środa, 23 lutego 2022

Vicentino Wines – dalej są już tylko atlantyckie klify

Alentejo to niejednorodny i ciekawy region ubogacony długą historią. Od lat przyciąga winiarskich pionierów, również z zagranicy. Jednym z nim jest Norweg Ole Martim Siem, właściciel Vicentino Wines, który z powodzeniem uprawia sauvignon blanc oraz pinot noir zaledwie 1500 m od oceanu.

Ostatnie dni przed moją podróżą do Lizbony były dość nerwowe ze względu na ryzyko przypadkowego zakażenia omikronem. Nie jestem fatalistą, ale trzy miesiące wcześniej druga kreseczka testu covidowego pojawiła się na 72 godziny przed odlotem do Lizbony. Wizyta w Vicentino Wines była już dopięta na ostatni guzik.

Tym razem test wyszedł negatywny i już następnego dnia dotarłem autem do miejscowości Brejão, leżącej w pobliżu klifowej plaży Odeceixe. Patrząc z lotu ptaka znajdowałem się Dolnym Alentejo (Baixo Alentejo) nieopodal granicy z regionem Algarve lub też w nieformalnym regionie winiarskim Costa Vicentina  


Pionier z Norwegii

„Wiele lat temu ziemie te leżały zupełnie odłogiem!" – zadzierzgnął rozmowę niemal krzycząc mi do ucha Filipe Caetano, Dyrektor Generalny Vicentino Wines. Siedzieliśmy w kultowym portugalskim samochodzie terenowym UMM (União Metalo-Mecânica) z ubiegłego wieku, sunąc po miejscami pofałdowanym terenie sporego gospodarstwa rolnego. Mimo hałasu wydobywającego się z ryczącego silnika, usłyszałem w jaki to sposób Norweg znalazł się na alenteżańskim zadupiu i do tego robi jakże nieszablonowe wina.  

Ole Martim Siem studiował w Anglii Wspólnotową Politykę Rolną oraz Gospodarkę Rolną w okresie, gdy Hiszpania i Portugalia szykowała się do przystąpienia do EWG w 1986 roku. Będąc jeszcze studentem przewidział nie tylko wzrost cen gruntów rolnych, ale także był już doskonale zorientowany w subsydiach wspólnotowych przewidzianych dla rolnictwa. W poszukiwaniu miejsca pod pionierską inwestycję trafił do Dolnego Alentejo. Na miejscu znalazł swoją ziemię obiecaną. Morski klimat, temperatury w lecie umiarkowane oraz chłodne i wilgotne zimy. Wreszcie wiatr i mgły oraz większą liczbę godzin nasłonecznienia, a także brak konkurencji... Na początku postanowił zająć się uprawą sezonowych warzyw przeznaczonych na rynki Północnej Europy. Po 35 latach działalności przedsiębiorstwo rolne Frupor z powodzeniem obrabia aż na 300 hektarach ziemi.

Mijałem geometrycznie zakreślone poletka z warzywami, ale także rośliny ozdobne przypominające, na rozległej przestrzeni, wysepkowe oazy. Pan Filipe zatrzymał swojego UMM’a na skraju parceli. Chyba nie wiedział jak bardzo tęskniłem za trójwymiarowym kontaktem z krzewami winorośli



W poszukiwaniu atlantyckiej tożsamości

Uprawa winorośli długo jedną z rozpatrywanych opcji przez przedsiębiorczego Norwega. Zanim jednak podjął decyzję o pierwszych nasadzeniach krzewów, długo, mówiąc nieco kolokwialnie, „badał teren”. Nie był wszak ani winiarzem, ani enologiem, ale bardzo dobrze wykształconym i doświadczonym już rolnikiem. Zależało mu na produkcji wysokiej jakości winogron, a w pespektywie win, które różniłyby się od skoncentrowanych alenteżańskich klasyków. Przygodę z uprawą winorośli zaczął w 2007 roku ostrożnie od 7. hektarowej winnicy. W 2017 roku miał już 40 hektarów, a obecnie 60. Kręcąc się pomiędzy krzewami zwróciłem uwagę na gleby. W parcelach położonych najbliżej oceanu dominowały piaszczysto-gliniaste, natomiast w głębi można było napotkać gliniasto-łupkowe wysepki. Początkowo grona były przeznaczone tylko i wyłącznie na sprzedaż. W 2014 roku zaczął butelkować swoje własne wina pod marką Vicentino Wines, winifikowane w wynajętych przestrzeniach nieodległej winiarni.



Norwegowi zależało na stworzeniu osobliwego stylu swoich alenteżańskich win, mocno naznaczonych nadmorskim terroir. Miały wyróżniać się świeżością, lekkością oraz elegancją, a za sprawą wyraźnie zarysowanej kwasowości, perspektywą dużego dojrzewania w butelce.

Z tym zamysłem dokonano selekcji odpowiednich szczepów winorośli. Jest eklektyczna, ale nie przypadkowa. Mamy zarówno szczepy francuskie, jak i portugalskie. O ile syrah na dobre przyjął alenteżańskie obywatelstwo, to semillon, sauvignon blanc, a przede wszystkim pinot noir mogą budzić zdziwienie, wręcz niedowierzanie. Ostatnio doszedł też merlot oraz chardonnay, który w jednoodmianowej postaci pojawi się na rynku w tym roku. Jest wręcz emocjonujący. Niezaetykietowaną jeszcze butelkę tego wina otworzyłem kilka dni później, przebywając jeszcze w Alentejo.

W tej całej układance dobór portugalskich szczepów winorośli również w pewnym stopniu odbiega od klasycznej dla tego regionu maniery. Dosyć zaskakujące są bardziej północne alvarinho oraz viosinho, którym towarzyszą verdelho i fernão pires. Natomiast selekcja odmian czerwonych jest bardziej tradycyjna: aragonês, touriga nacional, alicante bouschet.  


Co ciekawe, udział portugalskich szczepów w produkcji win będzie wzrastać. To one w dużej mierze gwarantują eksportowy sukces. Skądinąd to ciekawe zjawisko marketingowe, na które zwróciła uwagę Sandra Tavares w jednej ze swoich wypowiedzi dla prasy branżowej. Arinto z jej familijnej posiadłości Quinta da Chocopalha cieszy się spektakularnym powodzeniem przede wszystkim na zagranicznych stołach, natomiast na portugalskich wybór pada na chardonnay. Oznacza to, jak się wydaje, że szczepy znad Tagu i Douro przebiły się ostatnimi czasy do świadomości szerokiego grona zagranicznych konsumentów. Wcześniej luzytańscy producenci mieli z tym nie lada kłopot.  

W rozmowie Filipe Caetano podkreślił, że zaadaptowanie pinot noir, szczepu kojarzonego przede wszystkim z odległą Burgundią, było wręcz pokerową zagrywką właściciela Vicentino Wines. Dla większości osób doradzających Norwegowi sam pomysł zakrawał na jakieś nordyckie szaleństwo. Ryzyko jednak opłaciło się. Jednoodmianowe, charakteryzując się zwiewnością i elegancją, zyskały aprobatę zarówno krytyków jaki i miłośników win.


Nie uwierzycie, ale flagowym szczepem Vicentino Wines jest sauvignom blanc butelkowany od samego początku istnienia marki. Wina z tej francuskiej odmiany okazały się tak osobliwe, że od kilku lat macza w nich swój nos Henri Boillot, znany producent win z Burgundii.

I dlatego też warto spróbować

Gdy zobaczyłem gotowe do degustacji butelki win zacząłem z niepokojem zerkać na zegarek.  Nie dość, że miałem do przejechania jeszcze ponad 200 km w głąb Alentejo, to pod drodze zamierzałem wpaść na średniowieczne pole bitwy w Ourique. Ot taka fantazyjka, która mi towarzyszy od czasów studiów na Iberystyce.

Niestety musieliśmy pójść mocno na skróty, stawiając na głowie tradycyjny porządek degustacji win. Zaczęliśmy od nowości, czyli Vicentino Naked Pinot Noir 2020 (11,5%) oraz Vicentino Naked Pinot Noir 2020 Tinto (12,5%). „Nagość” w obydwu przypadkach oznacza symbolicznie to, że wina mają być najczystszą emanacją miejscowego terroir, a w konsekwencji bez dojrzewania w beczkach. Są szczupłe, cechuje ich elegancko poprowadzona kwasowość. W różowym winie, które początkowo było dość mocno schłodzone, wyczuwalna była słona bryza, zapach malutkich zatoczek klifowego wybrzeża, na którym byłem kilka godzin wcześniej. Ogrzane dłońmi wino zaczęło pachnieć delikatnie świeżymi truskawkami oraz malinami. W pinot noir owoc był bardziej dojrzały. Dodatkowo świeży bukiet był wzbogacony nutami wiśni. Słona końcówka. 


Bardzo był przekonywujący Vicentino Syrah 2019 (13,5%). W przeciwieństwie do niekiedy lekko przegrzanych kuzynów z głębi Alentejo, okazał się całkiem przystojny. Pachniał leśnymi owocami, przyprawami i białym pieprzem. Mniej wylewny w kontekście hipertropikalnych aromatów Alvarinho 2019 (13%) był dla mnie sporym zaskoczeniem. Ten flagowy szczep w DOC Vinho Verde potrafi być za młodu nieco męczący.

Dla mnie, miłośnika dojrzałych białych win, prawdziwą wisienką na torcie było porównanie  Vicentino Sauvignon Blanc 2016 i 2019 (12,5%/12,5%). Barwa starszego wina była bardziej nasycona. Nos lekko utleniony, zapraszał zapachem dżemu z moreli i pigwy, a także świeżością morskich skał. Średnia budowa. Usta kremowe, głęboko draśnięte kwasowością. Długa, lekko słona końcówka. Takiego sauvignon blanc bardzo dawno nie piłem.  Natomiast młodszy brat wybrzmiał bardziej klasycznie w aspekcie tej francuskiej odmiany winorośli.  Aromaty roślinne posypane pieprzem, cytrusy, ananas, morska bryza. Usta wyraziste, świeże, lekko pikantne.


Bardzo żałuję, że nie mogłem dłużej pomedytować przy tych winach wraz z panem Filipe. Myślę, że z każdą minutą pokazałyby jeszcze większą mineralną głębię.  Poza tym są smaczne, eleganckie i bardzo tożsamościowe. Bliskość bezkresnego oceanu ma decydujący wpływ na ich charakter. Będą pasować idealnie do lżejszych dań, w tym do ryb. Już będąc w domu połączyłem Vicentino Branco 2018 z doradą z pieca oraz pieczonymi ziemniakami w mundurkach. Danie nie tylko mnie smakowało...


Nowa winiarnia

Obecnie Vicentino Wines wypuszcza na rynek około 320 tysięcy butelek win. Mimo pandemicznych zawirowań Ole Martim Siem i jego ekipa patrzą na przyszłość optymistycznie. Kilka dni po mojej krótkiej wizycie miała ruszyć budowa własnej winiarni. Zgodnie z projektem ma być częściowo zanurzona w ziemi, aby w ten sposób zachować równowagę termiczną i ograniczyć wpływ na środowisko. Filipe wskazał mi nawet miejsce przyszłej budowli. Winiarnia będzie stała pośrodku rozległych winnic. Co ciekawe, dodatkowo ma być wybudowana niewielka przestrzeń na kameralne występy artystyczne. Niedaleko wszak znajduje się dawny dom Amalii Rodrigues, królowej Fado.

PS

Wielkie podziękowania dla Filipe Caetano, który mimo ogromu pracy poświecił mi sporo swojego czasu.

 


Wina od Vicentino Wines znajdują się w ofercie Atlantiki. Butelki dostępne są między innymi w Porugaliagourment w Hali Gwardii oraz w sklepie Winotopia na ul. Rydygiera, Vinify.pl.

Podróż i pobyt w Portugalii opłaciłem z własnej kieszeni.

 

 

sobota, 15 stycznia 2022

Wines of Portugal Grand Testing 2021 – ponad 100 dni później

To była druga z kolei degustacja win portugalskich zorganizowana w pandemicznym anturażu. Tym razem panowała na szczęście już swobodniejsza atmosfera, mimo wciąż obowiązujących obostrzeń. Na miejscu dowiedziałem się, że ciągu w ostatnich dwunastu miesięcy ich eksport do Polski znacznie wzrósł. W Portugalii natomiast rodzime wina przebijają cenowy sufit.  

Wiadomość o największej degustacji portugalskich butelek była dla mnie zaskoczeniem. Nie dość, że zmienił się jej termin (dotąd był to październik, a nie sam początek września), to wyrwała mnie ze strefy komfortu. Otóż, złapałem się na tym, że codzienny rytuał, czyli lektura portugalskiej prasy branżowej w zupełności zaspakaja moje potrzeby obcowania z winem. Wciągające reportaże, błyskotliwe artykuły, aktualne recenzje zastąpiły to, co dla mnie było najbardziej inspirujące, wręcz święte, przed Wielką Zarazą, czyli krótkie wypady do Portugalii połączone z naocznym doświadczeniem winiarskim.  Dlatego też, siłą rzeczy, z praktyka przemieniłem się w teoretyka, co i też ma swoje dobre strony, w tym zdrowotne. J.

Degustacja win PT

Wines of Portugal Grand Testing na dobre wpisał się w kalendarz wydarzeń winiarskich organizowanych w Warszawie. Nawet w 2020 roku, pomimo wyśrubowanych restrykcji pandemicznych, udało się ściągnąć do stolicy producentów, importerów i publiczność, zapewniając wszystkim bezpieczeństwo i względny komfort pracy. Co roku organizatorem największej degustacji win portugalskich jest czasopismo Ferment, Polsko-Portugalska Izba Handlowa, oraz Wines of Portugal.

Wrześniowa degustacja była dla mnie okazją do spróbowania win z „covidowego winobrania 2020”, jakże trudnego pod względem logistycznym, ale całkiem udanego, jeśli chodzi o jakość gron. Liczyłem też po cichu, że uda mi się skosztować choć kilka win z amfor (vinho de talha) wytwarzanych nieprzerwanie od ponad dwóch tysięcy lat w Alentejo. W głowie kiełkował mi wtedy pomysł napisania artykułu na temat win z ogromnych glinianych dzbanów, które – zdaniem winiarskiej prasy – przeżywają prawdziwy renesans.

Lista zaproszonych producentów może początkowo nie wzbudziła we mnie – poszukiwaczu butelek PT out-of-the-box - przenikliwego dreszczyku emocji. Niemniej jednak była spójna, bardzo bezpieczna, ale i także momentami bardzo ciekawa w kontekście specyfiki polskiego rynku.  

Adega da Vermelha • Adega do Fundão • Adega Ponte Lima • Aveleda • Casa Ermelinda Freitas • Casa Relvas • Casa Santos Lima • Caves Arcos do Rei • Caves da Montanha • CVR Tejo • DFJ Vinhos • Enoport Wines • Lavradores de Feitoria • Messias • Parras Wines • Poças • Positivewine • Quinta da Devesa • Quinta de S. Sebastião • Quintas do Homem • Sanguinhal Wines • Santos & Seixo Wines • Sogrape Vinhos • Soito Wines • VERCOOPE • Wines and Winemakers by Saven.


Fakty i mity

Kręcąc się pomiędzy stolikami miałem okazję wymienić się uwagami zarówno z producentami jak i napotykanymi winopijcami. Ci ostatni bez przekonania patrzyli na etykiety pochodzące ze spółdzielni winiarskich (adegas cooperativas), co w jakieś mierze jest zrozumiałe. Pozwólcie jednak, że zamienię się na chwilę w adwokata diabła. Od kilku dobrych lat, powstałe w latach 50. i 60., kooperatywy są w trakcie ewolucyjnych zmian. Z jednej strony otworzyły szeroko drzwi na innowacyjne rozwiązania techniczne, w tym na kontrolę jakości owoców od zrzeszonych winogrodników, marketing sieciowy, edukację, ekologię, zarządzanie i wreszcie na doświadczonych, często topowych enologów. Z drugiej strony starają się zachować ducha dawnej spółdzielczości, szacunek wobec lokalnej tradycji winiarskiej, w tym dla odmian winorośli.

Ilustracją modernizującej się winiarskiej spółdzielczości był obecny na wydarzeniu Veroocope (União de Adegas Cooperativas da Região dos Vinhos Verdes), przedsiębiorstwo złożone aż z 7 spółdzielni, skupiających 2500 winoogrodników. Jeszcze dziesięć lat temu obroty tego giganta wynosiły 5 milionów euro rocznie, a obecnie 13 milionów. Produkcji nie podwojono, natomiast znacznie wzrosła jakość i wartość wytwarzanych win. Dobrym tego przykładem jest Via Latina Grande Reserva Branco 2018 (11%). Vinho Verde, którego nie powinien się powstydzić żaden właściciel sklepu specjalistycznego, nadające się do odkorkowania nawet zimową porą ze względu na solidną strukturę, równowagę i dojrzałość (7,99 euro na półce w Portugalii)



Pozostańmy jeszcze w kręgu zielonych win, aby podjąć próbę wyjaśnienia, często kontrowersyjnych i niezrozumiałych z naszego punku widzenia, decyzji biznesowych podjętych przez niektórych wyróżniających się producentów portugalskich na polskim rynku. Do tego celu posłużę się ubiegłoroczną premierą, dostrzeżoną także przez blogosferę, białego wina Soalheiro Allo 2020 na półkach Biedronki.  Zacznę od tego, że byłem początkowo podirytowany lekkomyślnością i krótkowzrocznością tego wybitnego producenta decydującego się na sprzedaż win w dyskoncie, tym bardziej, że posiadał u nas swoich importerów. Stało to nie tylko w sprzeczności z moją dotychczasową pracą blogerską, związaną z poprawą wizerunku win portugalskich na polskim rynku, ale z wcześniejszymi doświadczeniami dobrze zapowiadających się na polskim rynku producentów. To między innymi dla cenionej Quinta de la Rosa czy Lavradores de Feitoria wstawienie win do Biedronki okazało się w dłużej perspektywie pocałunkiem śmierci. Dobre restauracje czy wymagający klienci korporacyjni nad Wisłą niechętnie patrzą na producentów, których wina hulają na półkach sklepów wielkopowierzchniowych. Czy tak będzie w przypadku Soalheiro? Nie potrafię odpowiedzieć.  Na marginesie dodam, że Soalheiro Granit 2019 znalazł się na Top 10 Portuguese fine wines of 2021” przygotowaną przez Sarah Ahmend i opublikowaną w Decanterze.

Jeśli chodzi o pozycjonowanie win sprawy w Portugalii mają się inaczej.  Nawet dla ceniących się producentów nie ma sprzeczności w dostarczaniu win zarówno do dyskontów, banków i sektora HoReCa. Aby to wszystko lepiej zilustrować przyjrzymy się obecnemu na warszawskiej degustacji winiarskiemu potentatowi – Sogrape - właścicielowi między innymi takich marek jak Mateus, Sandeman czy Casa Ferreirinha. Z jednej strony zapełnia sklepy wielkopowierzchniowe podstawowymi winami, w tym Mateus Rosé lub Papa Figos, a z drugiej wypuszcza co kilka lat na rynek Barca-Velha, mityczne, wręcz święte dla Luzytanów, czerwone wino z Douro. W sklepach specjalistycznych kosztuje obecnie ponad 800 euro (ostatni rocznik 2011, który także figuruje wspomnianej na liście Top 10).

Innym producentem grającym podobnie na kilku fortepianach jednocześnie, obecnym także na warszawskiej degustacji, jest Aveleda. Znany jest niemal na całym świecie z evergreenowego Vinho Verde Casal Garcia oraz Fonte (obydwie etykiety dostępne w Biedronce). Ponad trzy lata tempu postanowił rozszerzyć swoją ofertę nabywając w Douro kultową posiadłość Quinta Vale D. Maria, której wyłącznym importerem u nas jest od zawsze Mielżyński Wine & Spirits

Wydaje się, że pandemia, która mocno uderzyła po kieszeniach mniejszych acz prestiżowych producentów, jeszcze bardziej przyśpieszy podobne przejęcia. Pod koniec 2019 roku głośno komentowano w Portugalii nabycie Quinta do Ameal (DOC Vinho Verde) przez znanego u nas z Biedronki alenteżanskiego potentata Esporão, którego Vinho Verde Bico Amarelo dostępne było także na półkach portugalskiego dyskontu

Dobra passa trwa, ale...

Mimo panującej pandemii globalny eksport win portugalskich na rynkach świtowych wciąż utrzymuje tendencję wzrostową. W przypadku Polski skok sprzedaży liczony w euro wyniósł aż 20,10%, a pod względem ilościowym (litry) – 17,82%. Dane dotyczą okresu 2020-2021. Co ciekawe, w październikowym wydaniu miesięcznika Vinhos Grandes Escolhas przeczytałem, że Polska jest głównym odbiorcą z regionu winiarskiego Setúbal. Ten sukces ma oczywiście wieku ojców, w tym przede wszystkim, w postaci sklepów wielopowierzchniowych. Mnie osobiście fascynuje sukces marketingowy win z Tejo na naszym rynku, ale też w innych krajach. Jest to dobry przykład tego, jak poszczególne apelacje samodzielnie i skutecznie chcą promować swoich producentów. Wyniki muszą cieszyć Portugalczyków. Nie potrafię powiedzieć, jak było w poprzednich edycjach Wines of Portugal Grand Testing, ale w zeszłym roku obecny był pan Frederico Falcão, stojący od niedawna na czele organizacji Vini Portugal odpowiedzialnej za promocję i wizerunek win portugalskich. Znałem go z winiarskiej prasy portugalskiej. 


Mimo dobrych wyników eksportowych wciąż czuję niedosyt, jeśli chodzi o sprzedaż win portugalskich na rodzimym rynku. Ciągle brakuje mi producentów wytwarzających wina ambitniejsze, a przez co oczywiście droższe i bardziej wymagające w odbiorze. Szkoda, że kraj szczycący się 250 rdzennymi odmianami winorośli, i co krok innym terroir, w Polsce kieruje swoje wina głównie do dyskontów. W tym kontekście spore nadzieje pokładam w szkoleniach dla sektora HoReCa organizowanych przez Winicjatywę oraz Wines of Portugal.

Rozglądając się za wspomnianymi na początku winami z amfor z Alentejo, natknąłem się jedynie na jednego wytwórcę, Casa Relvas, który w swym pokaźnym portfolio posiada również Art.Terra Amphora Tinto 2020. Wino może nie skrojone do końca zgodnie ze starą rzymską manierą, ale bardzo soczyste i smaczne.



Przeskakując z gorącego Alentejo do przytulonego do Atlantyku regionu Lisboa, bardzo dobrym winem, klasycznym w swoim stylu i, co ważne, dostępnym również u nas, okazało się Quinta das Cerejeiras Reserva 2014 od Campanha Agricola do Sanguinhal, rodzinnego producenta ze stuletnią historią.


Wreszcie magiczne Douro oraz ceniony przeze mnie producent – Lavradores de Feitoria – który po nieudanym romansie z Biedronką na początku minionej dekady, cały czas nie może jakoś  znaleźć bezpiecznej przystani w Polsce, mimo, że nie tak dawno został umieszony się na liście “30 wineries to discover”, publikowanej co roku przez Wine Spectore. Jeśli będziecie mieli sposobność, to koniecznie kupcie sobie Meruge Branco 2019 i poczekajcie z odkorkowaniem kilka lat.



Douro, to rzecz jasna porto. Miałem ponownie okazje spróbować znakomitych win od Qunita da Defesa (importer Zacne Wina), a także od Poças, rodzinnej firmy powstałej w 1918 roku.


Co dalej? 

Jak już pisałem we wcześniejszym wpisie, portugalska branża winiarska ustawiła sobie wysoko poprzeczkę i konsekwentnie dąży do osiągnięcia celu, jakim jest wyeksportowanie win za okrągłą kwotę miliarda euro w 2023 roku. Polski rynek na pewno przyczyni się do osiągnięcia tego ambitnego celu poprzez dostarczanie milionów butelek do sklepów wielkopowierzchniowych. Z drugiej strony liderzy opinii o ugruntowanej i niekwestionowanej pozycji w Portugali, na łamach branżowych czasopism, niestrudzenie apelują o zerwanie z tradycyjnym dogmatem „best value for money”, co przynajmniej na miejscowym rynku przynosi wymierne efekty. W ubiegłym roku mimo panującej pandemii ceny win przebiły szklany sufit. Choć prawdą jest, że w przypadku win spokojnych Portugalia nie ma wielowiekowej tradycji tak jak bordoskie châteaux, to istnieją przecież inne możliwe i przekonywujące narracje, mogące stanowić przeciwwagę dla „opowieści historycznej”. Wystarczy pomyśleć o dziedzictwie starych krzewów (vinhas velhas) lub o trudach upraw winorośli w poszczególnych regionach (Douro, Azory) – prowadzonych ręcznie i w nieprzyjaznych warunkach atmosferycznych. Albo wymienić też wielopokoleniowe tradycje uprawiania winorośli lub skupić się na unikalnym "terroir" poszczególnych win, a także antycznych sposobach jego produkcji.

Oprócz wspomnianej Barca-Velha, najdroższym winem w ubiegłym roku okazał się Júpiter, pochodzący ze starej alenteżańskiej amfory, wysprzedany w emocjonującej cenie 1000 euro za butelkę. Natomiast Vinha dos Utras by António Maçanita Branco 2019, Açores, kosztuje na półce 240 euro. Przykładów jest wiele. Psychologiczna bariera cenowa została przełamana. Wierzę, że oprócz restauracji w Londynie, Kopenhadze czy Nowym Jorku, moda na unikatowość oraz różnorodność win portugalskich dotrze także do polskiego sektora HoReCa, czemu będę zawsze mocno kibicować.


PS

Korzystając z okazji chciałbym Wam życzyć wszystkiego dobrego w Nowym Roku, w szczególności dużo zdrówka. Ostatnio myślałem o zawieszeniu pisania na moim blogu ze względu na dolegliwości pocovidowe, ale na szczęście jest już dużo lepiej. Niebawem wrócę w nowej odsłonie

Saúde

 

 

czwartek, 30 września 2021

Vinho de Talha – ponad dwa tysiące lat tradycji

Mimo zawirowań historycznych i politycznych produkcja wina z amfory w Alentejo trwa nieprzerwanie od co najmniej dwóch tysięcy lat, choć mało kto o tym wie. Rosnące zainteresowanie konsumentów winami wytwarzanymi w sposób niekonwencjonalny, moda na lokalność, pomagają  przetrwać antycznej tradycji i pokazują miłośnikom wina ponadczasowość i różnorodność winiarstwa portugalskiego. Obok porto, madery, vinho verde warto też zapamiętać osobliwą nazwę vinho de talha, czyli wino z amfory.  

Jako dziewięciolatek chciałem zostać archeologiem. Książki i seriale telewizyjne typu „Pan Samochodzik i Templariusze” czy „Wakacje z duchami” zawładnęły moją dziecięcą wyobraźnią. Zawsze przed podróżą na wakacje przeglądałem mapę samochodową taty, aby w drodze zatrzymać się pod murami jakiegoś zamku. Może odkryję podziemny korytarz albo znajdę grot od strzały? Rodzice kupili mi w końcu saperkę w składnicy harcerskiej.

Marzenia pozostały. Wszelkie newsy o odkryciach archeologicznych nadal pobudzają moją wyobraźnię. Ostatnio zaintrygowała mnie historia restauratora i winiarza z Alentejo, który przypadkowo odkrył pod grubą warstwą tynku zabudowania winiarni z XIII wieku. To było niczym impuls. Postanowiłem zainteresować się winem  z amfory – alenteżańską specjalnością.

©Honrado Vineyards

Amfora amforze nierówna
Qvevri (Gruzja), Karas (Armenia), Dolium (Cesarstwo Rzymskie), Krater, Pithos (Grecja), Tinja (Hiszpania), Talha (Portugalia, czyt. talia) – to wypalane z gliny ogromne dzbany o objętości 800-1200 litrów lub więcej, służące w czasach antycznych do wytwarzania i przechowywania win. W języku polskim na ogół posługujemy pojęciem „amfora”, choć bywa ono często mylące. Amforami nazywano gliniane naczynia o objętości ok. 20  litrów służące do transportu wina i oliwy drogą morską. Co ciekawe, starożytni Rzymianie posługiwali się „amphorą” jako jednostką miary odpowiadającą mniej więcej 26 litrom. 

Kaukaz kolebką współczesnego winiarstwa
Historia winiarstwa wciąż kryje wiele zagadek. Niemniej jednak Kaukaz, oddzielający Europę Wschodnią od Azji, rozciągający się pomiędzy Morzem Czarnym a Morzem Kaspijskim jest ponad wszelką wątpliwość jego kolebką. Badania archeologiczne przeprowadzone ostatnimi laty w Gruzji i Armenii doprowadziły do wielu ciekawych odkryć. Na stanowisku archeologicznym w Dangreuli Gora znaleziono dużą ilość nasion winogron z szóstego tysiąclecia p.n.e., o cechach morfologicznych mocno spokrewnionych ze szlachetnymi odmianami uprawianymi obecnie. Natomiast podczas prac badawczych w Gadachrili Gora wykopano gliniane dzbany z solami kwasu winowego, świadczące o obecności w nich wina. Najstarszy zachowany qvevri pochodzi VI tysiąclecia p.n.e. Z kolei w sąsiedniej Armenii odkryto pozostałości autentycznej winiarni z 4100 p.n.e. Obydwa kraje spierają się obecnie, które z nich jako pierwsze udomowiło uprawę winorośli.  

Amfora i domowa tradycja
„Pamiętam jak mój mąż z swoim bratem pojechali do sąsiadów z wioski po wino z qvevrii” – opowiedziała mi koleżanka z pracy, Joanna, prywatnie żona Gruzina.  „Rodzina właśnie przygotowywała w domu religijną uroczystość obchodzoną tradycyjnie czterdzieści dni po śmierci członka rodziny. Wyjechali koło dziesiątej rano. Odwiedzili sąsiadów, którzy polecili „dziadzia” wytwarzającego najlepsze wina w okolicy.  Obydwaj wrócili dopiero późnym popołudniem do domu w świetnych nastrojach…”

„Przez wiele lat mój portugalski teść wytwarzał  wina z talhii na sprzedaż i użytek własny. Na wsi miał niewielką adegę, winiarnię, zastawioną  starymi  amforami” – wspomniała podczas rozmowy przez telefon Lila, z którą kiedyś pracowałem w portugalskiej firmie w Opolu. „Ostatnie wino zrobił przed dwoma laty. Obecnie słabo się czuje, starość robi swoje. Nie ma siły, aby dalej robić wino. Pomieszczenie winiarni wynajął komuś pod salę restauracyjną. „A mąż nie może pomoc?” – zapytałem. „Nie za bardzo. Pracuje w Polsce”.  „To może ja przyjadę i pomogę twojemu teściowi?” – zaproponowałem z nadzieją i postanowiłem dalej drążyć ten wątek.

„Mój ojciec miał w swojej adedze około 30 glinianych talhii, część z nich pamiętała jeszcze bardzo zamierzchłe czasy – opowiedział mi Manuel, mąż  Lilii.  „Wino najczęściej sprzedawał luzem. Ludzie przychodzili do nas z pięciolitrowymi gąsiorami. Najlepiej handlowało się przed Świętami Bożego Narodzenia i Sylwestrem. Niestety ojciec już nie robi wina. Ma 81 lat i słabe zdrowie” – powiedział ze smutkiem w głosie.

©Lila

To wszystko jest bardzo ciekawe, tym bardziej kiedy spojrzymy uważnie na mapę. Na antypodach Europy, a mianowicie, na Zakaukaziu, w Gruzji i Armenii, oraz na Półwyspie Iberyjskim, w Alentejo, przetrwała do dziś tradycja wytwarzania win z amfory. Niezłomnym strażnikiem tej tradycji winiarskiej była lokalna społeczność. Dzięki wytrwałości mieszkańców wiosek wino z qvevrii czy z talhii przetrwało ciężkie czasy, opierając się skutecznie Stalinowi i Salazarowi, którzy chcieli ukształtować społeczeństwa na swoją modłę.
 
Rzymianie, a może Fenicjanie? 
Miejscowa tradycja głosi, że ogromne, niekiedy dwumetrowe talhe dotarły na tereny dzisiejszego Alentejo w III wieku p.n.e., wraz z nadejściem Rzymian. Informację tę można znaleźć również na stronie internetowej władz apelacji -   Comissão Vitivinícola Regional Alentejana.

Początkowo Rzymianie dostarczali na podbite tereny wino z różnych zakątów Imperium w małych amforach. Z czasem jednak wraz z postępującym osadnictwem zaczęli wytwarzać je we własnym zakresie na terenie rozległych gospodarstw rolnych – villae.

W pierwszym okresie panowania Rzymian, produkcja zaspakajała konsumpcję wewnętrzną, ale już w kolejnych wiekach wino z Alentejo eksportowano w głąb Imperium. Zdaniem profesora Virgílio Loureiro, enologa i znawcy tego typu win, pod względem wielkości produkcji, miejscowości takie jak São Cucufate czy Torre de Palma były „pierwszymi szkołami winiarstwa na terytorium obecnej Portugalii”.

Badania archeologiczne w Alentejo oraz w basenie Morza Śródziemnego rzuciły nowe światło na pochodzenie win z talhii. Miały one być rozpowszechniane przez Fenicjan, a potem Greków na południu Portugalii siedemset lat przed przybyciem Rzymian. Wspomniany Virgílio Loureiro jest zdecydowanym obrońcą tej tezy, wskazując między innymi na okazałe kielichy wykopane na terenie nekropolii Olival do Senhor  w Alcácer  dos Mártires z V-III wieku p.n.e. Portugalscy eno-archeolodzy powołują się również na monumentalną książkę Patricka McGovernsa pt. „Ancient Wine: The Search for the Origins of Viniculture”. Według tego badacza, alenteżańska tradycja wytwarzania win w wielkich glinianych dzbanach jest dziełem przedsiębiorczych kupców fenickich, którzy zapuszczali się na bezkresy Alentejo w poszukiwaniu szlachetnych metali. Największe emocje wzbudza jednak podobieństwo starożytnych winiarni odkrytych przez archeologów w fenickim mieście Tel Kabri (obecnie Izrael) do starych winiarni alentejańskich. Nie dość, że amfory stawiano na ziemi, to pośrodku winiarni Fenicjanie zakopywali jedną z nich, która służyła do przelewania wina z pozostałych w przypadku ich uszkodzenia. W Alentejo taką talhę, która również była zakopywana w ziemi, języku ludowym określa się mianem „złodzieja (ladrão). Patrick McGoverns wskazał także na inne interesujące punkty styczne. W innym stanowisku archeologicznym odnalazł amfory opatrzone otworem umieszczonym kilkanaście centymetrów nad podstawą i służącym do przelewania gotowego wina do mniejszego naczynia. Identyczną technikę stosuje się nadal w Alentejo. Do otworu włada się drewniany kranik, dzięki któremu można kontrolować strumień wypływającego wina.

©Honrado Vineyards
Friulski impuls  
Gdyby nie fenomen Josko Gravnera, pochodzącego z Friuli winiarza-wizjonera, duchowego przywódcy rewolucji winiarskiej i zwolennika powrotu do antycznych tradycji, być może wina z talhi pozostałyby gasnącym folklorem w Alentejo, wzbudzającym uśmieszek na twarzach producentów i miłośników win z innych regionów Portugalii.  Zastanawiające jest to, że wina z wielkich glinianych dzbanów na początku dostrzeżono w Skandynawii, Anglii, czy USA, a dopiero później w modnych restauracjach  w Lizbonie.  Na szczęście to się zmienia.

Światowa moda, a mozolny powrót do źródeł.
Jeszcze latach 50. ubiegłego wieku stojące w gospodach ogromne gliniane dzbany nie były niczym nadzwyczajnym w pejzażu Alentejo. W kilku subregionach - Borba, Reguengos de Monseraz, Vidigueira i Granja - produkcja wina z amfor była głównym źródłem utrzymania miejscowej ludności.

Gliniane talhe zaczęły znikać z początkiem lat 60, gdy ówczesny ultrakonserwatywny premier i ojciec narodu, António de Oliveira Salazar na szeroką skalę przebudowywał społeczeństwo portugalskie opierając je na korporacyjnej strukturze. Nie tylko w Alentejo, ale w całej Portugalii oznaczało to skupienie produkcji wina wokół ogromnych kooperatyw winiarskich. Amfory, zastępowane cementowymi, a potem stalowymi zbiornikami, były systematycznie niszczone.  

Chociaż odradzanie się tradycji wytwarzania win z talhii jest jedną z najlepszych wiadomości dla portugalskiego winiarstwa, to powrót do źródeł jest trudny. Najmodniejsze trendy dotarły również do Alentejo. Niemniej jednak obecnie  talha to towar deficytowy. Zdesperowani winiarze błądzą po wsiach, od drzwi do drzwi, poszukując brzuchatych dzbanów. Jeśli już coś znajdą, to muszą słono zapłacić. Na drodze leżą też inne przeszkody. Niemal całkowicie wymarł już zawód garncarza (talheiro). Talhe lepi się ręcznie, a następnie wypala w specjalnym piecu. To żmudna i czasochłonna praca. Wykonanie amfory zajmuje około czterech miesięcy. Nie ma też gateadores, rzemieślników naprawiających amfory drutem i specjalną masą. Niemniej jednak w Alentejo nie brakuje dobrej jakości gliny. To dlatego tradycja wytwarzania win z amfory tak długo przetrwała w tym regionie. Z kolei na północy Portugalii, gdzie dominowały obszary leśne, od dawien dawna wytwarzano kadzie z drewna.

Talhe należy impregnować mniej więcej co 15 lat. Do tego celu służy pez, ciekły produkt na bazie żywicy, oliwy oraz wosku pszczelego. Co istotne, wpływa on na charakter wina tak samo,  jak stopień wypalenia beczki. Dlatego też niemal każda alenteżańska rodzina winiarzy miała swoją własną tajemną recepturę. „O ile dobrze zrozumiałam, to teść dodawał do pezu trochę cynamonu” – napisała mi w smsie Lila.  Impregnowanie amfory jest trudnym i ryzykownym procesem. Trzeba ją odwrócić i ustawić do góry dnem na cegłach nad paleniskiem. W między czasie doprowadza się do wrzenia pez. Gorącą talhę kładzie się ostrożnie bokiem na ziemi. Z kija i kawałka szmaty robi się coś w rodzaju mopa, którym rozprowadza się roztwór w środku toczonej po ziemi amfory.  

©Virgílio Loureiro

Do wytwarzania wina najlepiej nadają się autochtoniczne odmiany winorośli. Białe wina powstają między innymi z takich szczepów jak  perrum, diagalves, manteúdo, a czerwone z moreto, tinta grossa, grand noir. Niestety, odmiany te były systematycznie karczowane za pieniądze unijne w latach 80. i zastępowane cabernetem sauvignon i syrah.

                                 ©Mestre Daniel XXXI Talhas

Tradycyjna produkcja win z talhii w zasadzie od stuleci pozostaje niezmienna. Zarówno w przypadku win białych i czerwonych, grona  są zwykle lekko rozgniatane stopami w płytkich, kamiennych basenach (lagares),  i odszypułkowywane ręcznie na drewnianych stołach (mesa de ribanço). 

©Virgílio Loureiro
Miazgę z niewielkim dodatkiem szypułek przelewa się od góry do talhii stojąc na drabinie. Fermentacja na dzikich drożdżach trwa od 8 do 15 dni. W tym czasie miazgę należy dokładnie mieszać co najmniej dwa razy dziennie specjalnym drewnianym mieszaczem. Czynność ta, wymagająca sporej siły, nie tylko wspomaga macerację, ale także uwalnia gromadzące się gazy, które w przeciwnym wypadku doprowadziłyby do rozsadzenia amfory. Dużym wyzwaniem jest zachowanie odpowiednej temperatury, co bywa trudne, w szczególności w upalnym Alenetejo. Ale i w tym przypadku antyczna technika znalazła rozwiązanie. Stare talhe są u góry zwieńczone pierścieniem, który podczas polewania równomiernie rozprowadza zimną wodę. Po zakończeniu fermentacji otwór amfor zamyka się drewnianą pokrywą . Ultratradycjonaliści, tacy jak profesor Virgílio Loureiro, zalecają jednak rzymską manierę, a mianowicie umiejętne wlanie oliwy. Powstająca warstwa idealnie zapobiega utlenianiu.

©Virgílio Loureiro
11 listopada
W dzień Świętego Marcina (Dia de São Martinho) mieszkańcy Alentejo organizują huczne ludowe festyny z okazji otwarcia talhii. Tłumnie gromadzą się w gospodach wokół wielkich brzuchatych dzbanów, gdzie stoły uginają się pod ciężarem lokalnych przysmaków. Zabawie towarzyszy Cante Alentejano – tradycyjny śpiew wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.  

Najpierw z otworu amfory (orificio) wyciąga się duży korek a następnie umieszcza się tam kranik uszczelniony krótko ciętymi łodyżkami lokalnej rośliny. Wraz z wytłokami zalegającymi na dnie amfory, łodyżki te pełnią funkcję naturalnego filtra przez który przechodzi wino. Przelewane do glinianych misek początkowo jest mętne, aby po chwili zmienić barwę na rubinową. 
Vinho de talha, zanim jeszcze stało się modne, konsumowano głownie lokalnie. Amfory były częstym wyposażeniem gospód. Ze względu na  wysokie temperatury  tego typu wino można pić do marca lub kwietnia. Może być przelewane do mniejszych amfor lub butelkowane. Wtedy mogą być dodane śladowe ilości siarczanów.

Jak smakuje vinho de talha z Alentejo?  
Jeszcze nie miałem okazji spróbować wina nalanego prosto z amfory. Ale mam nadzieję niebawem to uczynić, podczas listopadowego wypadu do Portugalii. Do tej pory udało mi się zdalnie skontaktować z dwoma z dwoma rzemieślniczymi producentami tych win i zamówić kilka butelek.

Adega do Mestre Daniel – XXVI Talhas  
W malutkiej wiosce Vila Alva słynącej niegdyś z produkcji win można jeszcze napotkać amfory z XVII wieku. Obecnie z siedemdziesięciu winiarni czynnych w latach 50.  pozostało tylko dziesięć. Jest wśród nich wskrzeszona niedawno Winiarnia  Mistrza Daniela. Enologiem i wspólnikiem jest Ricardo Santos, którego ojciec był  pomocnikiem Mistrza. Z nim też miałem okazję korespondować. Przez trzy dekady 26 amfor czekało na drugie życie.
Mestre Daniel Vinho de Talha Branco 2019 - to białe wino zaskoczyło mnie subtelnymi nutami dżemu z pomarańczy skropionego cytryną i żywicą. Usta średnio zbudowane, wielowymiarowe. Rumianek, herbata, skórka od pomarańczy, smak ziemi. Dobrze zrównoważone, pozostawiające długi posmak. Zaledwie 11,5% alk.

©Mestre Daniel XXXI Talhas

Honrado Vinho de Talha Artesanal
To ten restaurator i rzemieślniczy producent sprawił, że żywo zainteresowałem się winem z talhii. Zdjęcia prasowe murów winiarni z XIII wieku wywarły na mnie piorunujące wrażenie. W podłodze znaleziono miejsce przeznaczone na amforę na zlewki – wspomnianą talha ladrão.  Rozmawiałem z Rubenem Honrado, synem właścicieli. Oprócz restauracji mają sześć hektarów winnic. W produkcji win pomaga enolog starej daty Paulo Laureno.
Talha Premium 2019 Tinto – to czerwone wino początkowo wydaje się pikantne w nosie i dymne. Po chwili jednak pojawia się soczysty zapach ciemnych owoców leśnych. Usta świeże, wręcz dynamiczne, mało ekstraktywne, opatrzone delikatnymi taninami,  ziemiste w końcówce.

©Honrado Vineyards


W niektórych regionach Alentejo wciąż się wytwarza tak zwany petroleiro – wino wykonane tradycyjnie z białych i czerwonych odmian winorośli.

DOC Vinho de Talha
Pierwsze jaskółki powracającej mody na wino z amfory przyczyniły się do powstania osobnej apelacji w Alentejo w 2010 roku. Jej wymogi budzą sporo kontrowersji  wśród mniejszych producentów. Wbrew tradycji, przykładowo, nie można dodawać do amfory nawet niewielkiej ilości szypułek. W 2018 roku było 65 certyfikowanych producentów, podczas gdy w roku ubiegłym 45. Większość sprzedaje wina w podstawowej kategorii Alentejo.  Produkcja jest wciąż niszowa. Przed trzema laty wyprodukowano oficjalnie ok. 52 tysięcy litrów wina z amfory, a w całym Alentejo 107 mln litrów.

Co dalej?
Światowe trendy mody mają swoje dobre i złe strony. Drobni producenci łapią finansowy oddech. Dzieci i wnuki wracają na wieś, by pomóc dziadkom. Przejmują lub wskrzeszają zamknięte winiarnie. Przyjeżdżają turyści, wina trafiają do modnych restauracji.  Kluczowi gracze, tacy jak Herdade do Esporão, Herdade de Rocim czy Casa Relvas  też idą z duchem czasu i wytwarzają wina z amfor. Z drugiej strony „konserwatyści” wierni rzymskim tradycjom obawiają się postępującej banalizacji. Nie kryją oburzenia, gdy cześć nowych producentów chłodzi swoje talhe w specjalnych w chłodniach, lub zamiast tradycyjnego pezu impregnuje je bezzapachowymi substancjami. „To nie jest wino z amfory, lecz produkowane w amforze” – twierdzą. W sumie istotą tych win jest ich rzymska  prostota. Ponoć najlepiej smakują one tam, gdzie zostały zrobione, w gospodzie, w towarzystwie właściciela i lokalnych przekąsek.

Mam nadzieję, że prawdziwe vinho de talha pojawi się i u nas, a sama nazwa na stałe zagości się w języku polskim.

Last but not least. Winiarstwo portugalskie jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa. Wierzę, że już niebawem napiszę o vinho rupestre winifikowane w lagares wykutych w skałach w regionie Trás-os-Montes. Napilibyście się takiego wina?

Saúde

PS
Wina zakupiłem w Portugalii na własny koszt.