce natomiast grały liście herbaty, zioła i pieprz. To różne twarze Porto Vintage. Oprócz długowieczności także jego różne oblicza mnie fascynują.
Na koniec kolacji, zaserwowano Messias Porto Colheita 1966 zabutelkowane w ubiegłym roku.
Rocznik skojarzył mi się z datą wydania przez zespół The Beatles mojej ulubionej płyty “Revolver”. Delektowanie się takim winem to niczym majstrowanie przy wehikule czasu, niekontrolowana podróż do przeszłości, wzbudzająca niesamowite uczucie, wręcz wzruszenie.

To be continued

wtorek, 31 lipca 2018

Wejść w buty importera - robocza wyprawa do północnej Portugalii (Douro). Cz. IV - ostatnia

W poniedziałek mijał półmetek naszego pobytu w północnej Portugalii. Dopiero teraz miałem wejść na serio w buty importera i poznać drogę jaką butelka wina musi przejść, by stanąć na półce w sklepie specjalistycznym. Zawsze to mnie ciekawiło. Co prawda, śledziłem gorące dyskusje w mediach społecznościowych na temat importu win, ale wydawało mi się to zbyt abstrakcyjne. Teraz miałem okazję, by to wszystko doświadczyć na własnej skórze. Czekały nas bowiem dwa dni bardzo intensywnej pracy. Oprócz degustacji win pod kątem przyszłych zamówień sporym wyzwaniem logistycznym miało być zwiezienie kartonów do jednego punktu w Douro i przygotowanie ich do transportu do Polski. Nie mogliśmy się rzecz jasna spóźnić się na lot powrotny z Porto do Warszawy.
Nad tym wszystkim zastanawialiśmy się w drodze. To była trudna sprawa. Sporo bowiem mieliśmy znaków zapytania, a mało czasu. Przede wszystkim musieliśmy u kogoś zostawić kartony wypełniające po brzeg nasze auto, licząc na uprzejmość i wyrozumiałość znajomych mi winiarzy, którzy w naturalny sposób ze sobą konkurują, ale raczej się nie faulują, przynajmniej ci mniejsi producenci. Tym razem kolega Darek prowadził samochód, a ja pisałem smsy lub maile, co trochę przyprawiało mnie o mdłości, gdyż jechaliśmy krętą szosą w kierunku Douro.
Tego dnia mieliśmy umówione degustację u dwóch dourowskich producentów Adega Cooperativa de Sabrosa oraz w Quinta do Mourão. Obydwu odwiedziłem osobiście podczas wyjazdu dziennikarskiego. Cieszyłem się, że wracałem do nich z importerem, bo wtedy taki press trip przynosi rzeczywiście wartość dodaną. Co się zmieniło w ciągu kilku miesięcy?
Adega Cooperativa de Sabrosa postanowiła odświeżyć wygląd swoich etykiet na winach. Obecnie są bardziej estetyczne (w tej kooperatywie rządzą mądre kobiety) i w ciekawszy sposób nawiązują do podróży dookoła Ziemi urodzonego w Sabrosie portugalskiego żeglarza w służbie hiszpańskiej Fernão de Magalhãesa (Ferdynand Magellan). Nowością jest Fernão de Magalhães Moscatel Reserva, bardzo eleganckie wzmacniane wino zrobione w całości z moscatel galego branco. Sporo świeżości i równowagi znalazłem w białych winach, choć rocznik 2017 były ultragorący w Douro. Ku mojej osobistej satysfakcji zarówno Adega Cooperativa de Sabrosa jaki i wina przezeń robione wywarły na tyle dobre wrażenie na moim koledze, że postanowił je wprowadzić do swojego wine baru, w szczególności porto oraz wzmacniane moscatele.
Spóźniwszy się kilkanaście minut dotarliśmy do położonej po drugiej stronie rzeki Douro Quinty de Mourão. Z nieskrywaną radością przywitałem się z Miguelem Bragą niezwykle barwnym dourowskim winemakerem, który niemal od razu zabrał nas do swojego templum, gdzie w drewnianych kadziach drzemały stare porto Colheity. To z nich zwykł wyczarowywać ocierające się o absolut w Tawny z oznaczeniem wieku. Większość tych zacnych trunków próbowałem w ubiegłym roku. Dlatego też z uwagą przyglądałem się mojemu koledze, który przypominał uduchowionego chłopca przystępującego do pierwszej komunii w zabytkowym kościele.
Czas naglił. Szybką kolację zjedliśmy w dobrze mi znanej restauracyjce Aneto & Table, mieszczącej się w dawnych magazynach kolejowych w Peso da Regua. Dla ciekawskich dodam tylko, że prowadzona jest przez Francisco Montenegro, winemakera i właściciela Aneto Wines.
Dzięki uprzejmości niezawodnej i niezastąpionej Justiny Teixeiry wina zostawiliśmy późnym wieczorem w Quinta da Barca. Miałem już zapałki w oczach, gdy przyjechaliśmy do hotelu. Niestety to nie był jeszcze koniec roboty. Darek gorączkowo główkował i kalkulował. Trzeba było podejmować decyzje odnośnie zamówień i bardzo precyzyjnie zaplanować następny dzień.
Wczesnym rankiem byliśmy już na nogach. Jechaliśmy w dół rzeki. Douro zimą jest chłodne, surowe, ale wciąż metafizycznie urzekające.
Szybko dotarliśmy do Pedro’a Pinto, z którym Darek współpracuje i przyjaźni się już od wielu lat. Pedro jest enologiem w projekcie winiarskim 1912 Winemakers związanym z posiadłością Quinta de São Bernardo w Mesão Frio. Należące do niej winnice malowniczo rozciągają się nad samą rzeką. Właściciele posiadają jeszcze parcele w Cima Corgo. Piliśmy biel i czerwień kryjące się pod enigmatycznymi nazwami Piorro i Bocho. Wina czerwone są dobrze zbudowane i oparte na solidnym kręgosłupie garbnikowym, ze zrównoważoną kwasowością i dojrzałym owocem. Beczka w Reservach i Grande Reservach jest wyczuwalna, ale nie gra pierwszych skrzypiec. Z doświadczenia wiem, że z biegiem czasu będzie się ładnie wtapiać w owocową materię tak, jak większość wprawnie zrobionych w klasycznej manierze win czerwonych z Douro. O ile Reserve i Grande Reservy z gamy Piorro są bardzie rustykalne, to Bocho Reserva Tinto posiada w sobie sporą dawkę finezji. Natomiast Piorro Vinahas Velhas Branco 2014 jest białym przystojnym winem także niestroniącym od beczki, mającym kremową fakturę przeciętą cytrusową kwasowością. Z rozmów z Darkiem wiem, że wina od 1912 Winemakers cieszą się sporą popularnością wśród klientów indywidualnych i restauratorów ze względu na beczkową aureolę, dojrzały owoc oraz sporą dozę świeżości i równowagi. Dla miłośników turystycznych eskapad mam także dobrą wiadomość. W Quinta de São Bernardo można spędzić wolny czas w butikowym pensjonacie z pięknym widokiem na rzekę.
Robota robotą, ale Portugalczycy nigdy nie zapomną o obiedzie. Wszyscy udaliśmy się ponownie do Peso da Régua. W SUS Douro czekała już na nas Lucia Carvalho, współwłaścicielka starej posiadłości Casa de Santa Eufêmia oraz jej mąż Ricardo J. Macedo, enolog w Sogevinus (min. Kopke Burmaster, Barros). Może nie pisałbym w ogóle o tym spotkaniu, gdyby nie fascynująca rozmowa, której przysłuchiwałem się podczas posiłku. Spór o przyszłość winiarską Douro toczył się pomiędzy małżeństwem a Pedro Pinto, który chciał wprowadzić rewolucyjne zmiany w skostniałych, jego zdaniem, przepisach organizujących produkcję win porto, przede wszystkim likwidując wzbudzające coraz większe kontrowersje „Beneficio” i „Lei do Terço”. Natomiast Lucia i Ricardo, co prawda widzieli konieczność wprowadzania zmian, ale w sposób stopniowy i ostrożny, gdyż ich zdaniem siłą Douro jest jego historia oraz zapasy starych roczników porto, które z mocy prawa trzeba przechowywać. Przysłuchując się rozmowie, chwilami zapalczywej, czułem się jak Hans Castorp, bohater mojej ulubionej powieści „Czarodziejska Góra” pióra Tomasza Manna. Uczestniczyłem bowiem sporze tyleż doktrynalnym, co aksjologicznym, gdzie ścierały się pryncypia i wartości. Spór nie został rozstrzygnięty. Bliżej było mi to poglądów Lucii i Ricardo...
Po obiedzie udaliśmy się z Lucią do Casa de Santa Eufemia. Dla niewtajemniczonych dodam tylko, że sąsiaduje ona z Quintą de Santa Eufemia. Ongiś była to jedna posiadłość, ale spory familijne doprowadziły do jej podziału. Bynajmniej nie był to aksamitny rozwód.
W klimatycznym salonie, gdzie czas się zatrzymał w latach 30 ubiegłego wieku, próbowaliśmy win porto zaczynając od codzienny białych i czerwonych po Tawny z oznaczeniem wieku. Otaczające mnie unikatowe meble wykonane w stylu art-déco z okresu dyktatury Salazara oraz 30 i 40 letnie Tawny oderwały mnie od rzeczywistości, stymulowały wyobraźnię, powodowały wzruszenie. Pod koniec oddałem się już medytacji naukowej delektując się jedną z 12 ostatnich butelek Casa Santa Eufemia Special Reserve White (Colheita 1973). Jedną zakupiłem dla siebie. Jest na mojej krótkiej liście osobistej win, które chciałbym spróbować na łożu śmierci.




Wszystko co dobre szybko się kończy. Trzeba było się pożegnać i jechać na kolejne spotkanie. O zmroku sunęliśmy w dół rzeki do Quinta da Barca. Od dwóch lat wspieram tego niewielkiego producenta słowem i czynem. Wprost uwielbiam heroiczne wina Busto pochodzę z winnic prowadzonych w ekstremalnych warunkach. Byłem bardzo ciekawy jak krzewy winorośli poradziły sobie z długotrwałymi upałami w ubiegłym roku. Co zrobili enolodzy Mestre Pedro, prywatnie mąż Justiny Teixeiry, oraz Nuno Felgar?
Winobranie rozpoczęto z dużym wyprzedzeniem. Już w drugiej połowie lipca enolodzy zaczęli sprawdzać co tydzień zawartość cukru w winogronach w poszczególnych parcelach. Dlatego udało się nie przegapić idealnego momentu do rozpoczęcia zbiorów. Według enologów wina białe i czerwone zachowały swój kwasowo-mineralny charakter oraz alkohol w normie. Próbowaliśmy win z kadzi ze stali nierdzewnej lub z beczek. Na oko wszystko wyglądało bardzo przyzwoicie. Dostaliśmy też do spróbowania nowości pozostające chyba jeszcze tajemnicą handlową, oprócz Quinta da Barca Busto Rosé Reserva, zdobywcy złotego medalu w Międzynarodowym Konkursie CERVIM, w którym biorą udział wina pochodzące z “ekstremalnych” winnic.
Ostatnie godziny w Douro spędziliśmy na zwożeniu zamówionych win do Quinta da Barca. Ponownie zawitaliśmy w Quinta do Mourão i Casa de Santa Eufemia. Pozostali producenci przywieźli swoje wina we własnym zakresie.
Do Porto gnaliśmy na łeb na szyję. Trzeba było jeszcze oddać samochód i to z pełnym bakiem. Niestety na to już zabrakło nam czasu. I tak dobrze, że nie spóźniliśmy się na samolot…

Od mojego pobytu w Douro minęło już pięć miesięcy. Nawet patrząc już z perspektywy czasu muszę przyznać, że był to cholernie ciężki, ale bardzo potrzebny mi wyjazd. W ciągu niespełna kilku dni objechaliśmy górzyste tereny północnej Portugalii, odwiedziliśmy kilku producentów, spotkaliśmy bardzo ciekawych ludzi. Mnie przy tej okazji udało się wreszcie poznać od kuchni pracę mikroimportera. To bardzo trudny kawałek chleba, tak przynajmniej mi się wydaje. Wino na półce w sklepie specjalistycznym czy w wine barze kryje w sobie nie tylko tajemnicę siedliska i winemakera, ale także okupioną ogromnym wysiłkiem pracę człowieka, który je sprowadza. I o tym, nam konsumentom i miłośnikom wina, nie wolno zapominać, płacąc rachunek za wino.

środa, 25 lipca 2018

CERVIM a Quinta da Barca cd.

W Międzynarodowym Konkursie CERVIM biorą udział producenci, których wina pochodzą z winnic prowadzonych w ekstremalnych warunkach. Wśród nich jest także Quinta da Barca, Douro. Dlatego też prawdziwą przyjemnością i nieukrywaną dumą dzielę się z Wami wiadomością, że ten niewielki producent powtórzył ubiegłoroczny sukces i został ponownie wyróżniony w 2018 roku, otrzymując następujące nagrody:
BUSTO Colheita Branco 2017: Złoty Medal
BUSTO Reserva Branco 2017: Srebrny Medal
BUSTO PREMIUM ROSÉ 2017: Złoty Medal
Wina różowe od Quinta da Barca są przeznaczone do dłuższego leżakowania. Wiem, brzmi to jak oksymoron. Faktem jest, że im są starsze, tym są lepsze. Optimum w moim odczuciu to 3 lata. Krzewy winorośli rosną bowiem w ekstremalnych warunkach, a do tego dochodzi instynkt i doświadczenie enologów Mestre Pedro i Nuno Felgar.
Busto Premium Rosé 2017 zostało wyprodukowane w liczbie zaledwie 400 butelek. Według klasyfikacji Instituto dos Vinhos do Douro e do Porto nazwa Premium oznacza, że wino plasuje się pod względem jakości między Reservą a Grande Reservą/Grande Escolha. Miałem szczęście próbować to wino pod koniec zimy, gdy dojrzewało jeszcze w beczce.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Wejść w buty importera - robocza wyprawa do północnej Portugalii (Trás-os-Montes). Cz. III

Do Montalegre dotarliśmy wieczorem w strugach deszczu. Pomysł dojechania na miejsce autostradą od strony sąsiedniej Galicji, choć nieelektryzujący duszę podróżnika, okazał się bezpiecznym wyjściem. Mieliśmy bowiem wypełnione po brzegi winem auto, a jazda nocą serpentynami w górzystym terenie Trás-os-Montes byłaby niepotrzebnym ryzykiem.
O Francisco Gonçalvesie i o jego fascynujących mnie górskich winach Mont’Alegre pisałem w jednym ze wcześniejszych wpisów. W Lizbonie obiecałem mu, że go odwiedzę i słowa miałem teraz dotrzymać.
Region Trás-os-montes (dosłownie: Za Górami) nazywany także Transmontanią rozciąga się na górzystych obszarach północno-wschodniej Portugalii. Trudne warunki życia sprawiły, że przez wiele stuleci miejscowa ludność emigrowała do zamorskich kolonii.
Uprawa winorośli oraz produkcja wina sięga jeszcze czasów rzymskich, a nawet wcześniej, czego namacalnym dowodem są rozrzucone po całym regionie lagares wykute w granitowych skałach.
Peryferyjność miejscowych win wynikająca z geograficznego położenia regionu sprawiła, że apelacja DOC Trás-os-Montes powstała dopiero w 2006 roku. W tym samych czasie została także ustanowiona kategoria win regionalnych Indicação Geográfica Transmontano (IG Transmontano). Funkcję kontrolną zarówno nad DOC Trás-os-Montes jak i IG Transmontano sprawuje powołana w 1997 roku komisja apelacyjna Comissão Vitivinícola Regional de Trás-os-Montes. Apelacja transmontańska, mimo posiadania wielu wspólnych cech, jest dość niejednorodna i cechuje się mnogością mikroklimatów i siedlisk. W zasadzie większość jej obszaru położona jest na granitowym podglebiu. Gdzieniegdzie występują też łupkowe wysepki . Dlatego też składa się z trzech subregionów: Chaves, Valpaços i Planalto Mirandês. Przy kreśleniu mapy uwzględniano między innymi stopień nasłonecznienia, wysokość położenia winnic, strukturę gleby oraz klimat. Do tej pory nie uczestniczyłem w pogłębionej degustacji win z Trás-os-montes i nie mam wyrobionego zdania na ich temat. Ogólnie rzecz biorąc wina białe utrzymane są w owocowej manierze podkreślonej grubą mineralną kreską, ze zrównoważonymi ustami draśniętymi żywą kwasowością. Świeżość, pięknie skrojony owoc oraz dobra kwasowość charakteryzują natomiast wina czerwone. Lokalni producenci robią biel przede wszystkim z viosinho, gouveio, côdega de larinho, rabigato, malvasia fina, fernão pires, a czerwień z tinta amarela, bastardo, tinta gorda, touriga nacional, tinta roriz, touriga franca. Jeśli już o nich mowa to przez wiele dekad kojarzono z Tras-os-montes jednego producenta Casal de Valle Pradinhos z Macedo de Cavaleiros. Co ciekawe, do komisji apelacyjnej przynależał na początku jej działania zaledwie jeden winemaker, a teraz jest ich ponad stu. Łącznie produkują 3 miliony litrów wina.
W Montalegre zamieszkaliśmy w prowadzonym przez Francisca Gonçalvesa przytulnym pensjonacie Casa da Avó Chiquinha, gdzie czekali na nas jego rodzice i brat Paulo. Francisco miał się trochę spóźnić, bo będąc także doradzającym winemakerem gnał na łeb na szyję z Dão.
Matczyny niepokój dawał znać o sobie ze względu na pogarszającą się szybko aurę. Na szczęście syn dołączył do nas zanim zaspokoiliśmy pierwszy głód wędzonymi wędlinami zrobionymi przez jego ojca. Popijaliśmy je podstawowymi butelkami Mont’Alegre Classico Branco 2015 - niezwykle świeżym winem pachnącym nutami cytrusów i mokrymi kamieniami, posiadającym kremową teksturę przeciętą ostrzem kwasowości. Dobrym partnerem tłustszych przekąsek okazał się także Mont’Alegre Classico Tinto 2015 (tinta roriz, tinta amarela, touriga nacional) pachnący fiołkami i krzemieniem, z ustami eleganckimi, kwasowymi i udomowionymi taninami. Rzecz jasna delektowałem się moim ulubieńcem, czyli Mont’Alegre Clarete 2016, którego piłem dwukrotnie w Lizbonie.
Już przy suto zastawionym stole - jakże by inaczej w Portugalii - Francisco Gonçalves opowiedział nam o swojej wizji winiarstwa i odsłaniał sekrety produkcji własnych win w Trás-os-Montes. Z poprzedniego wpisu wiemy, że jego curriculum winiarskie jest imponujące. Oprócz wieloletniej pracy jako enolog w Sogevinus (Kopke, Burmaster, Barros) tworzył lub współtworzył wina w różnych regionach Hiszpanii i Portugalii. Sporo też doradza dlatego jest wręcz nieuchwytny.
Do swoich win skupuje owoce od lokalnych winogrodników z różnych części regionu. Białe grona z okolic miasta Chaves, a czerwone z Sedim, Miranda do Douro, Macedo de Cavaleiros e Mogadouro. Tuż po zakończeniu fermentacji wina przewożone są do Montalegre. Francisco Gonçalves przekonany jest, że ich dojrzewanie na wysokości 800 m nadaje im więcej gęstości i długowieczności. Mniejsza ilość tlenu w powietrzu, a także mocno zredukowane ciśnienie atmosferyczne sprawiają, że wino zachowuje więcej aromatów oraz wolniej dojrzewa.
Flagowymi winami są białe i czerwone reservy.
Mont’Alegre Reserva Branco 2015 – to wino świeże, krzemienne, pachnące brzoskwiniami, zielonym jabłkiem, skoszoną trawą oraz skórką cytrynową. Usta są niemalże lustrzanym odbicie aromatów wydobywających się z kieliszka. Dużo owocu i kamiennej mineralności, i struktury. Wino od niedawna jest gotowe do picia.
Mont’Alegre Reserva Tinto 2014 ma jeszcze parę dobrych lat przed sobą. Nos jagodowo-tymiankowy posypany płatkami kwiatów. Usta strukturalne, owocowe, z wyczuwalnymi przyprawami i kwasowym kręgosłupem. Wino dojrzewało 13 miesięcy w beczce z dębu francuskiego. Delektowaliśmy się zrobionymi w podobnej tonacji Mont’Alegre Vinhas Velhas Tinto 2015 oraz Mont’Alegre Vinhas Velhas Branco 2016.
Następnego dnia rano myślałem przez chwilę, że obudziłem się w kraju nad Wisłą, a nie w Portugalii. Za oknem hulała zima. Śnieg uniemożliwił nam dotarcie do najwyżej położonej w Portugalii winnicy znajdującej się na wysokości 1070 n.p.m. Francisco posadził tam krzewy winorośli w ściśle wytyczonej parceli mającej granitowo-kwarcowe podglebie. Za kilka lat mają stamtąd pochodzić unikalne wina.
Przed wyruszeniem w dalszą podróż zwiedziliśmy średniowieczny zamek oraz bardzo interesujące muzeum etnograficzne. Żal było się wyjeżdżać z Montalegre. Z rozmów mogę wnioskować, że do Trás-os-Montes nie dotarła jeszcze fala turystycznego tsunami. Warto tam pojechać, by za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami….napić się dobrego wina Mont’Alegre.

środa, 30 maja 2018

Wejść w buty importera - robocza wyprawa do północnej Portugalii. Cz. II

Może miałem niecałe dziesięć lat, gdy mój starszy brat zachęcił mnie do przeczytania „Piętnastoletniego Kapitana” Juliusza Verne’a. Pamiętam, że negatywnymi bohaterami tej powieści byli między innymi Negoro i José Antonio Alves, portugalscy handlarze niewolnikami. Po przeczytaniu książki pałałem szczerą dziecięcą niechęcią do Portugalczyków. Życie jednak potrafi płatać figle, bo trzy lata później śpiewałem po portugalsku hymn z potomkami kolonistów i afrykańskich niewolników w brazylijskiej szkole. Jakby tego było mało od jakiegoś czasu żona z synkiem namawiają mnie do przeniesienia się do Portugalii. Gdy jestem w Lizbonie czy w Douro, czuję, jakbym był tam od zawsze.
O tym i o innych rzeczach myślałem siedząc za kierownicą samochodu, po tym jak pożegnawszy się serdecznie z Isabelą e Fernandem w Bradze, ruszyliśmy dalej na północ. Mieliśmy bowiem umówione spotkanie z Miguelem Quimado, właścicielem butikowego projektu Vale dos Ares w Monção e Melgaço – jednego z subregionów osławionego DOC Vinho Verde.
Co ciekawe, Miguel jest bardzo mocno zaangażowany w działania mające na celu stworzenie oddzielnej apelacji DOC Monção e Melgaço, której sztandarowym winem miałby być alvarinho. Winiarze z tego subregionu nie bez zazdrości przyglądają się poczynaniom sąsiadów z galicyjskiego regionu Rias Baixas, którzy w przeciągu parunastu lat podnieśli miejscowe alvariño do rangi win kultowych. Liczby mówią za siebie. Obecnie hektar winnicy w Monção e Melgaço kosztuje około 100 tyś. euro, podczas gdy w innych regionach Portugalii trzeba zapłacić połowę tej ceny, a we wspomnianym Rias Baixas – już 500 tyś euro. Ponadto w skupie owoce alvarinho kosztują znacznie więcej niż pozostałe szczepy uprawiane w Portugalii.
Miguel posiada zaledwie 4 hektary winnic. Najstarsze krzewy mają około 30 lat i rozciągają się na wysokości 250 n.p.m. Natomiast nowe nasadzenia znajdują się na 300 metrowych wzniesieniach, co sprawia, że widzieliśmy jedną z najwyżej ulokowanych winnic w gminie Monção. Nie tylko położenie, ale także łupkowo-granitowe podglebie sprawia, że produkowane przezeń 100% alvarinha cechują się szczególną świeżością i mineralności.
Win próbowaliśmy w kamiennych murach starego domu zbudowanego pod koniec XVII wieku, niedługo po tym jak antenaci Miguela nabyli posiadłość.
Zaczęliśmy naszą krótką degustację od Vale dos Ares Alvarinho 2016, emanującego świeżością, dalekiego od tarasowego banału wina pachnącego delikatnymi nutami moreli i ananasów. Dodatkowego wymiaru temu smacznemu alvarinho nadaje wyraźna łupkowa mineralność. Usta przyjemne zakończone orzeźwiającym posmakiem limonki.
Vale dos Ares Limited Edition Alvarinho 2015 to wino poddane półrocznemu leżakowaniu w używanych beczkach, charakteryzujące się szeroko paletą aromatów począwszy od skórek mandarynek, kwiatów, kończąc na nutach dymnych. Usta pełne kulturalnego wigoru, wypełnione cytrusowymi owocami, podkreślonymi kwasowo-mineralną kreską.
Zmęczenie podróżą dawało znać o sobie. Jeszcze tego samego dnia z Monção e Melgaço musieliśmy przebić przez góry i dostać się do odległego regionu Trás-os-Montes. Aura nie była łaskawa. Spodziewaliśmy się opadów śniegu. Miguel podsunął pomysł dotarcia do Montalegre od północy przez Galicję. I tak też zrobiliśmy, choć w duchu kusiła mnie jazda przez góry.
Cdn.

czwartek, 17 maja 2018

Wejść w buty importera - robocza wyprawa do północnej Portugalii. Cz.I

„A może razem pojedziemy do Douro” – zaproponowałem Darkowi regulując rachunek w wine barze Wine & People. „To sensowny pomysł” – odpowiedziała jego dziewczyna Magda wydając mi paragon.
Nad krótką eskapadą do północnej Portugalii zastanawiałem się już pod koniec ubiegłego roku. Chciałem przede odwiedzić kilku producentów, z którymi zadzierzgnąłem przyjaźń podczas targów winiarskich Grandes Escolhas | Vinhos&Sabores w Lizbonie pod koniec października. Z doświadczenia wiem, że takie kontakty warto podtrzymywać, bo z czasem mogą się przeistoczyć korzystną dla obu stron współpracę. Chciałem także przetrzeć nieznane mi dotąd szlaki utrwalając na czarno-białej kliszy surowe obrazy Douro i Trás-os-Montes. Nigdy nie stroniłem od wyjazdów stricte reporterskich w pojedynkę, bowiem dają one możliwość innego rodzaju kontemplacji otaczającej rzeczywistości, wręcz wsiąkania w nią przy spokojnej rozmowie z napotykanymi ludźmi, posługując się ich językiem. Wakacje z rodziną i przyjaciółmi są absolutnie czymś fantastycznym podczas wyjazdów wypoczynkowo-krajoznawczych. Wtedy jednak ma się poczucie większej tymczasowości i dystansu do rzeczywistości, wynikającej z komentowania jej w ojczystym języku.
Dobrze, „powróćmy do naszych baranów” – mawiają Francuzi, gdy podczas rozmowy zbytnio odbiega się od tematu. Wspomniany wyżej kolega Darek przymierzał się z początkiem roku do uzupełnienia zapasów win od swoich stałych dostawców z Douro, czyli od Quinta da Barca oraz 1912 Winemakers. Zainteresowany był także małymi producentami win porto z mojego winiarskiego notatnika, odwiedzonych przeze mnie w ramach projektu Soul Wines w 2017 roku. Ten szlachetny trunek zamierzał sprowadzić bezpośrednio do swojego wine baru i sprzedawać na kieliszki. Zatem wspólny wyjazd wydawał się nam racjonalnym pomysłem, tym bardziej, że wynajmując samochód można było zwieźć część win do jednego miejsca, oszczędzając tym samym na ich transporcie do Polski. Interesujące wydawało się także uczestniczenie w trudnym procesie decyzyjnym dotyczącym wyboru win przeznaczanych do importu. Jak oddzielić emocje pijąc wino u winiarza od kalkulacji, czy te same butelki spodobają się potencjalnym klientom?
W lutym bilety lotnicze do Porto były w bardzo dobrych cenach. Wylot w sobotę wieczorem, powrót w środę popołudniu, a plany mieliśmy arcyambitne. W tym krótkim czasie zamierzaliśmy odwiedzić producentów w Vinho Verde, Trás-os-Montes i Douro. Tak, w Portugalii także pada śnieg, w szczególności na górzystych obszarach północy kraju, co mogło poważnie zakłócić plan podróży.
Do Bragi dojechaliśmy tuż przed północą, gdzie cierpliwie czekało na nas rodzeństwo Isabel Barbosa Cipreste oraz Fernando Soares z Glano WineGrowers, czyli Herdade de Carvalhal (Alentejo) i Quinta do Caucão (Vinho Verde). Co zabawne, w ubiegłym roku Fernando Soares zaprowadził mnie na skróty na dworzec kolejowy po degustacji w Lizbonie. I tak zaczęła się nasza znajomość…
Braga do jedno z najstarszych miast Portugalii, a także dawna stolica germańskich Swebów. Program był napięty. Skończyliśmy rozmawiać grubo po północy. Następnego dnia wstaliśmy rano, by choć przez chwilę podziwiać piękną architekturę sakralną, po czym pojechaliśmy w rodzinne stony Isabel i Fernando kilkanaście kilometrów od miasta.
Stary kamienny dom zrobił dla nas ogromne wrażenie. Fajnie, że czas się w nim na dobre zatrzymał. Na co dzień nikt w nim nie mieszka oprócz kota. Dopiero przy winobraniu robi się tam gwarno. Niewielka winnica znajduje się na tyłach domu. Owoce pochodzące ze starych krzewów przeznaczone są do robienia vinho de casa. Pozostałe winnice, razem około 3 hektarów, rozrzucone są na pograniczu regionów Vinho Verde i Trás-os-Montes. Niegdyś w tamtych okolicach sadzono krzewy winorośli w pobliżu drzew, by łozy obciążone gronami mogły się opierać o gałęzie
Wina degustowaliśmy w rustykalnej izbie. W środku było wilgotno i chłodno. Wszystkie trzy etykiety próbowaliśmy wcześniej w Warszawie. Co ciekawe, wciąż robiło na mnie duże wrażenie, niemłode już, jak mogłoby się wydawać biorąc tylko pod uwagę rocznik, Vinho Verde Terras do Coucão Grande Escolha 2016, będący kupażem dwóch szczepów azal i arinto. Musze przyznać, że oznaczenie „Grande Escolha” zobowiązuje. Wino z temperamentem zarówno w aromacie jak i w smaku, o ładnej budowie, niemające nic wspólnego ze sztucznie naszpikowanymi dwutlenkiem węgla marketowymi etykietami.
Na chwilę ze starego domu teleportowaliśmy się do Alentejo, by spróbować dwóch butelek z Herdade de Carvalhal. Wina z tego regionu winiarskiego to nie tylko owocowy granat z odbezpieczoną zawleczką wrzucony do kieliszka. Są tam miejsca, gdzie owoce gron dojrzewają w wyjątkowych jak na Alentejo siedliskach. Z górzystych okolic Serra do São Mamede, nieopodal miasta Portalegre pochodzi Fonte Seca Vinho Tinto Regional Alentejano 2014 zrobione z aragonês, trincadeira i alicante bouschet. Wino średnio zbudowane charakteryzujące się szerokim wachlarzem aromatów czerwonych dojrzałych owoców wyjętych z chłodnej piwnicy. Usta miękkie, przyjemne, draśnięte kwasowością, zakończone owocowym posmakiem. Absolutnie zaskakujące było jednak dwuodmianowe wino (aragonês i trincadeira) Herdade de Carvalhal Fonte Seca Reserva 2007, o średniej budowie, pięknie już ułożone, z kwasowym nerwem, lekko słonawe, zakończone długim finałem. W ubiegłym roku Wine Advocate przyznał temu winu 89 punktów, o czym dowiedziałem się później. Wczoraj znalazłem notkę napisaną przez Marka Squires, specjalistę od win portugalskich i greckich we wspomnianym Wine Advocate: „This wine that doesn’t seems mature at all, maybe not even fully ready to drink, even though it is almost ten years old . It does open a bit with air, but it will always need a food pairing. I rather liked this a lot, but it is admittedly a question of potential and there isn’t a lot of track record, so let’s be a bit conservative on this unusual bargain”
Na koniec spróbowaliśmy coś arcylokalnego, czyli domowej roboty czerwone Vinho Verde zrobione ze szczepu vinhão. Owoce były rozgniatane w przydomowym lagares. Wino wydawałoby się zgoła niepijalne zważywszy na wysoką kwasowość i szorstkie jak papier ścierny taniny, ale degustowane z glinianej miski razem z lokalnymi przysmakami wzbudziło ogromne emocje
Wypełniwszy po brzegi bagażnik samochodu zakupiony do wine baru winem udaliśmy się w dalszą drogę na Północ
Cdn.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Douro – a new promised land for pink wines. Why not?

The more I delve into the word of Port wines, the more I start to think that Portuguese and British were inspired by ancient gods to create such extra-terrestrial nectar. Also, I truly enjoy reds, specially the old ones, because of their elegance and complexity. The whites are unbelievably fresh and mineral. And pink wines? Douro Quinta da Barca Busto Rosés have completely changed my perception of those wines. Telling the truth, I have been thinking that it was my extravaganza or simply lack of experience. How is possible to enjoy 2 or 3 years old pink wines?
Fortunately, last year I met in Krakow Elizabeth Gabay Master of Wine, wine writer, historian, consultant and speaker, as well as author of the book “Rose: Understanding the Pink Wine Revolution”. We were talking about pink wines and I told her about my extraordinary experience with Quinta da Barca Busto Rosé 2014, 2015 and 2016. Luckily, I was not mistaken. That is her opinion about those wines and Douro Valley: "Strawberry Fields on Schist… forever".
I am very happy and proud that I have met such wise and inspiring women of wine as Elizabeth Gabay and Justina Teixeira of Quinta da Barca. Now I have started to pay more attention to rosé wines having always Busto Rosé as some kind of point of reference. I really have enjoyed pink wines like Monte S. Sebastiao Douro Rosé 2016, Douro Bulas Vinho Rosé 2015 or unique Quinta dos Lagares Mourisco Rosé 2015 and many others. I believe that Douro region has an exceptional terroir for great and ambitious pink wines. The question is how to encourage Douro winemakers to do them?

sobota, 28 kwietnia 2018

A co zrobią Anglicy? - update

Zastanawiam się jak to wszystko się skończy... Sogrape Vinhos, Sogevinus, Symington Family Estates , Quinta do Noval, Quinta da Romaneira, a ostatnio The Fladgate Partnership (Taylor’s, Fonseca i Croft) to flagowi producenci, którzy już zdecydowali się zadeklarować swoje porto Vintage 2016. Opinie enologów w tej kwestii były zbliżone. Charles Symington (między innymi Graham’s, Warre, Cockburn) stwierdził, że wina porto Vintage z rocznika 2016 są wyjątkowe ze względu na wysoką jakość tanin niemających sobie równych na przestrzeni wielu lat. Podkreślił, że wina są strukturalne i zrównoważone, w których kwasowość, taniny oraz kolor idealnie ze sobą współgrają. Również enolog Luís Sottomayor (Sogrape - Ferreira, Sandeman, Offley) przewiduje, że wina porto Vintage z omawianego rocznika będą absolutnie wyjątkowe pod względem swej złożoności oraz niewyczerpanej mocy tanin, otwierających im drogę do długowieczności. Dla Christiana Seely’ego, dyrektora generalnego Quinta do Noval, komponowanie porto Vintage 2016 było emocjonującym doświadczeniem ze względu na doskonałość win przeznaczonych do kupażu.
Jeśli chodzi o mniejszych, ale znanych producentów, w tym na rynku polskim, to sytuacja wydaje się bardziej złożona. Na razie, nie wiem w co grają Douro Boys. Z jednej strony, zastrzegająca sobie anonimowość osoba zbliżona do Van Zellers & Co uchyliła mi tydzień temu rąbka tajemnicy, twierdząc, że VZ Vintage Port 2016 został już zatwierdzony przez IVDP i niebawem będzie zadeklarowany. Z drugiej strony, zastanawiam się, czy kardynał portugalskiego winiarstwa Dirk Niepoort wytrzyma presje i rzeczywiście nie zadeklaruje swojego Porto Niepoort Vintage, o czym z resztą pisałem szerzej w pierwszym poście. Za tą decyzją przemawia także fakt, iż zadeklarował rocznik 2015, podczas gdy wielkie domy winiarskie tego nie uczyniły, a potem żałowały.
Póki co, nabrali wody w usta tacy producenci jak Ramos Pinto, Poças, Messias, Casa Santa Eufemia, Quinta do Mourão. Natomiast Joana Duarte (Bulas), Alzira Carvalho (Quinta de Santa Eufemia) oraz Jaime Costa (Vasquez de Carvalho) będą niebawem butelkować bohatera Douro 2016.
W tym roku pewną nowością jest to, że "portugalskie" domy winiarskie, takie jak Sogrape, nie oglądały się na swoich angielskich konkurentów (Symington i Fladgate) przy deklaracji Vintage. Zazwyczaj to Anglicy wychodzili jako pierwsi przez szereg. Możemy zatem mówić o pewnym precedensie w wieloletniej tradycji deklarowania Vintage. A jeśli synowie Albionu zadeklarują jeszcze Vintage 2017, to będzie już rewolucja w Douro!


wtorek, 17 kwietnia 2018

"W 40 lat dookoła świata" - serdeczne podziękowania

"Moją ojczyzną jest język portugalski"
Fernando Pessoa


W dniach 12 i 13 kwietnia odbył się kongres związany z 40 rocznicą powstania Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego z udziałem kadry profesorskiej, wykładowców, badaczy oraz studentów. Uroczystość otwarcia zaszczycili swą obecnością między innymi Minister Spraw Zagranicznych Portugalii Augusto Santos Silva, Ambasadorzy Brazylii i Portugalii w Polsce Alfredo Leoni i João Silva Leitão, Attaché Obrony i Wojskowy Brazylii, płk . Aureo Ribeiro Vieira da Silva.
Jako absolwent Portugalistyki UW oraz redaktor bloga “Winne Refleksje miałem zaszczyt i przywilej zorganizować i poprowadzić w Pałacu Kazimierzowskim degustację win portugalskich i brazylijskich podczas uroczystego koktajlu kończącego obrady kongresu.
Chciałbym na łamach mojego bloga serdecznie podziękować producentom oraz firmom, które przekazały wina do degustacji lub pomogły mi w organizacji wydarzenia.

1. Quinta da Barca
2. 1912 Winemakers
3. GLANO WineGrowers (Herdade de Carvalhal, Quinta do Coucão)
4. Adega Cooperativa de Sabrosa
5. Mont’Alegre
6. Aneto Wines
7. Vale dos Ares
8. Vininova/Sogevinus (Kopke, Burmester)
9. Quinta do Mourão
10. Quinta de Santa Eufémia
11. CARM
12. Quinta da Casa Amarela
13 Messias
14. Bulas
15. Niepoort
16. Casa Santa Eufémia
16. Quinta da Côrte

Specjalne podziękowania dla importera i wine baru Wine & People za pomoc w transporcie win z Portugalii do Warszawy, a także dla firmy Pod Filarami S.C za użyczenie pięknych kieliszków Schott do win spokojnych oraz do porto.
Korzystając z okazji chciałbym także podziękować Ricie Montalvo oraz José Pedro Figueredo za zaproszenie do udziału w podróży studyjnej do Douro, podczas której udało mi się pozyskać wina bezpośrednio od producentów.
Kończąc chciałbym dodać, że udział w organizacji kongres był źródłem ogromnej osobistej satysfakcji i poczucia wypełnienia misji, polegającej na krzewieniu wiedzy o Brazylii i Portugalii przy kieliszku wina.


PS. Gdzie kupić serwowana przeze mnie wina?
1. Wine & People (Quinta da Barca, 1912 Winemakers, Herdade de Carvalhal, Quinta do Coucão, Adega Cooperativa de Sabrosa, Quinta do Mourão, Casa Santa Eufémia, Vale dos Ares)
2. Vininova (Kopke, Burmester)
3. MineWine (Quinta de Santa Eufémia)
4. Casa Portuguesa (Bulas)
5. Atlantika (Niepoort)