wtorek, 28 lutego 2017

New York, New York...

Bo Nowy Jork to najwcześniejsze obrazy mojego dzieciństwa wyznaczające granicę sięgania pamięcią... Do domu przy Beech Avenue na Flushingu szedłem wiedziony intuicją. Miałem wrażenie, że otoczenie wydaje mi się jakoś znajome. Gdy po prawej stronie Kissina Boulevard zobaczyłem mój dawny playgraund poczułem, że jestem już niedaleko. Minąłem jeszcze Ash Avenue i niebawem stanąłem przed wejściem do bloku, z którego wyszedłem ostatni raz z rodzicami niemal cztery dekady wcześniej.
Natychmiast zadzwoniłem do Mamy, która wzruszona wskazała mi drogę do Flushing Meadows–Corona Park, gdzie organizowaliśmy weekendowe pikniki. Skórzana rękawica do baseballa mojego brata była bardzo ciężka. Tata zabierał mnie linią nr 7 na Manhattan i pamiętam przez mgłę jak udaliśmy się na 102 piętro Empire State Building. Miałem wtedy niecałe 5 lat




„We have only New York wines” – skwitowała z mieszanką ironii, zdziwienia, lekkiej arogancji połączonej z teatralną pozą elegancka ekspedientka, gdy zapytałem ją o wina portugalskie. Ta zabawna sytuacja miała miejsce niemal dekadę temu, gdy w poszukiwaniu wina do bacalhau wstąpiłem do dizajnerskiego winebaru w SoHo. Nieco skonfundowany wyszedłem z butelką nowojorskiego merlota… Lubię też wpadać do spożywczaka w Marks & Spencer. Co tu dużo gadać... Anglicy mają dobrego nosa do win i tyle. W ubiegłym roku zwróciłem uwagę na dwie butelki z drapaczami chmur i Mostem Brookliński na etykiecie, które nabyłem bez namysłu…

Winiarstwo w stanie Nowy Jork to doprawdy fascynujący temat na osobny artykuł. Według źródeł, już w XVII w. holenderscy i francuscy koloniści zakładali tam pierwsze winnice, ale dopiero dwa wieki później produkcja wina przybrała charakter komercyjny. Co ciekawe, wino produkowano także dla potrzeb lokalnych, często utopijnych wspólnot religijnych jak na przykład The Brotherhood of New Life. Ostatnie dekady to moda na wino i intensywny rozwój przemysłu winiarskiego. Jeszcze w 1975 r. w stanie Nowy Jork zarejestrowanych było zaledwie 19 producentów, a obecnie winopijcy mogą przebierać w butelkach z ponad 200 większych lub mniejszych posiadłości. Bardzo szybko też rozwija się lokalna enoturystyka.

Na przestrzeni kilku dekad wyodrębniono w New York State kilka regionów winiarskich (AVA) różniących się między sobą pod względem terroir: Lake Erie, Finger Lakes, Hudson River, Long Island, Niagara Escarpment, Champlain Valley of New York. Póki co Vitis vinifera to niecałe 10% upraw winorośli. Mocną stroną nowojorskiego winiarstwa są rieslingi, ale coraz większym powodzeniem cieszą się wina zrobione z owoców chardonnay, cabernet sauvignon, pinot noir. Zdecydowanie przeważają amerykańskie oraz europejskie odmiany winorośli hybrydowych, przede wszystkim ze względu na ostry klimat.


Ku mojemu zaskoczeniu założona w 1839 r. przez francuskiego hugenota Jean Jaques’a Brotherood Winery jest najstarszą firmą produkującą wina w Stanach Zjednoczonych. Leżąca w miejscowości Washingtonville posiadłość przetrwała prohibicję, pożar, a obecnie znajduje się w rękach chilijskiego winemakera Cezara Baeza.
New York White
Intrygujący kupaż rieslinga, chardonnay, seyval blanc. Owoce pochodzą z winnic położonych na łupkowo-wapiennych zboczach nieopodal jezior w regionie Finger Lakes. Wino dojrzewa w kadziach ze stali nierdzewnej przez mniej więcej rok. Nos chłodny, wzbogacony delikatnymi nutami zielonych jabłek oraz tropikalnych owoców. Usta lekkie, kwasowe, rześkie, raczej ubogie w owoc.

New York Red
Bardzo sympatyczne wino zrobione z gron cabernet sauvignon, merlot, baco noir. Owoce zebrano z winnic osadzonych na piaszczystych glebach w regionie Long Island. W przeciwieństwie to New York White to winno przechodziło przez fermentację kwasowo-mlekową i dojrzewało przez rok w kadziach ze stali nierdzewnej. W ataku ładnie zarysowane nuty czerwonych wiśni. Na podniebieniu lekkie, gładkie, owocowe, przyjemne.
Obydwa wina są prościutkie , bezpretensjonalne, ale całkiem smaczne i mają zaledwie 12% alkoholu. Minusem jest niewspółmiernie wysoka cena (około 40 zł)


P.S. Ten post poświęcam moim Rodzicom: zmarłej w ubiegłym tygodniu Mamie, która uwrażliwiła mnie na wino oraz nieuleczalnie choremu Tacie.


środa, 11 stycznia 2017

2016 r.


W pierwszym ubiegłorocznym wpisie zwierzyłem się, że urwałem się z demonstracji w obronie TK, by zdążyć na komentowaną degustację. Wydawało mi się wtedy, że historia właśnie zatacza ogromne koło. Bo niespodziewanie z głębi pamięci wydobyły się obrazy ze spotkania w Winiarni Marywil na ulicy Senatorskiej tuż po zadymie na Placu Dzierżyńskiego. Dlatego też zaczęło mi towarzyszyć uczucie niedowierzania, a może nawet niepokoju. Co gorsza, zaledwie dwa dni po opublikowaniu posta zmarł Dawid Bowie. Znowu niedowierzanie. Przypomniałem sobie jego rolę „Zagadce Nieśmiertelności”.

W ubiegłym roku wino częstokroć smakowało mi jakoś inaczej. Nie potrafiłem go oderwać od zagęszczającej się rzeczywistości. Wojna domowa nad Wisłą, Brexit, Trump. Świat przypominał mi spadającego ze ściany skalnej wspinacza. Może lina wytrzyma?... Picie wina traciło pierwiastek beztroski, zadowolenia z życia. Ale nie było też dekadenckie. W zasadzie zerwałem z winami codziennymi. Dobra woda do obiadu również smakuje wybornie. Sięgałem raczej po starsze butelki z mojej quasi-piwniczki. Meruge Tinto 2009, Quinta da Costa das Aguaneiras 2008 oraz Três Bagos Grande Escolha 2008 wzbudziły we mnie wiele emocji. W 2016 r.  roku większość moich postów była owocem korespondencji mailowej z producentami win z Douro jak Sandeman, Folias de Bago,  Quinta da Barca, Quinta das Lamelas czy  Alves de Sousa. W międzyczasie odkryłem i stałem się wyznawcą wina porto.

31 grudnia dobiegł końca świat, jaki znałem. Od dłuższego czasu patrzę z dystansem na media społecznościowe. Owszem, mają wiele zalet. Łączą niekiedy ludzi, są dźwignią handlu, itp. Ale ostatnimi czasy stały się bardzo niebezpiecznym narzędziem, służącym do rozprzestrzeniania zwykłych kłamstw, półprawd, nazywanych obecnie post-prawdą (post-truth) bądź post-faktem (postfaktisch). Teraz szybkie, często bezmyślne przesuwanie palcem po ekranie smartfona w autobusie rzutuje na wynik wyborów.

Co będzie ze światem win? Czy twitterboty staną nową filokserą, a rzetelne dziennikarstwo winiarskie stanie się zupełnie passé? Pytaniom nie ma końca.

W 2016 r. wypiłem parę znakomitych butelek. Jednak uczucie spełnienia pojawiło się jedynie przy Graham’s 20 years Tawny Port.









sobota, 31 grudnia 2016

Wines of Portugal 2016 – Masterclass Porto. Część III

Okres świąteczno-zimowy wydaje się wręcz idealną porą na próbowanie win porto. Są to w istocie cudowne, niepowtarzalne flaszki. Dlatego też może warto rozważyć, czy choć na trochę nie odstawić na boczne tory win spokojnych, w tym tych dyskontowych w codziennej  atrakcyjnej cenie (wątroba będzie skakać z radości),  a zaoszczędzone złotówki przeznaczyć  na porto od uznanych domów winiarskich.
W ostatniej odsłonie mojej relacji z październikowego Masterclass Porto, a zarazem w ostatnim tegorocznym poście, sięgam po wina porto Tawny ze wskazaniem wieku, a także   porto Colheitę.
Porto Tawny ze wskazaniem wieku wytwarzane jest z bardzo wysokiej jakości owoców pochodzących najczęściej z jednego rocznika bądź z pojedynczej parceli. Dojrzewa w ogromnych drewnianych kadziach z dostępem powietrza, co oznacza, że z biegiem czasu ulega utlenieniu. W sprzedaży osiągalne są trzy rodzaje porto Tawny ze wskazaniem wieku: 10-, 20-, 30-, 40-letnie i starsze. Co ciekawe i bardzo istotne, podany wiek na etykiecie oznacza średnią wieku win komponujących blend. Z poprzedniego mojego wpisu wiemy już, że porto Vintage jest w istocie łaską natury nadawaną dourowskim winiarzom co pewien czas. Natomiast szlachetne Tawny ze wskazaniem wieku jest  dziełem wybitnego enologa kompozytora, odpowiedzialnego za skomponowanie idealnego kupażu, oddającego jednocześnie styl danego domu winiarskiego. Odpowiednio dobrany kupaż jest istotą kreowanego od wieków stylu.  Na przykład przy wytwarzaniu popularnego 10 letniego Tawny jedni producenci używają zarazem starszych i młodszych win, inni sięgają po wina, która mają równo po 10 lat. Innym istotnym elementem wpływającym na charakter 10-letnich Tawny jest przepis z 1986 umożliwiający dojrzewanie i butelkowanie win porto w piwnicach producenta. Wcześniej wszystkie wina leżakowały w chłodnych i wilgotnych magazynach w Vila Nova de Gaia. 10-letnie Tawny leżakujące w Douro przypomina stylem 20-letnie Tawny, gdyż gorące lato w interiorze przyśpiesza dojrzewanie i utlenianie wina.
Starsze porto Tawny, czyli wspomniane 20-letnie, ale przede wszystkim  30- i 40-letnie to zazwyczaj bardzo drogie flaszki, produkowane w małych ilościach przede wszystkim ze względu na koszty. Przechowywanie ogromnych beczek wina jest niczym innym jak zamrożeniem kapitału na długie lata. Stąd też przykładowo Ferreira nie wypuszcza na rynek starszych Tawny niż 20-letnich.
Porto Colheita to Tawny dojrzewające zazwyczaj w dużych beczkach przez minimum 7 lat. Niekiedy leżakuje znacznie dłużej i pojawiają się w sprzedaży zgodnie z zapotrzebowaniem rynku. W ten sposób wino z jednego rocznika można butelkować w kolejnych latach. Data zabutelkowania wskazana jest na etykiecie. Przykładowo w 2011 roku jeden z producentów wypuścił porto Colheita z 1937 zabutelkowane w 2010. W ciągu wielu lat dojrzewania we flaszce struktura Colheity zasadnicze się nie zmienia. Natomiast wino może nabyć garść trudno zdefiniowanych aromatów, które Portugalczycy nazywają po prostu aromatami butelkowymi (aromas de garrafa), powstałymi w wyniku długoletniego kontaktu wina ze szkłem. Dlatego też Colheity wydają się winami bardziej świeżymi, surowymi, a jednocześnie dość delikatnymi.
Podczas Masterclass Porto zdegustowaliśmy kilka ciekawych butelek porto Tawny ze wskazaniem wieku i porto Colheita   

Quevedo 10 years Tawny Port – znakomity przykład porto zrobionego z win starzonych na terenie posiadłości w Douro, a nie w Vila Nova de Gaia. Zatem styl bliższy 20 letnim Tawny. Kandyzowane owoce, rodzynki przykryte cienką warstwą orzechów. Usta obfite, ale i zrównoważone. Jednym słowem dobry producent, dobre wino.

Porto Sequeira 20 years – szlachetność nabyta z wiekiem. W nosie przeważają nuty fig polanych miodem. Usta pełne wypełnione wytrawną słodyczą (cytuję z moich notatek…) zakończone długim posmakiem.
Quinta Dona Matilde Colheita 2008 – młode porto Colheita starzone przez 7 lat w drewnianych kadziach oraz beczkach. W nosie eleganckie połączenie aromatów dojrzałych, a także suszonych owoców. Usta pełne, krągłe, intensywne zakończone finiszem ad infinitum. 



Messias Colheita 1980 Trudnie jest nie ukryć emocji pijąc tak leciwe wino, choć dla win porto trzydzieści parę lat to nie tak dużo. Kolor bursztynowy, w nosie wyraźne aromaty suchych fig, migdałów, ziół podpitych nutami miodu. Usta nadal świeże, zrównoważone, pełne suchych owoców, orzechów, uwieńczone długim posmakiem.







Myślę, że październikowe Masterclass Porto pozostanie mi długo w pamięci, chociażby dlatego, że była to pierwsza profesjonalna degustacja win porto, w której miałem przyjemność uczestniczyć. Starałem się do niej przygotować, gdyż nie mam wyrobionego doświadczenia degustacyjnego w zakresie win wzmacnianych. W ciągu niespełna kilku miesięcy poprzedzających degustację udało mi się zebrać sporo portugalskojęzycznych materiałów i porozmawiać z winiarzami, którzy cierpliwie, krok po kroku, wyjaśniali mi tajniki produkcji tego fascynującego anglo-luzytańskiego wina, za co jestem im bardzo wdzięczny.

p.s. Wszystkim moim czytelnikom życzę w Nowym Roku  ciszy, spokoju i kieliszka dobrego  porto w tak nieobliczalnych czasach.




poniedziałek, 12 grudnia 2016

Wines of Portugal 2016 – Masterclass Porto. Część II


Pierwszą cześć mojej  relacji z Masterclass Porto zakończyłem na LBV (Late Bottled Vintage), innymi słowy na porto zabutelkowanym później niż porto Vintage. I rzeczywiście tak jest. Vintage, który jest Rolls Roysem wśród win porto, w myśl rygorystycznych regulacji trafia obowiązkowo do flaszek nieco wcześniej, bo między 2 a 3 rokiem po winobraniu, a dokładnie w okresie między 1 lipca drugiego roku a 30 lipca trzeciego roku po zbiorach.  Długowieczność i doskonałość porto Vintage to w istocie łaska Natury nadawana winiarzom w Douro raz na jakiś czas. Toteż winogrona pochodzące z jednego rocznika są odzwierciedleniem wielu naturalnych czynników, które idealnie zgrały się ze sobą na przestrzeni kilku miesięcy w winnicy. Jeżeli okres kwitnienia winorośli przebiegł bezproblemowo, obyło się bez gradu i przymrozków, termometry nie odnotowały zbyt dużych wahań temperatury w czasie dojrzewania owoców, wreszcie  nie zabrakło wody w glebie w trakcie upalnego lata, ani nie lało podczas wrześniowego winobrania, etc., wtedy to można się zastanawiać nad zrobieniem porto Vintage. Wiemy doskonale, że Natura bywa kapryśna i złośliwa. Dlatego też dourowskie domy winiarskie decydują się na deklarowanie Vintage zaledwie kilka razy w ciągu dekady. Jeżeli większość producentów podejmuje taką decyzje, wtedy mamy do czynienia z deklaracją ogólną, często też nazywaną klasyczną. Czasami zdarza się, że jest spora przerwa pomiędzy deklaracjami ogólnymi, co miało miejsce na przykład w okresie od 1985 do 1991. Co ciekawe, w ubiegłym stuleciu nie zadeklarowano żadnego Vintage z rocznika kończącego się na 9. 
Dwie zimy i jedno lato - klucz do długowieczności
Aby sprawdzić, czy wino rzeczywiście nadaje się do zadeklarowania musi przeczekać dwie zimy i jedno lato w drewnianych kadziach. W tym krytycznym okresie wino gwałtownie ewoluuje. Stąd też obdarzone jest wzmożoną atencją  przez winemakera pod względem perspektywy długowieczności. W myśl obowiązujących od dekad regulacji, domy winiarskie, które zdecydują się na zadeklarowanie Vintage, zobowiązane są wysyłania  najwyższej, wręcz metafizycznej jakości próbek skupażowanego wina do Instituto do Vinho do Porto e Douro (IVPD) w okresie od stycznia do czerwca drugiego roku po zbiorach. Tylko takie próbki dają nadzieję, że dany porto Vintage będzie się przystojnie starzeć w butelce do końca świata  i jeszcze dłużej. Właśnie dlatego ogromna odpowiedzialność ciąży na posiadających wręcz wiedze tajemną degustatorach, a dla mnie czarnoksiężnikach, pracujących w Izbie Degustatorów przy IVPD. To oni między lutym a lipcem drugiego roku po zbiorach zatwierdzają albo odrzucają przesłane do próbki wina. Jest coś w tym niezwykłego, graniczącego z magią, bo wiąże się z przewidywaniem życia wina na wiele dekad do przodu. Mówiąc już poważnie werdykt zapada całkiem szybko. Dla przykładu Quinta de Quevedo wysłała swoje próbki do IVPD 26.02.2013, a certyfikat zatwierdzający Vintage został już wystawiony 12.03.2013. Na marginesie dodam, że istnieje instytucja odwoławcza, czyli Junta Consultiva złożona z enologów pochodzących z poszczególnych domów winiarskich, którzy podczas czegoś co przypomina degustację w ciemno mogą zatwierdzić lub odrzucić ostatecznie przesłane do analizy próbki.
Jak to wszystko wygląda w rzeczywiści na kartkach kalendarza? Na przykład wino z kosmicznego jak się okazało rocznika 2011 musiało spędzić zimę 2011, lato 2012 i zimę 2012 w beczkach, by dopiero z nadejściem wiosny 2013 (po wcześniejszym skupażowaniu) mogła zostać podjęta decyzja o jego zadeklarowaniu. Wspomniana wyżej Quinta de Quevado zrobiła to pod koniec lutego 2013, Sogrape w marcu, a Symington i Real Companhia Velha dopiero w czerwcu.
Deklarować, czy nie deklarować, o to jest pytanie.
Warto też wiedzieć, że poszczególne domy winiarskie w Douro to jakby osobne światy, które od wieków ze sobą rywalizują, a także zazdrośnie strzegą swych tajemnic.  Porto Vintage to nie tylko dla nich prestiż oraz sława, ale także i pieniądze. Dlatego też największą tajemnicą otoczona jest decyzja o deklarowaniu porto Vintage, a tym samym wysłaniu próbek do IVPD Zastanówmy się dlaczego tak się dzieje. Najgorzej jest chyba wyrwać się jak filip z konopi. Jeżeli jeden dom winiarski decyduje się na deklarowanie porto Vintage, a inne tego nie uczynią, to wpada nieuchronnie w izolację na rynku i jego akcje lecą na łeb na szyję.  Odwrotna sytuacja jest także niekorzystna. Gdy wszyscy producenci zadeklarują porto Vintage, a jeden czy kilka domów winiarskich nie podejmą takiej decyzji, może to oznaczać, że posiadają słabsze wina, co będzie miało istotny wpływ na sprzedaż.
Plotki, blefiki i zakulisowe konwersacyjki
Aby przedwcześnie nie wyjść przed szereg z deklarowaniem porto Vintage wszystkie  domy winiarskie starają się wysondować jakie są intencje większości w tej kwestii. Początkowo wszyscy producenci nie puszczają pary z ust. Napięcie gwałtownie wzrasta, gdy na mieście pojawiają się pierwsze przecieki przekazywane pocztą pantoflową o zamierzeniach poszczeglnych domów winiarskich.  Ten stan ogromnej niepewności kończy się wraz z wydaniem decyzji zatwierdzającej porto Vintage przez IVPD.
Trochę historii
Do dziś ciągnie się spór wśród koneserów co do pierwszego deklarowanego rocznika porto Vintage. Natomiast wiadomo na pewno, że było ono inne niż obecnie.  W XVIII w.  dolewano ponad 550 l beczki od 36 do 48 l aguardente, podczas gdy zgodnie z obecnie obowiązującymi regulacjami jest to od 110 do 115 l.  Pierwsze ogólne informacje o deklarowanych winach porto odnaleziono w źródłach pochodzących z 1734 r. W tamtych odległych czasach wina porto przeznaczone na eksport nazywano vinhos de feitoria, wśród których te najlepsze nazywały się Novidade. Co ciekawe, nazwa ta utrzymała się aż do początków XX w. funkcjonując przez ten czas równolegle z Vintage.
Inną ważną datą jest 1970 r. Wtedy to po raz ostatni porto Vintage został zabutelkowany  w Londynie. Od tamtej pory wszystkie porto rocznikowe były butelkowane w Portugalii.
Jeszcze do lat 90 ubiegłego wieku powszechnie mówiono o dwóch równoległych stylach porto Vintage. Wina w stylu angielskim miały być bardziej surowe, twardsze niż te robione    w stylu portugalskim, a wiec nieco łatwiejsze  do picia za sprawą bardziej eksponowanej słodyczy.
Podczas Masterclass Porto mieliśmy okazję zdegustować dwie butelki porto Vintage. Warto pamiętać, że porto Vintage najlepiej smakuje za młodu lub po 10  latach spędzonych  w butelce.
Quinta do Crasto 2014 Vintage
W 2014 r. nie wszyscy producenci zdecydowali się na zadeklarowanie porto Vintage. Sławna posiadłość Quinta do Crasto podjęła to ryzyko. Nos elegancko wypełniony aromatami owoców leśnych pokrytych cienką warstwą ziół i kwiatów. Usta zrównoważone, owocowe, chłodne oparte na  eleganckich taninach i gładkiej teksturze, zakończone długim posmakiem. Wino inspiruje do futurologicznych dywagacji.




Graham’s Quinta dos Malvedos Vintage Port 2004
Vintage zrobiony z owoców pochodzących z legendarnej winnicy Quinta dos Malvedos. W tym przypadku mamy do czynienia z tak zwanym Vintage Single Quinta produkowanym   w rocznikach, w których deklaracja nie była powszechna. Można zaryzykować twierdzenie, że jest to Vintage pierwszej ligi, a nie ekstraklasy. Zazwyczaj Vintage Single Quinta jest nieco mniej skoncentrowany, łatwiejszy do picia za młodu i nie tak długowieczny i drogi jak klasyczny Vintage.
W moich notatkach postawiłem trzy wykrzykniki przy Quinta dos Malvedos Vintage Port 2004. W rzeczy samej, takie porto wzbudza emocje. Żałuję, że nie raczyłem się w nim w samotności siedząc w fotelu naprzeciwko obrazu, słysząc w tle  uderzające o szyby zimne krople deszczu. Wino nadal mocno skoncentrowane. W ataku żywe akcenty jeżyn oraz jagód posypanych estevą. Na podniebieniu gęste, lekko pikantne za sprawą wygładzających się już tanin, zakończone lekko czekoladowym posmakiem. 

P.S. Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować informatykom  z serwisu komputerowego Unicomp z ulicy Francuskiej 22 za odzyskanie niniejszego posta i wielu bardzo ważnych dokumentów i zdjęć z uszkodzonego dysku przenośnego.      

środa, 16 listopada 2016

Zanim opadną emocje


Za nami długi i pełen emocji finał głosowania na Winiarski Blog Roku 2016 magazynu Czas Wina. Choć nie ma jeszcze oficjalnego werdyktu to ze statystyk wynika, że moja elektroniczna kronika Winne Refleksje zajęła drugie miejsce po blogu prowadzonym przez ogólnopolskie Stowarzyszenie Kobiety i Wino. Korzystając z okazji serdecznie gratuluję wygranej i życzę wielu sukcesów w prowadzeniu działalności. Ostatni dzień tego emocjonującego, choć pozytywnego w swym wymiarze, wyścigu przypominał pracę w sztabie wyborczym w trakcie decydującego głosowania. Wszystko działo się on-line, słupki zatrzymywały się, by za chwilę wystrzelić do góry i tak przez kilka godzin. Szliśmy w łeb w łeb ze Stowarzyszeniem gdzieś do godziny 23.35. Jednak ostania prosta należała zdecydowanie do koleżanek ze Stowarzyszenia.
Podziękowaniom nie ma końca
Dziękuję Redaktorom Czasu Wina za to, że po raz drugi wytypowali moją kronikę winiarską do udziału w konkursie. To dla mnie wielki zaszczyt i inspiracja do dalszej pracy.
Ale przede wszystkim chciałbym podziękować tu mojej niestrudzonej Żonie Agacie za to, że zmobilizowała duże grono osób do zagłosowania w mediach społecznościowych. Bez jej pomocy przebieg głosowania nie byłby aż tak pasjonujący, a wynik byłby przewidywalny. Zorientowaliśmy się dopiero w poniedziałek, że możemy jednak powalczyć o wygraną.
Jeszcze wczoraj rano stosunek głosów kształtował się odpowiednio ok. 45/86, by pod koniec głosowania osiągnąć mniej więcej 246/315! Cóż za mobilizacja!
I tak wielkie słowa uznania i podziękowania dla członkiń i członków Kooperatywy Północnej Smakoterapia za niesamowite zaangażowanie i mobilizację do późnych godzin nocnych. Mam nadzieję, że nie odsypiacie tego dziś w pracy J
Drodzy Kociarze z miau.pl jestem Wam bardzo wdzięczny za oddane głosy.
Również zaangażowanie naszych Koleżanek i Kolegów z branży tłumaczeniowej było bardzo widocznie.
Dziękuję też portugalskojęzycznym znajomym, winiarzom i miłośnikom wina głosującym na moją kronikę winiarską w Luandzie, Lizbonie, Douro, Rio de Janeiro, Manaus, a także Rodzince w Warszawie i w Afryce Południowej.
Słowa podziękowania za głosy czytelników Winnych Refleksji, dzięki którym mój blog utrzymywał przez cały czas trwania konkursu wysoką pozycje, oraz Koleżankom, Kolegom i Pryncypałom z pracy.
Wreszcie podziękowania dla pojedynczych osób, które głosowały na mój blog i mobilizowały swoje rodziny, mężów/ex-mężów/żony/ex-żony, dzieci, itp., do kliknięcia na mój blog.
Co jest ważne
Zdaje sobie sprawę, że tylko niewielki odsetek z Was, głosujących na mój blog regularnie go czyta. Niemniej jednak, mam nadzieję, że cześć z Was zainteresuje się winem oraz kulturą wina. To jest dla mnie bardzo istotna sprawa. Ale przede wszystkim jestem pod ogromnym wrażeniem pozytywniej, twórczej emocji, która towarzyszyła głosowaniu. Przyznaję, że dawno temu zawiesiłem konto na FB i czerpię radość z egzystowania w epoce analogowo-papierowej. Motywy wylogowania się z sieci opisałem w http://winnerefleksje.blogspot.com/2014_12_01_archive.html. Gdy czasami spoglądam na strony mediów społecznościach uderza mnie fala nienawiści i negatywnych emocji. A ostatnio odnoszę nawet wrażenie, iż uprzedzenia zostały wyniesione do rangi wartości. Trochę się wzdrygam przed powrotem do sieci…
Mam nadzieję, że w przyszłym roku moja kronika ponownie została dopuszczona do konkursu. Liczę na wasze zaangażowanie, a przy okazji chętnie odpowiem na pytania związane z winem i kulturą wina.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Wines of Portugal 2016 - Masterclass Porto. Część 1


Wino porto zaprząta moje myśli od niedawna. Wszystko zaczęło się od genialnie przeterminowanej, ponad dwudziestoletniej flaszki Sandeman Porto Founders Reserve. Wyciągnięcie starego korka, delektowanie się winem ni to uszkodzonym, ni to wybitnym, zainspirowało mnie wtedy do napisania wiadomości mailowej do liczącego 225 lat domu winiarskiego Sandeman, należącego obecnie do portugalskiego giganta Sogrape. Ta ciekawa korespondencja uzmysłowiła mi, że mam do czynienia z tematyką tyleż ekscytującą, ileż bardzo złożoną i trudną. Natomiast tuż po czerwcowym wydarzeniu „Flavours of Portugal” zdałem sobie sprawę, co z resztą zaakcentowałem w moim wcześniejszym poście, że to „wina porto są perłą w koronie i to od nich należy zacząć winiarską przygodę z regionem Douro, a nie z od wprawnie promowanych win spokojnych”. Niebawem też zacząłem buszować po półkach portugalskich księgarni internetowych w poszukiwaniu odpowiednich książek. Na październikowy Masterclass Porto, degustacje komentowaną prowadzoną przez Danielę Costa z Wines of Portugal, szedłem w miarę oczytany, ale jednak póki co z nikłym doświadczeniem degustacyjnym.
Masterclass rozpoczęliśmy tym razem od niedawno zabutelkowanego Sandemana Fouders Reserve. Pod tą nieco tajemniczą nazwą kryje się typowy Ruby Reserva. Co ciekawe, jeszcze nie tak dawno ten rodzaj win porto nazywał się Vintage Character, co konfundowało wielu niezorientowanych konsumentów. De facto, nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy Ruby a Ruby Reserva. Wina z obydwu kategorii dojrzewają w drewnianych kadziach (balseiro) tudzież w zbiornikach ze stali nierdzewnej bez dostępu powietrza po to, by przede wszystkim zachować młodzieńczy charakter wina, a także jego atrakcyjny rubinowy kolor. Jedyna różnica polega na tym, że do wytwarzania Reservy używa się lepszych jakościowo kupaży win. Stąd też porto w stylu Ruby Reserva jest winem bardziej skoncentrowanym, wręcz krzepkim, ale też nie brakuje mu elegancji. Degustowany Sandeman Founders Reserve pachniał dojrzałymi czerwonymi owocami. Na podniebieniu miałem do czynienia z winem obfitym, lekko ognistym, ale i ładnie zrównoważonym.  

Quinta do Portal LBV 2011 była kolejną degustowaną butelką. Na wstępie warto zaznaczyć, iż LBV (Late Bottled Vintage, czyli innymi słowy porto zabutelkowane później niż porto Vintage) obok Colheity, Garrafeiry oraz wspomnianego Vintage to najbardziej prestiżowe kategorie tych anglo-luzytańskich wzmacnianych win. Ze względu na koszty produkcji, między innymi związane z koniecznością wieloletniego magazynowania beczek z winem, udział ich w obrotach poszczególnych producentów jest stosunkowo niewielki. Z drugiej zaś strony to od wyjątkowej, wręcz metafizycznej jakości tych flaszek uzależniona jest pozycja danego producenta w panteonie wielkich domów winiarskich w Porto. Toteż selekcja win jest niezwykle staranna przy tworzeniu poszczególnych kupaży. Warto też wspomnieć, że kupażowane wina muszą pochodzić z jednego rocznika, który obowiązkowo widnieje na etykiecie. Zgodnie z przepisami porto LBV butelkowane jest w okresie od 4 do 6 lat po winobraniu, dojrzewając wcześniej w drewnianych kadziach z dostępem powietrza. Dlatego też warto jest zwrócić uwagę kiedy dokładnie wino zostało zabutelkowane albowiem to ma istotny wpływ na styl LBV, kształtowany przez poszczególne domy winiarskie. Zabutelkowane później będzie zawsze mocniej utlenione, a wcześniej - bardziej owocowe i zaledwie muśnięte oksydacją.  Nawiasem mówiąc historia tego rodzaju wina porto jest stosunkowo krótka i rozpoczęła się mniej więcej na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy to domy winiarskie zdecydowały się wypuścić się na rynek wina gęste, dobrze zbudowane i częstokroć taniczne w latach, w których porto Vintage nie jest deklarowane. 
Obecnie na rynku możemy nabyć porto LBV w dwóch odsłonach, czyli filtrowane bądź nie. Niefiltrowane wydają się być rustykalne, prawdziwe, stojącej bliżej matki natury. Dlatego też konieczna jest dekantacja, gdyż na dnie butelki znajduje się osad. Natomiast większość domów winiarskich decyduje się na stabilizację i filtrowanie wina. Taki LBV traci trochę mocy i struktury, ale jest bardziej miękkie i łatwiejsze do picia.
Quinta do Portal LBV 2011  to niefiltrowane wino porto zabutelkowane zaledwie cztery lata po winobraniu. Nos owocowy, lekko oksydowany. Usta pełne, wyraziste, dość taniczne, zakończone długim posmakiem.




piątek, 28 października 2016

Justina Teixeira & Quinta da Barca

Justinę Teixeirę, dyrektorkę ds. Handlowych w posiadłości Quinta da Barca, poznałem podczas czerwcowego wydarzenia „Flavours of Portugal”, w którym uczestniczyło czternastu producentów z regionu Douro, skupionych wokół projektu Soul Wines. Bez dwóch zdań mogę powiedzieć, że jest kompetentną i uczynną osoba, która szybko, rzeczowo i niemalże o każdej porze odpowiadała na moje pytania dotyczące winiarstwa w Douro. Jako pierwsza przesłała mi komentarz odnoszący się do zakończonego niedawno winobrania w tym regionie winiarskim.
Wczoraj, gdy wracałem z zakładu zaskoczyła mnie smsem: „Wina z Quinta da Barca zostały nagrodzone w konkursie organizowanym w Polsce. Wine Expo Poland Awards…” „W Krakowie?” – zapytałem. „Tak”- odpisała.  Dopiero po dłuższej wymianie smsów okazało się, że chodzi o Międzynarodowy Konkurs Winiarski odbywający się obecnie w Warszawie kilka kroków od mojego domu…

„Nagrodzone wina:

Busto Colheita Tinto 2013 – złoty medal

Busto Reserva Tinto Touriga Nacional 2011 – srebrny medal” – pochwaliła się.

Dodam od siebie, że Quinta da Barca robi wina w nieco odmiennym stylu, który obecnie zarysowuje się w Douro. Sporo o tym pisałem  w moich ostatnich postach. Warto przeczytać.






czwartek, 20 października 2016

Winobranie w Douro 2016 – pierwsze komentarze


Lavradores de Feitoria
“Póki kosze nieumyte, póty trwa winobranie” – napisała mi dwa tygodnie temu w korespondencji mailowej Sara Rodrigues z Lavradores de Feitoria. To stare i mądre portugalskie przysłowie było odpowiedzią na moje nieco przedwczesne zabiegi o komentarz w sprawie trwającego jeszcze winobrania w Douro. „Możemy jedynie powiedzieć, że jest mniej winogron niż w ubiegłym roku, ale są bardziej skoncentrowane, a przez to lepsze. Miejmy nadzieję, że do końca winobrania nie będzie padać” – zakończyła.




Quinta da Barca
Najszybciej, bo już w pierwszej połowie września, dostałem respons od niezwykle uczynnej i kompetentnej Justiny Teixeiry z Quinta da Barca. I według obserwacji enologów Nuno Felgar i Pedro Coutinho „Nastąpiło ogólne załamanie zbiorów zarówno w przypadku białych jak i czerwonych szczepów winorośli. W tym roku pogoda była nietypowa,  a choroby/szkodniki miały idealne warunki do rozprzestrzeniania się. Mimo zastosowania wszystkich dostępnych środków i zabiegów nie udało się uratować całości zbiorów. Najbardziej odporne szczepy winorośli (jak na przykład touriga nacional) najlepiej sobie poradziły w tych trudnych warunkach”.

Folias de Baco

Natomiast dr Tiago Sampaio, enolog i właściciel posiadłości Folias de Baco, nie zaobserwował znaczącego spadku produkcji winogron. Jego zdaniem wina czerwone i białe będą miały niższą kwasowość ze względu na wysokie temperatury. „Na chwilę obecną moszcz białych odmian winorośli wydaje się dość zamknięty pod względem intensywności aromatów, a taniny czerwonych nie są tak eleganckie jak w poprzednich rocznikach”.



Quinta das Lamelas

Powołując się na opinię enologów z posiadłości Quinta das Lamelas, José Guedes napisał w krótkiej wiadomości mailowej, iż pod względem ilościowym zbiory były średnie, ale jakość winogron bardzo wysoka. Wydaje się, że białe wina będą owocowe i świeże, a czerwone dobrze zbudowane.


Najdłużej czekałem na komentarz od znanego i cenionego producenta Alves de Sousa. Patrícia Alves de Sousa poprosiła mnie, bym uzbroił się w cierpliwość. I było warto, gdyż zaskoczyła mnie przesłanym wczoraj krótkim raportem sporządzonym w języku angielskim przez jej brata  Tiago Alves de Sousa.

„Wiosną spadło szczególnie dużo deszczu, co doprowadziło do spadku plonów, z uwagi na problemy z kwitnieniem krzewów winorośli i znaczną presję mączniaka. 

Niemniej jednak, pomimo tych trudności, dodatkowa podaż wody okazała się bardzo przydatna podczas nadchodzącego upalnego i suchego lata.

Wynikiem tych okoliczności był doskonały proces dojrzewania, z niewielką przewagą związków fenolowych nad cukrami, dzięki któremu zebrano winogrona o nieco niższej zawartości cukru, zachowujące swoją naturalną świeżość i aromaty charakterystyczne dla odmian, przy idealnej fenologicznej dojrzałości. 

Warunki zbiorów były wręcz idealne – nie było ani zbyt zimno, ani zbyt ciepło, nie padał deszcz, panowały doskonałe warunki zapewniające dojrzewanie zdrowych gron, a ponadto zebrano je wszystkie w idealnym momencie. Już na bardzo wczesnym etapie oczywistym wydaje się, że jakość wina jest wybitna  - stanowi ona połączenie świeżych, eleganckich i doskonale zbilansowanych aromatów winnych, jednocześnie jednak nieco żywiołowych, odznaczających się dużą głębią i czystością owocu. Zarówno wina białe, czerwone jak i porto posiadają wyjątkowy potencjał. A zatem nasze oczekiwania wobec świetnego rocznika 2016 są, bez wątpienia, mocno wyśrubowane!
Alves de Sousa's 2016 Harvest Report

by Tiago Alves de Sousa

Winemaker of Alves de Sousa's Douro & Port wines”*

To wszystko jest rzeczywiście niezwykle ciekawe. Dlatego też dzisiejsza wielka degustacja win portugalskich Wines of Portugal 2016 będzie doskonałą okazją do rozmowy na ten temat z luzytańskimi winiarzami.


*Tłumaczenie wykonała moja żona Agata (www.portang.pl)


niedziela, 25 września 2016

Lavradores de Feitoria Três Bagos Grande Escolha 2008 – komentarz enologa Paulo Ruão


Niestety tą butelką kończę przegląd starszych roczników win od dourowskiego producenta Lavradores de Feitoria.  I bez wahania mogę przyznać, że warto było uzbroić się w cierpliwość i przypatrywać się z bliska pokrywającym się kurzem flaszkom. Jest to uczucie tyleż fascynujące, ileż pouczające. Skąd ten wniosek? Podczas 1 Annual Tasting of Portuguese Wines zorganizowanym w Warszawie w 2012 r. na Três Bagos Grande Escolha 2008 (14%, 30 euro) spadły gromy. Przede wszystkim  wytykano przebeczkowanie oraz arcynowośwatowy styl, właściwy raczej dla win z Alentejo niż z Douro. Co ciekawe, ani  ja, ani nikt z degustujących nie zwrócił uwagi, że ta butelka ma doskonałą strukturę i nadaje się znakomicie do dłuższego leżakowania. Po czterech latach spędzonych w mojej quasi-piwniczce Três Bagos Grande Escolha 2008 nie przypominało już bywalca modnych siłowni, a raczej wielkoluda wbitego w garnitur uszyty na miarę na Saville Row w Londynie. I tym razem podzieliłem się moimi spostrzeżeniami z Paulo Ruão, enologiem, który to wino skroił. Wedle jego słów Três Bagos Grande Escolha jest winem na lata. Owoce pochodzą z bardzo starych winic porozrzucanych w subregionach Cima Corgo i Baixo Corgo na wysokości od 350 do 400 m.p.m. Kupaż jest zrobiony z wielu odmian winorośli, przy czym dominują touriga nacional, tinta roriz, touriga franca i tinta amarela. Winifikacja odbyła się w lagares oraz w dębowych kadziach (balseiros de carvalho). Później wina z poszczególnych winnic dojrzewały 14 miesięcy w beczkach z dębu francuskiego. Podczas tego okresu analizowano próbki i dokonano selekcji beczek z najbardziej zrównoważonymi winami przeznaczonymi do ostatecznego kupażu.  

W sierpniu 2016 to dobrze zbudowane wino smakowało doprawdy wybornie. W ataku dojrzałe i zarazem eleganckie nuty wiśni, śliwek, zapach jałowca, niemalże idealnie wtopiona beczka. Usta mocne, treściwe, nadal świeże, ale i zrównoważone, z wyczuwalną kwasowością oraz szlachetnymi garbnikami. Bardzo długi posmak zakończony lekką czekoladową goryczką.

Podsumowanie

Meruge Tinto 2009, Quinta da Costa das Aguaneiras 2008 oraz Três Bagos Grande Escolha 2008 - wszystkie te wina mogę zdecydowanie polecić. O ile pierwsze z nich jest burgundzkie w stylu - eleganckie, lekkie - o tyle pozostałe dwa potwierdziły swoją świetną klasę niemalże nienagannie skrojonego dourowskiego kupażu, przeznaczonego do dłuższego leżakowania. Te butelki sprawiły mi dużo przyjemności, poruszyły emocje, a także nieco zmieniły moje zapatrywanie -może tylko przejściowo -na picie wina w ogóle. Jakoś ostatnio rzadziej nabywam tak zwane codzienne flaszki, a wrzucam złotówki do skarbonki, by nabyć coś starszego, choć trochę wyjątkowego. I mnie latek przybywa, człowiek się zmienia…

Douro też się zmienia. I zmieniają się wina z tego regionu, czego przykładam była czerwcowa degustacja „Flavours of Portugal” oraz rozmowy z winiarzami. Idzie nowe. Będziemy raczyli się winami czerwonymi nieco lżejszymi, bardziej zaokrąglonymi, gotowymi do picia za młodu.

„A co z winami białymi?” – zapytałem w korespondencji mailowej Paulo Ruão. Jego zdaniem styl dourowkiej bieli też uległ zmianie na przestrzeni ostatnich paru lat. Wina są zdecydowanie świeższe, bardziej aromatyczne, bo dobrej jakości owoce pochodzą z wyżej położonych winnic. Przede wszystkim jednak mogą dłużej leżakować w butelce dzięki odpowiedniej fermentacji i dojrzewaniu w drewnie. Przykładem jest opisywany także Meruge Branco, który według luzytańskiego enologa jest znacznie lepszy po 3 latach niż po zabutelkowaniu.

W Douro kończy się winobranie. Wszyscy harują. Wygląda na to, że nie jest źle, ale… No właśnie… Zbieram obecnie informacje. Na początku października przedstawię, mam nadzieję, wstępne opinie kilku dourowskich winiarzy.


wtorek, 30 sierpnia 2016

Powrót Jej Wysokości?

„Cara Nord Blanc 2013 to zimna mizerykordia ze szlachetnej stali przeszywająca podniebienie przed ostatnim tchnieniem”. A co z rocznikami  2014 i 2015?
O górskich winach Cara Nord Blanc 2013 oraz Cara Nord Negre 2013, pochodzących z niewielkiej katalońskiej apelacji DO Conca de Barbera, pisałem w połowie ubiegłego roku. Cara Nord to całkiem nowy winiarski projekt prowadzony przez między innymi  Tomàsa Cusiné. Niezmordowany Don Ł. ze stołecznego El Catadora sprowadził w istocie niełatwe wina, które okazały się jednak niebywałym sukcesem. Cara Nord Blanc 2013 stała się szybko towarem reglamentowanych. Osobiście nabyłem wtedy jedną butelkę spod lady. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu rocznik 2014 okazał się bolesnym rozczarowaniem. „Cara Nord Blanc 2014: Z góry do doliny. Wino niestety uniwersalno-balkonowe” – odnotowałem 16.02.2016 w moim notatniku. Zamiast przenikliwej, wręcz metafizycznie zarysowanej kwasowości  miałem do czynienia z tacą wypełnioną tropikalnymi owocami wyjętymi z uszkodzonej lodówki. Nie chciało mi się wręcz o  nim pisać na moim blogu. Po prostu szkoda było czasu i atłasu. Dla winointernautów niezaznajomionych z tematem wyjaśnię tylko, że grona pochodzą z porozrzucanych na wysokości 800 m n.p.m. małych działkach porośniętych częściowo starymi krzewami winorośli. 
Butelkę z rocznika 2015 nabyłem tyleż z dozą nieufności, ileż bez większego przekonania. Na szczęście nie było źle. Choć w moim odczuciu wino Cara Nord Blanc 2015  nie było tak   terroiristyczne jak w roczniku 2013, to zarówno w nosie jak i na podniebieniu powiało rześkim chłodem z Sierra de Prades.
Jak to jest z tymi winami zastanawiałem się w rozmowie z Don. Ł. Dlaczego rocznik 2013 tak kosmicznie różnił się od 2014. Pogoda, a może uważna lektura badań preferencji konsumenckich, albo winemaker spieprzył robotę i nie chce się to tego przyznać? Wydało nam się, że wszystko po trochu. Na szczęście w roczniku 2015 wahadło wraca do pionu.  
Sierra de Prades  © Piotr Wołkowski

niedziela, 14 sierpnia 2016

Quinta da Costa das Aguaneiras 2008 Lavradores de Feitoria – komentarz enologa Paulo Ruão


W Prusiech

Wakacje, wakacje i po wakacjach. W tym roku postanowiłem zostać profanatorem i nie wsadziłem do bagażnika kieliszków i kilku butelek win. W Prusiech, miast szukać wysublimowanego połączenia do rybek z jeziora, odprężałem się racząc się piwem pod sklepikami. Owszem, początkowo trapiły mnie z tego powodu wyrzuty sumienia, które jednak szybko ustąpiły miejsca radości płynącej z klasycznego slow broffu.

Póki co, tyle o piwie, religii nie zmieniłem, czas przejść do win portugalskich. Muszę przyznać, że zastanawiałem się, czy po zwycięskim golu Eder'a Portugalczycy sięgnęli po swoje najdostojniejsze butelki trzymane w najgłębszych zakamarkach swoich piwniczek? I ja też ucieszyłem się, że Portugalia wreszcie zdobyła tak upragnione mistrzostwo. Wysłałem gratulacje również i do znajomych winiarzy luzytańskich. Wszyscy tryskali humorami, w tym Paulo Ruão, architekt win w kooperatywie Lavradores de Feitoria.
Paulo Ruão
W korespondencji mailowej płynnie przeszliśmy od futbolu do wina. Interesowała mnie jego opinia na temat „burgundyzacji” dourowskich win czerwonych. Okazało się, iż Paulo Ruão ma zbieżną opinię z Tiago Sampaio z posiadłości Folias de Baco. Jego zdaniem nowa tendencja zakorzeni się w regionie Douro, choć nadal będą robione wina dobrze zbudowane i złożone, wychodzące spod ręki tych winemakerów, którzy postawili na butelki przeznaczone do długoletniego starzenia, tak jak jest to w przypadku większości win porto. Wraz z nową generacją dourowskich enologów, uważnie przypatrujących się nowinkom technicznym i zmianom upodobań konsumenckich, czerwone wina, najogólniej mówiąc, będą bardziej eleganckie, świeższe, aromatyczniejsze i mniej taniczne. Jednocześnie zachowają typowe dla siebie cechy, czyli dojrzały owoc, taniny, choć nieco bardziej zeszlifowane. Wydaje się, że będą to wina raczej średnio zbudowane. Co ważne, nadal będą się dobrze starzeć w butelce. Paulo Ruão podkreślił, że mamy do czynienia z nowym etapem ewolucji win czerwonych w tym regionie. Z porównaniem wielowiekową tradycją produkcji porto to dopiero początek...
 Przy okazji podzieliłem się moimi uwagami dotyczącymi otwartej nieco wcześniej Quinta da Costa das Aguaneiras 2008 (14%, ok. 17 euro). Butelka przeleżała u mnie w stosunkowo dobrych warunkach 4 lata. W kupażu dominuje touriga national (80%), tinta roriz (10%), i pozostałe szczepy (10%). Winifikacja odbyła się tradycyjna w otwartych granitowych kadziach (lagares).
Lagares w Lavradores de Feitoria
Wino starzone było w używanych i nowych beczkach z dębu francuskiego. Paulo Ruão zwrócił uwagę, że winogrona pochodzą z winnic położonych na wysokości 200 m. n.p.m. na prawym brzegu rzeki Douro. To wręcz niesamowite jak dłuto czasu przepięknie ukształtowało to wino, które jeszcze cztery lata temu jawiło się niczym kanciasta bryła kamienia. Nos wielowymiarowy i nadal świeży, wiśnie, dojrzałe śliwki i leśne owoce posypane kwiatami i suchymi ziołami na dnie opakowania po dobrej czekoladzie. Beczka zegarmistrzowsko wtopiona. Usta dość obfite, wypełnione dojrzałym i jednocześnie świeżym owocem, zrównoważone, o solidnej strukturze i gładkiej teksturze. Długi posmak. Jest to pierwsza z trzech butelek jakie jeszcze posiadam.  Może kolejną otworzę, gdy Portugalia zdobędzie mistrzostwo świata w piłce nożnej...Paulo Ruão napisał, że niedawno próbował rocznik 2005 i był „óptimo”.
 

Powoli kończę cykl postów na temat starszych roczników win od Lavradores de Feitoria. Pozostała mi jeszcze jedna, moim zdaniem, wybitna jak się kilka dni temu okazało etykieta z rocznika 2008. Mam nadzieję, że moimi wrażeniami wzbogaconymi komentarzem Paulo Ruão podzielę się pod koniec przyszłego tygodnia. Warto uzbroić się w cierpliwość… 

Lavradores de Feitoria - Douro