poniedziałek, 2 grudnia 2013

Meruge Branco 2010 DOC Douro

Po tę flaszkę sięgnąłem z pewną ciekawością, ale i bez większego przekonania. To tak jakbym szedł na film poważanego reżysera, którego obraz został poddany merytorycznej krytyce znanego recenzenta.
Meruge Branco próbowałem wcześniej podczas lutowej degustacji "The 1st Annual Tasting of Portuguese Wine". Wtedy to dość przypadkowo miałem okazję stać po drugiej stronie stołu i nalewać do kieliszków wina od Lavradores de Feitoria, marce dobrze znanej nie tylko braci blogerskiej, miłośnikom wina, ale także klientom poszukującym niskich cen na wszelkie dobra. Gadiva Tinto i Branco figurują na półkach luzytańskiego dyskontu od bodaj dwóch lat i zapewne niejednokrotnie ratowały weselne budżety. Przynajmniej jakiś czas temu było to solidne wina w bardzo przystępnej cenie. Nowszych roczników nie próbowałem.
Nawiasem mówiąc Lavradores de Feitoria to ciekawe winiarskie przedsięwzięcie powstałe w 2000 roku, skupiające 15 producentów, właścicieli 18 winnic rozrzuconych po 3 subregionach Douro (Baixo Corgo, Cima Corgo i Douro Superior). Niby kooperatywa, ale nie do końca, zbierająca dobre recenzje zarówno w portugalskiej jak i zagranicznej prasie specjalistycznej. Warto wspomnieć, że swój nos wtyka tam kardynał winiarstwa Douro Dirk Niepoort, dyrektorem wykonawczym, swoistą front woman, jest enolog Olga Martins, prywatnie żona wschodzącej gwiazdy winiarstwa Douro Jorge Moreiry (Quinta de la Rosa, Passagens), pomagająca mu w wolnych chwilach przy projekcie Poeira.
Pamiętam dobrze, iż w trakcie tamtej degustacji przede wszystkim to tańsze wina przypadły mi do gustu. Z gamy win Três Bagos wyjątkowo dobry był moim zdaniem kosztujący bodaj 6 euro Sauvignon Blanc 2011, niezwykle świeży, mineralny, “francuski”, wydawałoby się, że pochodzący z winnicy prowadzonej przez potomków zagubionego w Douro, a urodzonego nad Loarą żołnierza Armii Napoleońskiej. Droższe etykiety, takie jak Meruge, Grande Escolha czy Quinta da Costa das Aguaneiras, wydały się być jak dla mnie nieco przemodernizowane.
Doprawdy przez cały weekend Meruge Branco 2010, który wyszedł spod ręki enologa Paulo Ruão (dawniej pracował dla Ramos Pinto), nie przestawał mnie zaskakiwać. Od samego początku zadziwiał mnie swoją złożoną strukturą. W nosie wino niezwykle czyste, wypełnione subtelnymi nutami orzechów włoskich i laskowych, podparte niemalże niemą beczką, mineralne. W ustach natomiast dobrze zbudowane, harmonijne, pełne kwasowego nerwu, chłodnego jesiennego pejzażu w blasku słońca, orzechowe, zakończone długim finiszem. Byłem do tego stopnia pod wrażeniem tej butelki, iż korzystając z pięknej październikowej aury udałem się do ogródka i delektowałem się nią stojąc po kolona w kolorowych liściach. Następnego dnia lepsze, bardziej złożone. Cholernie dobre.
Warto dodać, iż kosztujące w Portugalii ok. 17 euro Meruge Branco 2010 (12,5%) jest winem w całości wykonanym ze szczepu Viosinho, pochodzącego z dwóch różnych winnic położonych w Vila Real i Sabrosa, starzonym w niewypalanych beczkach z dębu portugalskiego.
Zaczynam wierzyć, iż moja mała piwniczka ma właściwości magiczne:-). Różnica pomiędzy winem próbowanym podczas lutowej degustacji a opisywaną butelką jest co najmniej zastanawiająca. Cieszę, że pozostało mi kilka różnych flaszek od Lavradores de Feitoria, które tak jak Meruge Branco 2010 za jakiś czas, mam nadzieję, również bardzo pozytywnie mnie zaskoczą.