środa, 25 kwietnia 2012

Cava czy kawa?

Jeszcze całkiem niedawno spoglądałem na wszelkie napoje alkoholowo-bąbelkowe z dystansem, niechęcią przeistaczającą się w prawdziwą pogardę do tego stopnia, że ongiś wylałem do zlewozmywaka pomyłkowo nabytą butelkę jakiegoś frisante.
Choć w magazynach mojej pamięci zachowało się sporo starych obrazów z winem prezentującym się godnie na białym obrusie, to jednak nie mogę sobie przypomnieć charakterystycznych dźwięków otwieranych butelek z bąbelkami. Natomiast całkiem wyraźnie pamiętam latające butelki rosyjskiego „szampana” na Placu Zamkowym na przełomie lat 80/90 oraz wszelkiego rodzaju mdłości przezeń spowodowane. Dlatego też wszystko co musujące zostało wyparte z mojej świadomości na długie lata.

Bodaj dwa lata temu dumna i kapryśna potomkini oficera brazylijskiej armii cesarskiej, uczestnika Wojny Paragwajskiej 1864-1870, Senhora C. przyniosła na "zakład" kilka butelek rocznikowych szampanów, by uczcić swoje prawie dwusetne urodziny. O ile się nie mylę, były to flaszki z połowy lat dziewięćdziesiątych i pamiętam, że w tym właśnie dniu wstąpił we mnie duszek musujący, który sprawił, że przejrzałem na nos i podniebienie.
Potem sprawy potoczyły się już z szybkością unoszących się bąbelków szampana. Kluczowym momentem była ubiegłoroczna degustacja win brazylijskich, z której przytargałem do domu europaletę wszelkich win musujących. Przez kilka dobrych tygodni jechałem na samych bąbelkach, częstując nimi także mile zaskoczonych przyjaciół.
Początek tegorocznej wiosny jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że wino musujące to przyjazny i praktyczny towarzysz ciepłych i słonecznych popołudni. Kieliszek dobrze schłodzonego wina musującego smakuję fantastycznie po powrocie do domu z pracy. Bąbelki motywują także do przygotowania lekkich zdrowych dań. To prawdziwy wiosenno-letni strzał w dziesiątkę!

Całkiem niedawno wracałem bicyklem z zakładu do pieleszy i przejechawszy kilka przecznic zajechałem do kultowego EL Catadora na ulicy Zwycięzców. Don Ł. przywitał mnie serdecznie i zaczął opowiadać o swoich hiszpańskich winach z temperamentem i melodią przypominającą kastylijskiego komentatora piłki nożnej z lokalnego radia. Caramba, nie było wyjścia i po fajnym konwersie żegnałem się z lodowatą butelczyną cavy FAMÍLIA OLIVEDA Brut Jove za jedyne 33,50 zeta.

Wróciłem do domu nieco zziajany i niebawem otworzyłem rzeczoną cavę, wykonaną tradycyjną metodą szampańską z równie tradycyjnych trzech katalońskich szczepów Macabeo, Xarel.lo oraz Parelladai. Młode, żwawe bąbelki radośnie podskakiwały w moim kieliszku, który szybko przybrał jasnożółtą błyszczącą szatę. Z przyjemnością też zaciągnąłem się świeżym cytrusowym aromatem subtelnie wzbogaconym nutami miodu i gruszki. Na podniebieniu dużo świeżości, rześkości i radości w naprawdę bardzo dobrej cenie. Myślę, że wspomniana cava będzie moją faworytą podczas zbliżającego się Euro ze względu na bardzo przytomny stosunek ceny do jakości. Wyjątkiem mogą być mecze rozgrywane przez dzielnych Luzytanów prowadzonych przez szybkonogiego Ronaldo, podczas których będę studził emocje lekkim vinho verde.

Kończy mi się właśnie pora obiadowa na zakładzie. Tym razem czas na kawę z plantacji leżących w Minas Gerais, którą przyrządzę dla siebie i mojego brazylijskiego pryncypała, fanatyka i znawcy małej czarnej. Fajnie się czuję zawsze gdy powie mi z uznaniem „esse café é muito bom, Pedro”.


poniedziałek, 9 kwietnia 2012

bossa-WINO-nova

Mówią tam, że Bóg stworzył człowieka, a Portugalczyk mulata i stąd Brazylia jest tak różnorodna, wielobarwna i myślę, że tak również będzie z jej winami.

Po dłuższej przerwie wracam do moich porzuconych przez dłuższy czas Winnych Refleksji i chciałbym zacząć od tematu bardzo mi bliskiego i szczególnego, a mianowicie win brazylijskich.

Jeszcze dobrze pamiętam jak żegnałem się na lotnisku z przedstawicielami winnic z Rio Grande do Sul uczestniczącymi w degustacji win brazylijskich organizowanej przez Magazyn Wino przy współudziale mojego zakładu pracy. „Boa viagem, sucesso na Prowein” - życzyłem wtedy moim przyjaciołom, trzymając pod pachą podarowaną w ostatniej chwili flaszkę wina. W rzeczy samej, Brazylijczycy podpisali w Dusserdolfie kilka doskonałych kontraktów z renomowanymi niemieckimi importerami, a przed przyjazdem do Warszawy zorganizowali wysokiej klasy degustację win w Amsterdamie. Holandia jest bowiem największym importerem win Brazylijskich w Europie. Potem winiarze z Rio Grande do Sul bawili w Sztokholmie, a na koniec swojego tourne odwiedzili Helsinki i Londyn. Zainteresowanie winami z Brazylii było spore także ze względu na organizowane w tym kraju mistrzostwa świata w piłce nożnej w 2014 oraz Olimpiady 2016.
Podczas tegorocznej degustacji win brazylijskich postanowiłem się im wreszcie nie przyglądać z perspektywy w miarę zorientowanego w sprawach winiarskich dwunoga znad Wisły, ale zwykłego Brazylijczyka, w którego żyłach płynie krew portugalska, afrykańska, indiańska, wzbogacona dość świeżą transfuzją między innymi z Niemiec i wielu innych krajów europejskich. Ogromne terytorium portugalskojęzycznej Brazylii przy którym większość państw europejskich swym rozmiarem przypominają dzielnice, osiedla, co najwyżej jakieś prowincje, jej różnorodność kulturowa, a także w ostatnim czasie bogacenie się ludności żyjącej do niedawna w favelach, a co za tym idzie zmiana preferencji konsumpcyjnych sprawiają, iż wino brazylijskie zawsze będzie wielobarwne i nie będzie się raczej kojarzyło z jednym konkretnym szczepem tak jak np. Malbec w Argentynie. W ostatnim czasie winiarze brazylijscy odkryli wspaniałe siedliska w kolejnych stanach jak Santa Catarina(wysoko położone winnice zimne noce, ciepłe dni), São Paulo, czy Minas Gerais.
Na szczęście udało mi się dłuższą chwilę porozmawiać z przedstawicielami winnic brazylijskich podczas ich krótkiego pobytu w Warszawie. Póki co Stary Kontynent jest dla nich największym odbiorcą win produkowanych w Rio Grande do Sul. Niestety coraz trudniej jest im zachować umiarkowany poziom alkoholu, co pozytywnie odróżniało wina południa Brazylii od pozostałej nowoświatowej produkcji. Drugim problemem są wysokie podatki – w Brazylii wina rodzime są droższe od argentyńskich czy chilijskich, które są zwolnione z ceł w ramach Mercosul. W ostatnich dnia brazylijskim winopijcom wypadły kieliszki z dłoni na wieść o możliwości wprowadzenia wyższych opłat granicznych na wina importowane przede wszystkim z UE. Na blogach brazylijskich rozgorzała gorąca dyskusja…

Revenons à nos moutons – mawiają Francuzi. Nie będę oryginalny, ale najbardziej podobały się wina z winnicy Lidio Carraro, ale, broń Boże, nie przez fakt, że Patricia Carraro poprosiła mnie, bym ją zastąpił przy napełnianiu kieliszków winem. Pamiętam, że zaintrygował mnie jaśminowo-fiołkowy Elos Touriga Nacional Tannat 2008. Powściągliwie rozbudowany owoc nieskażony beczką. Potomkowie włoskich emigrantów udowodnili także, że nie tylko nazwisko, ale także swoista winiarska pępowina łączy ich z krajem antenatów.

Singular Nebbiolo 2006 to prawdziwy włoski kunszt. To wręcz dydaktyczne nebbiolo, cudownie zbudowane niczym barokowe brazylijskie kościoły z czasów kolonialnych. Niestety bardzo drogie, bo koło około 300 zeta Pozostałe wina Lidio Carraro utrzymane są na bardzo wysokim poziomie i jednocześnie mają to coś.

Sporo czasu poświęcił mi Fabio Maciel z Miolo, gdyż jeden z potencjalnych importerów nie dotarł na spotkanie. Nowa generacja młodych enologów pracujących dla tej winiarni dokonuje obecnie przeglądu poszczególnych etykiet. Michel Rolland nie jest już kreatorem-dyktatorem a tylko telefonicznym doradcą. Do ekipy Miolo dołączył enolog portugalski Miguel de Almeida. Może i dlatego od razu zwróciłem uwagę na butelkę Quinta do Seival Castas Portuguesas 2006, będącym udanym kupażem Tourigi Nacional z Tintą Roriz. Zapachniało mi w kieliszku portugalskim Douro.


I wreszcie ikona Miolo, czyli Lote 43 z 2008. To moja obsesja. Wcześniej rozczarowałem się ponoć charyzmatycznym rocznikiem 2005, uradowałem się jak brazylijski kibic po zdobyciu bramki przez canarinhos przy roczniku 2004. Natomiast 2008 jeszcze nie jest gotowy.

Wina od Miolo są doprawdy bardzo przyzwoite i godne uwagi, ale moim zdaniem chwilami zbyt techniczne. Brakuje im nieco swobody. Przypominają mężczyznę w drogim, acz nieco obcisłym garniturze krępującym ruchy. Za mało tu radości i tego czegoś, co mają wina szczególne.
Talento 2007 od Saltona trochę rozczarował w porównaniu z rocznikiem 2004, który został arcyniespodziewanym srebrnym medalistą Magazynu Wino w 2010. Ten kupaż Cabernet Sauvignon (60%), Merlot (30%) e Tannat (10%) cieszył nos ładnym owocem, aromatami cedru , mięty, tytoniu i czekolady. Niestety beczka jeszcze się nie wyciszyła. Może zamilknie za 2-3 lata. Dobra kwasowość i mało alkoholu.

Niemal czarny Cabernet Franc 2008 z winnicy Casa Valduga urzekł mnie swą powściągliwością jeżynowo-śliwkowych nut oraz subtelnym zapachem kwiatów, zapylonych lekką beczką. U ustach natomiast spora koncentracja i żywa kwasowość.

Na koniec coś bardzo przyjemnego i ciekawego, a mianowicie Monte Paschoal Merlot 2009 z winnicy Basso. Soczyste czerwone owoce wzbogacone powściągliwą nutą czekoladową, a wszystko posypane przyprawami korzennymi. W ustach krwistość, zdrowe, fajne czerwone owoce spięte fenomenalną kwasowością Tylko 13% - takie wina bardzo dobrze się pije.

Moim zdaniem Brazylia podczas warszawskiej degustacji pokazała jedną z wielu swych młodych winiarskich twarzy. Momentami nieco napiętą, skupioną, skrępowaną, chcącą coś udowodnić, ale i też na swój sposób autentyczną. Tak jak autentyczna wszak jest brazylijska bossa nova tak bardzo krytykowana w Rio de Janeiro kilka dekad temu za jej „niebrazylijskość”, bo skrępowana wpływami jazzu amerykańskiego.
Sporo czytałem i słyszałem o innym obliczu winiarstwa brazylijskiego, a mianowicie winach garażowych z południa kraju, prowadzonych przez niezwykle kreatywnych i ciekawych enologów. Mam nadzieję, że niebawem będzie nam dane je zdegustować.
Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych kilku latach będziemy sporo słyszeli o winach z największego państwa Ameryki Południowej przy okazji zbliżających się wspomnianych powyżej dwóch wydarzeń sportowych. Vinhos do Brasil będą powoli wpływać do naszej świadomości i kusić swą wielobarwnością i różnorodnością, bo to co jest wielobarwne i różnorodne jest atrakcyjne i ciekawe tak jak bogactwo brazylijskiej kultury i muzyki, której rytmiczne i miękkie dźwięki tak radośnie kołyszą naszym zmysłem słuchu.
Winnica Aurora wyjechała z Polski z podpisaną umową eksportową.

Brazylijskie wina musujące to już zupełnie inna historia. Chyba one obecnie są najbardziej doceniane na świecie. Nie piszę o nich, gdyż nie znam się zbytnio na winach z bąbelkami. Mnie osobiście smakowały do tego stopnia, iż mógłbym spokojnie wsiąść do łodzi Charona z kieliszkiem wypełnionym bo brzegi radosnym espumante z Brazylii i udać się w ostatnią podróż.

Większość z degustowanych przez mnie win można nabyć w Boutique Brasil.