piątek, 30 sierpnia 2013

W poszukiwaniu ciszy i smaku

Do bistra/sklepu z serami i winem La Fromagerie przychodziłem niegdyś jak sumienny uczeń na lekcje, by uczestniczyć w kultowych warsztatach winno-serowych prowadzonych przez WB i MW. Od czasu do czasu wpadałem też po kawałek sera, pesto lub butelkę wina z niższej półki. Nie decydowałem się jednak by samemu, lub w gronie znajomych usiąść przy wysokim bufetowym stole, czy wygodnej, nasłonecznionej ławeczce na zewnątrz, zamówić kieliszek i coś do jedzenia. Odstraszały mnie skutecznie dość wygórowane ceny butelek, często dla mnie anonimowych, a bardzo nielicznie podstawowe etykiety dość szybko mi się sprzykrzyły.
Pewnego sobotniego, zimowego poranka w ubiegłym roku udałem się do La Fromagerie na śniadanie, tuż po okrutnym badaniu krwi w pobliskiej przychodni. Pamiętam, że zamówiłem serową kanapkę i kieliszek prosecco Brut Sestiere Castello 4357 co uwieczniłem wtedy na zdjęciu.

Nawiasem mówiąc fantastycznie połączenie, chyba nawet lepsze niż szampan z jajecznicą, znane mi z internetowych przekazów. Ale tego zimowego poranka urzekła mnie atmosfera miejsca, przesympatyczna obsługa, cisza podbita dźwiękiem subtelnej muzyki i fabryka koronek, której widok odkryłem na nowo.
Tak właśnie zaczęła się moja nowa przygoda z La Fromagerie. Niestety nie przychodzę tam na śniadania, ale bardzo często na 20 minut po pracy na garść suszonych pomidorów i kieliszek wspomnianego Castello 4357. To jest moja odrobina luksusu, chwila przed kolejnymi obowiązkami i zajęciami. Ciepłą porą zwykłem siadać na mojej ulubionej ławce przed sklepem cieszyć się słońcem.

Oczywiście La Fromagerie nie jest przestrzenią dla mizantropów, samotników dumających nad ekranem laptopa czy książką. W wolne weekendy wpadam tam z familią na apetyczne sałatki i świeże bagietki. Wypiekane na miejscu pieczywo jest chyba najlepsze w Warszawie, a preparowane zeń kanapki są niepowtarzalne. Ostatnio urządziłem tam kameralne zakładowe urodziny.
W La Fromagerie to nie tylko sery ale także inne delikatesy jak np. pyszne konfitury, makarony, kawa i różnego rodzaju kuchenne akcesoria.


Jest też szczypta dziegciu w beczce miodu, a mianowicie wina. Są bardzo drogie, nieznane dla przeciętnego konsumenta. Wiązałem spore nadzieje z sommelierem. Miejsce to ma ogromny potencjał pod tym względem. Liczyłem na bardziej rozbudowaną półkę etykiet w segmencie od 30 do 60 pln, interesujących flaszek nie tylko pasujących do sprzedawanych serów, kanapek czy sałatek, ale także na wynos. Kanapka z kieliszkiem wina w zestawie byłaby moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Niestety sommeliera już nie ma, ale pozostała nadal moja cisza, a także smaki i ulubione prosecco.