piątek, 7 grudnia 2012

Mineralny cios

Mimo, że bywając w Enotece Polskiej wielokrotnie przechodziłem tuż obok drewnianego regału z butelkami opatrzonymi etykietą Quinta de la Rosa, to nigdy nie zdecydowałem się na zakup choćby jednej skromnej flaszy. Dlaczego? Bo trochę mnie konfundowała hiszpańska nazwa tej portugalskiej winnicy w Douro. Jako iberyście coś mi tu marketingowo nie grało.
Darzę wina portugalskie uczuciem wyjątkowym i nieprzemijalnym, to wszak od nich prawie dekadę temu rozpocząłem świadomą przygodę winiarską przy okazji tłumaczenia luzytańskich winemakerów. To też z radością i ciekawością udałem się na kolację preparowaną przez Enotekę Polską z udziałem pani Sophie Bergquist, prowadzącą wraz z ojcem Timem Quintę de la Rosa.
Choć w Portugalii jest kilka starych winiarskich rodzin noszących nordyckie nazwiska, jak Van Zeeler, czy Niepoort, to ze względu na nazwę posiadłości oraz przede wszystkim na imię jej współwłaścicielki – Sophie - a nie na przykład Maria de Fátima czy Maria de Assunção - a także jednoczłonowe nazwisko, co w Portugalii czy innych portugalskojęzycznych krajach jest prawdziwym ewenementem, myślałem początkowo, że będę miał do czynienia z bohaterką filmowego scenariusza, odważną, nieco szaloną kobietą, która porzuciwszy dotychczasowe sztywne, nudne życie gdzieś na północnych kresach Europy, odrodziła się na południowych krańcach Starego Kontynentu, prowadząc własną winnicę. Utwierdziłem się jeszcze bardziej w swym przekonaniu, gdy tuż wyjściem z domu zdołałem obejrzeć w sieci fragment wypowiedzi Sophii dla telewizji brazylijskiej. Jej portugalski był przesiąknięty silnym brytyjskim akcentem.
Wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane kilkanaście minut później, gdy siedziałem już przy stole i wsłuchiwałem się z zaciekawieniem historię sagi rodzinnej.
Antenaci Sophie rozpoczęli produkcję wina Porto w 1815 roku, czyli de facto tuż po zakończeniu dewastujących kraj kampaniach napoleońskich, a sama posiadłość Quinta de la Rosa położona dosłownie nad brzegiem rzeki Douro, w pobliżu miejscowości Pinhão (subregion Cima Corgo), stała się własnością rodziny w 1906 r., przy okazji chrztu babci Sophii, Claire Feuerheerd, która otrzymała ją w prezencie!
Kryzys światowy sprawił, że na początku lat trzydziestych rodzinna firma Feuerheerd Bros, specjalizująca się handlem winem Porto, nękana kłopotami finansowymi została sprzedana przez ojca Claire, Alberto Feurheerd, przedsiębiorstwu Barros & Barros, przy czym sama posiadłość pozostała nadal w rękach rodziny, gdyż była zapisana na Claire. Do połowy lat osiemdziesiątych winogrona z posiadłości były sprzedawane znanemu producentowi win Porto - Sandeman. Niemniej jednak wielkim marzeniem ojca Sophii, który na co dzień prowadził biznes celulozowo-papierniczy, była produkcja wina pod własną marką. Marzenia spełniły się po przystąpieniu Portugalii do ówczesnej EWG w 1986 r. w następstwie czego nastąpiła korzystna zmiana przepisów i Tim Bergquist stał się z dnia na dzień winiarzem, dostając zarazem dotację do prowadzenia nowego biznesu.
Początkowo nic nie wskazywało na to, że urodzona w Bejrucie Sophie Bergquist będzie zajmować się winem ze swej ojcowizny, bo większość czasu spędzała ze swą matką Brytyjką w Anglii, studiując także w Cambridge. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, iż pod koniec lat osiemdziesiątych wróciła do Portugalii, by wraz z ojcem zająć się profesjonalnie produkcją wina.
Początki było wyjątkowo trudne. Choć Bergquistowie potrafili w miarę poprawnie prowadzić winnicę, to ich wiedza na temat winifikacji win Porto pozostawiała wiele do życzenia. Ponadto pierwsze butelki vintage z 1988 mogły wejść do sprzedaży dopiero po dwóch latach. Dystrybutorzy nie wykazywali większego zainteresowania i kazali przyjść po kilku latach z większą gamą butelek Porto. Fortuna okazała się łaskawa dla rodziny Bergquist, bo na ich drodze pojawił się zdolny winiarz australijski David Baverstock, który pracował wówczas dla Symington Family Estates, gdzie nie mógł niestety realizować swych ambicji związanych z robieniem win spokojnych. Dlatego tez już na początku współpracy z Quintą de la Rosa podsunął rodzinie doskonały jak się później okazało pomysł produkcji wytrawnych win czerwonych. W ciągu lat dziewięćdziesiątych Bavestock przekształcił Quintę w winiarskie przedsiębiorstwo, a Sophie związana mocno z Anglią stworzyła tam świetnie działającą sieć sprzedaży. Po dziesięciu latach Australijczyk jednak zakończył współpracę, co spowodowało przejściową "confusão" – połączenie problemów z zamieszaniem i niemożnością. Szczęście uśmiechnęło się ponowie do Sophii i za namową Dirka Niepoorta zatrudniła dobrze zapowiadającego się młodego winiarza Jorge Moreirę, którego talent, profesjonalne podejście zaprowadziły Quintę de la Rosa na szczyty winiarskiego sukcesu. Jorge perfekcyjnie wykorzystał siedlisko do robienia win bardziej kwasowych, mineralnych, zbalansowanych i długowiecznych. W tym celu przepadał każdy metr łubkowej gleby i wyciągnął stosowne wnioski. Już kilka lat później Jorge został dostrzeżony przed świat winiarski otrzymując w 2010 tytuł winiarza roku, a jego czerwone Quinta de la Rosa Tinto Reserva 2009 spośród 226 win została okrzykniętym najlepszym winem czerwonym w Douro. Współpraca pomiędzy właścicielami winnicy a winemakerem układała się na tyle dobrze, że od 2005 prowadzą wspólnie projekt winiarski, czyli Quintę das Bandeiras, posiadłość położona nad rzeką nieco dalej na wschód, czyli w Douro Superior, w pobliżu granicy z Hiszpanią, dosłownie na przeciwko sławnej Quinta do Vale Meão.
Koniec historii czas na wino!
Do pysznego carpaccio z polędwicy wołowej posypanego parmezanem podano DouRosa Tinto 2010. Choć pierwsza butelka wydała się nieco uszkodzona, to druga okazała się wręcz skrojoną na miarę. Sporządzone z typowych dla Douro szczepów Touriga Franca , Tinta Roriz i Touriga Nacional, zawierające 13,5% alkoholu wino cieszyła nos subtelnymi aromatami czerwonych owoców posypanych szczyptą ziół oraz delikatnym powiewem mineralności. W ustach doskonały balans pomiędzy kwasowością, owocem i taninami. Według producenta wino może poleżeć ok. 5 lat. Wszystko za jedyne 43,50 zł. Moja ocena: 4,5/6.

Opisana powyżej DouRosa była jedynie preludium dla kolejnych jakże dobrych win. Douro Tinto 2008 wykonane z Touriga Nacional, Touriga Francesa, Tinta Barroca i Tinta Roriz, zawierające 14% alkoholu, było juz winem charakteryzującym się elegancką powagą. Starzone przez 12 miesięcy w beczkach z dębu francuskiego sprowadzonych z kilku różnych zakładów bednarskich, zwróciło moją uwag e kryształowo czystym aromatem czerwonych owoców, ziół splecionych w jeden długi warkocz z nutami mineralnymi. To był prawdziwie mineralny cios!

W ustach złożone, bardzo świeże dzięki dobrej kwasowości, idealnie zbalansowane, wzbogacone subtelnymi taninami. Długi finisz. Alkohol niewyczuwalny, głęboko wtopiony w materię. Douro Tinto 2008 (fenomenalny rocznik w Portugalii) kosztuje obecnie 63 zł. Cholernie tanio jak na tak dobre, kompletne wino. Według producenta można jeszcze je poobserwować przez 5-8 lata. Moim zdaniem już teraz zachwyca. Moja ocena: 5,5/6.
Passagem Douro Tinto 2008 (14%) pochodzi ze wspomnianej wyżej 100 h Quinty das Bandeiras, leżącej w głębi regionu Douro, co ma konkretny odbicie w charakterze wina, będącym mieszaniną angielskiego i portugalskiego temperamentu. Niewątpliwa elegancja wzięła pod rękę południową ekspresję. Wino posiada intensywniejsze aromaty kwiatowe i owocowe, ale nadal zachowuje świeżość i nieco inną mineralność. Nie pamiętam, bym wyczuł zapach ziół, który charakteryzował poprzednie wina. W ustach nienaganny owoc, zbalansowana kwasowość i taniny. Finezyjnie użyta beczka (12 miesięcy, dąb francuski) Wino pełne uroku i głębi. Doskonały stosunek jakości do ceny -69 zł. Wino może poczekać jeszcze 5-10 lat. Moim zdaniem 5/6.
Douro Tinto Reserva 2007 (15%), którego wyselekcjonowane winogrona, klasycznie Touriga Nacional, Touriga Franca, Tinta Barroca i Tinta Roriz, były ugniatane stopami w tradycyjnych granitowych lagares.

Przed zabutelkowaniem dojrzewało przez 15 miesięcy w beczkach z dębu francuskiego. Wino o intensywnym, złożonym aromacie czerwonych owoców i ziół ułożonych wzdłuż mineralnego kręgosłupa. W ustach duża koncentracja pełnego elegancji owocu, świeża kwasowość oraz taniny wymagające czasu. Wino może jeszcze spokojnie poczekać ponad 10 lat, ale i teraz bardzo smakuje. Cena 126, 75 zł. Daję temu winu 5/6.

Passagem Douro Tinto Reserva 2009 (14%), pochodzące ze wspomnianej Quinty das Bandeiras, okazało się winem gorętszym, bardziej ekspresyjnym, może mniej mineralnym, ale wciąż niezwykle eleganckim. Należy zwrócić w tym winie na bajecznie piękny owoc, świeżość i harmonię. Bardzo dobra cena 86,25 zł. Moja ocena to 4,7/6.
Dopełnieniem winiarsko-kulinarnej uczty były bardzo zacne wina Porto. FINEST RESERVE PORT, które potem nabyłem do domu, cieszyło nos złożonym aromatem owoców i przypraw. Fenomenalnie pasowało do urodzinowo-imieninowego tortu mojego jednorocznego synka. Cena 86 zł. Dla mnie 5/6. Parker bodaj dał mu 92 punkty.



Wreszcie bajecznie skoncentrowane, eleganckie Vintage Port 2000 za 175 zł. Moim zdaniem 5/6.
To była doprawdy kolejna bardo udana kolacjo-degustacja. Wielkie podziękowania dla pana M.B i załogi restauracji Enoteka Polska. Dania były przednie i bardzo dobrze harmonizowały się z serwowanymi winami. Wiele cennych informacji przekazała pani Sophie Bergquist, która z błyskiem w oku bardzo ciekawie opowiadała o swoich winach i rodzinnej historii.