wtorek, 1 stycznia 2013

Luzytańskie konfrontacje

Na początku grudnia miałem przyjemność partycypować w zorganizowanej w Enotece Polskiej przez Winicjatywę degustacji „Najlepszych win Portugalii”, której znakomitą część stanowiły butelki pochodzące z prestiżowego zdaniem jednych, a według drugich nieco przereklamowanego klubu winiarskiego „Douro Boys”, skupiającego niewątpliwie znane i uznane portugalskie posiadłości Quinta do Vale Meão, Quinta do Vale Dona Maria, Quinta do Vallado, Quinta do Crasto oraz Niepoort. Na stole pojawiła się także butelka rezerwowa Igneus 2010 z Prioratu która zastąpiła kontuzjowaną Quinta de Chocopalha Reserva 2004, a także nieoczekiwany bonus w postaci wina ze wschodzącej gwiazdy regionu winiarskiego Douro i opisywanej w moim poprzednim poście Quinty de la Rosa.

Nie będę ukrywał, że jechałem bardzo podekscytowany na degustację. Jeszcze w tramwaju przeglądałem przewodnik Vinhos de Portugal 2010 autorstwa znanego i poważanego dziennikarza João Paulo Martins. Znakomitości takie jak Dirk Niepoort, Francisco Olazabal, Cristiano van Zeller, Miguel Roquette, czy Francisco Ferreira są niewątpliwie kardynałami, papieżami winiarstwa w Douro, za sprawą których region ten zmienił swe oblicze latach 90 ubiegłego stulecia, nadając butelkom Porto nowego wymiaru, a przede wszystkim sporządzając niezwykłe wina czerwone zapewniające im godne miejsce w panteonie nieśmiertelnych winemakerów luzytańskich. Absolutnie nie mogę zapomnieć o Jorge Moreira, enologu w posiadłości Quinta de la Rosa, który w porównaniu z wyżej wymienionymi jest na razie baronetem, mającym jednakże wszelkie atrybuty, by doścignąć swoich nauczycieli, o ile już tego nie zrobił, ale to pokażą jego kolejne roczniki win.

Obecna sława wina Porto to efekt splotu wydarzeń na europejskiej arenie politycznej z przełomu XVII i XVIII wieku, a także jeden z wielu owoców przymierza angielsko-portugalskiego zapoczątkowanego pod koniec XIV w. Na przełomie lat 80 i 90 XVII wieku, wojna Francji z Ligą Augsburską, w skład której wchodziła Rzesza, Anglia, Holandia, Hiszpania oraz Sabaudia, spowodowała zamknięcie portów i szlaków morskich, co doprowadziło do niedoboru wina w Anglii. Po kilkuletnich poszukiwaniach, flaszki, które wyszły naprzeciw oczekiwaniom podniebień ówczesnych angielskich winopijców, przyzwyczajonych do szlachetnych etykiet rodem z Bordeaux i Burgundii, zostały odkryte w regionie Douro. Aby sprostać trudom długich morskich podróży i zapobiec uszkodzeniu wina ówcześni handlarze postanowili dolewać do wypełnionych beczek winiak. Kilkanaście lat później Portugalia i Anglia podpisały w 1703 r. porozumienie handlowe (traktat Methuena), który przeszedł do historii jako jedna z najkrótszych umów międzynarodowych, na mocy której angielskie tekstylia i wełna cieszyły się przywilejami w Portugalii, a wina znad Douro były obłożone mniejszym cłem niż butelki z Francji. Kilka dekad później sukces win Porto był tak ogromny, iż premier rządu królewskiego Sebastião José de Carvalho e Melo, znany szerzej jako Markiz de Pombal, by zapobiec produkcji wszelakich podróbek oraz innym przekrętom, stworzył w 1761 r. w Douro pierwszą w świecie apelację, zarządzaną przez instytucję Real Campanhia das Vinhas do Alto Douro, odpowiadającą za jakość produkowanych w regionie win Porto. Zgodnie z przepisami wino mogło jedynie dojrzewać w Vila Nova de Gaia, która jest obecnie dzielnicą miasta Porto. Największy boom na te wina miał miejsce w XVIII i XIX w.

Od wieków wino Porto sporządzane jest z tych samych odmian winorośli, z których najszlachetniejszą jest niewątpliwie Touriga Nacional blendowana z innymi klasycznymi portugalskimi szczepami takimi jak Touriga Franca, Tinta Roriz, Tinta Barroca, Tinta Cao, a także Tinta Amarela, Sousão, Bastardo, Rufete e Mourisco. Obecnie region Douro podzielony jest na trzy różnice się od siebie pod względem terroir subregiony Baixo Corgo, Cima Corgo i Douro Superior.
Degustacje rozpoczęliśmy od wspomnianej Quinty de la Rosa i jej flagowej flaszy Douro Tinto Reserva 2007, o której pisałem w moim poprzednim poście. Tym razem wino mnie nieco rozczarowało. O ile miesiąc wcześniej wbiło mnie wraz z krzesłem w ściany Enoteki Polskiej, o tyle teraz zawiodło mnie brakiem nienagannej elegancji. Butelka moim zdaniem słabsza o tej, którą degustowałem kilka tygodni wcześniej, może odrobinę za ciepła, a może ciut uszkodzona, ale nadal bardzo przyzwoita.

Tak jak wspomniałem powyżej, nieco przypadkowo pojawiła się na stole butelka z Prioratu – Igneus 2010. Wino asfaltowo-owocowe w nosie. W ustach duża koncentracja owocu, niewtopiona jeszcze beczka, niezbyt duża kwasowość. Wino zdecydowanie inne od poprzedniego.
Butelką Quinta de Vallado 2005 Reserva rozpoczęliśmy de facto właściwą degustację win spod znaku firmowego Douro Boys. Pierwsze wzmianki o tej posiadłości pojawiły się już w dokumentach w 1716 r., gdy należała ona do rodziny Josefy Taveiry, której potomkowie sprzedali ją sto lat później António Bernardo Ferreirze, wujkowi i teściowi sławnej później z działalności winiarskiej Donie Antónii Adelaidzie Ferreira. Obecnie Quinta jest zarządzana przez João Ferreirę Alvaresa Ribeiro i Francisco Ferreirę, a głównym winemakerem jest Francisco Olazabal, który jest także właścicielem Quinty do Vale Meão.
Degustowane przez nas wino okazało się nieco nieokrzesane, niepoukładane w nosie. Dominowały aromaty ziół (esteva), czerwonych owoców, beczki, lekkiej mineralności. Natomiast na podniebieniu Quinta de Vallado 2005 Reserva wypadła znacznie lepiej, radując usta dobrą kwasowością, świeżością i przyzwoitym owocem. Mimo wszystko obecne na degustacji osoby, w tym niżej podpisany, miały nieco większe oczekiwania.

Z napięciem oczekiwałem kolejnej butelki, a mianowicie Quinty Vale Dona Maria 2005, pochodzącej z posiadłości o tej samej nazwie, należącej przez bodaj 200 lat do rodziny żony Cristiano Van Zellera, obecnego jej właściciela, ze względu na fakt, iż kolekcjonuję te flaszki począwszy od rocznika 2006 i do chwili obecnej jeszcze żadnej nie otworzyłem. „Marysia”, bo tak pieszczotliwie jest nazywana przez niektórych nad Wisłą, za młodu zwykła być winem dość zamkniętym i beczkowym, a dopiero z czasem przemienia się z nieponętnej larwy w pięknego motyla. Jak większość win z Douro, pochodzące z typowych dla tego regionu grona były ugniatane stopami w granitowych lagares, aby następnie poddać się fermentacji w oddzielnych kadziach i dojrzewać w pochodzących od różnych producentów beczkach z dębu francuskiego (70% nowych). Dywersyfikacja bednarzy jest także techniką stosowaną przez wspomnianego Jorge Moreira z Quinta de la Rosa i zapewne przez innych winemakerów. Choć jeszcze nieco alkoholowe, dzieło enolożki Sandry Tavares okazało się bardzo dobrze poukładane,

skoncentrowane, cieszące nos aromatami dojrzały czarnych i czerwonych owoców (malina), nutami wspomnianej wyżej estevy, łubkową mineralnością i doskonale wtopioną beczką. Na podniebieniu dominowała dobra kwasowość dzięki zastosowaniu „nożnej ekstrakcji” oraz eleganckie taniny. Finisz długi i mineralny. Moi zdaniem wino to jeszcze ma sporo lat życia przed sobą. Kilka dni później rozmawiałem z przyjacielem, który degustował Quintę Vale Dona Maria z roczników 2003, 2004, 2005 i 2006. Pierwszy z nich okazał się zdecydowanie najlepszy i mający jeszcze kilka lat przed sobą.

Kolejnym winem, które wypełniło nasze kieliszki była Quinta Vale Meão 2005. Położona w subregionie Douro Superior została nabyta przez wymienioną wyżej Donę Antónię Adelaidę Ferreira w 1877 r. Wino zdominowane przez Tourigę Nacional (65%) zdecydowanie różniło się od poprzednich za sprawą przede wszystkim terrorir (równy teren, mniej łupków, więcej granitu, gleb piaszczystych). W nosie bujność kontrolowana, sporo nut zielonego pieprzu i mineralnych, złożonych aromatów owocowych, trochę wędzonki, elegancji beczkowej w postaci nut tostowych i kawy. W ustach energetyczne dzięki wyraźnej kwasowości, sporo struktury, ułożonych tanin. Długi finisz.
Quinta do Crasto Touriga Nacional 2003 pochodzi ze starej posiadłości, wymienianej w dokumentach z 1615 r. Obecnie należy do Jorga Roquette i jego familii. Tradycyjnie wina pochodzące z tej quinty bliższe są w swej ekspresji Nowemu Światu niż Staremu Kontynentowi. Warto dodać, że enologiem w tej posiadłości był ongiś Australijczyk David Baverstock, który na początku lat 90 postawił na nogi posiadłość Quinta de la Rosa. Stąd też ten bizantyjski atak, dżemowy cios w nos, sporo też beczki. Mimo to wino absolutnie nie można powiedzieć, że wino nuży czy jest mdlące. W ustach pełne, głębokie, kwasowe, zakończone długim finiszem. Trzeba przyznać, że po dłużej chwili zasłona dżemowa opadła, beczka się nieco ulotniła dzięki temu wino zyskało na elegancji.

Quinta do Carmo 2000, sporządzone z szczepów Aragonês,Alicante Bouschet, Castelão, Trincadeira, Cabernet Sauvignon i Sirah i pochodzące z gorącego Alentejo, wino wydawało już mieć najlepsze chwile za sobą. Bukiet zdecydowanie ewoluowany, postępująca oksydacja, nuty karmelowe, itp. W ustach natomiast całkiem eleganckie mimo raczej niskiej kwasowości i zupełnie wtopionych garbników.
Ostatnim trunkiem jaki się raczyłem podczas tej znakomitej była Batuta 2001 od kontrowersyjnego charyzmatyka Dirka Niepoorta. Pomimo swych 11 lat wino nadal niezwykle świeże, mineralne i cechuje się doskonałą równowagą pomiędzy beczką i owocem w postaci nut jagód i jeżyn posypanych tradycyjnie estevą. Usta nadal młode, rześkie dzięki wysokiej kwasowości i energetycznym garbnikom. Finisz ad infinitum.
To była doprawdy dobra degustacja. Zwyciężyła chyba dość niespodziewanie Quinta de la Rosa Tinto Reserva 2007. Sam nań oddałem swój głos. Zastawiam się, czy ostatnie międzynarodowe i krajowe sukcesy tej posiadłości są znakiem nowych trendów w Douro czy też tylko incydentalnym wydarzeniem, chwilową eksplozją geniuszu Jorge Moreiry. Jak zareagują na to ambitni winemakerzy z Douro Boys? Tylko czas pokaże. Warto zatem żyć i czekać.

2 komentarze:

  1. ficou legal o pequeno Ksawery do lado das caixas de vinho.

    OdpowiedzUsuń
  2. eu também acho essa foto interessante. Ksawery no mundo do vinho.

    OdpowiedzUsuń