czwartek, 27 marca 2014

Luzytańskie szkice

Choć wiele wody upłynęło w Tagu od momentu zakończenia lutowej degustacji “2nd Annual Tasting of Portuguese Wines”, to postanowiłem do niej powrócić zainspirowany spotkaniem z fantastycznymi osobami z krajów portugalskojęzycznych na planie spotu reklamowego z Brazylią w tle. Dla uściślenia tylko dopowiem, że byłem jedynie konsultantem językowym.
Niestety, nie mogłem uczestniczyć w części komentowanej wspomnianej degustacji i nie miałem zielonego pojęcia ani o winiarzach ani o winach przez nich prezentowanych. Musiałem się zatem kierować nosem i wzrokiem. Stąd nieprzypadkowo sięgnąłem po 370 Léguas 2012 Douro DOC, wino zrobione w ramach ciekawego projektu winiarskiego Parras/Goanvi. Zwróciłem uwagę na nietypową etykietę ukazującą mapę Ameryki Południowej przedzielonej czerwoną linią demarkacyjną nawiązującą do Traktatu z Tordesillas, zawartego w 1494 r. przez władców Portugalii i Hiszpanii, dotyczącego podziału Nowego Świata. Z nazwą wina związana jest bardzo ciekawa historia, która miała ogromny wpływ na późniejsze dzieje Portugalii i Ameryki Południowej, a przede wszystkim Brazylii.

Mała powtórka z historii
Ze szkolnych lekcji wiemy, iż głównym celem Europejczyków późnego średniowiecza, a do tego rozpalającym ich wyobraźnię, było dotarcie drogą morską do Indii i uzyskanie dostępu do ogromnego bogactwa, jakim były wtedy przyprawy korzenne. Przepłynąwszy w 1492 r. Atlantyk Kolumb był przekonany, że dotarł do kontynentu azjatyckiego.
Portugalczycy, którzy kilkadziesiąt lat przed Hiszpanami rozpoczęli poszukiwania drogi morskiej do Indii, absolutnie nie chcieli zgodzić się na linię demarkacyjną ustanowioną rok później przez ówczesnego papieża, przebiegającą 100 lig morskich (léguas) na zachód od Azorów. Stąd też dążyli do bezpośrednich rozmów z Hiszpanami. W trakcie trudnych negocjacji zdołali przesunąć sporną linię o 370 lig morskich na zachód od Wysp Zielonego Przylądka, dzięki czemu nie odkryta jeszcze Brazylia przypadła Królestwu Portugalii. Do dziś spora część historyków uważa, że Portugalczycy dopłynęli do wybrzeży Ameryki Południowej jeszcze przed oficjalnym odkryciem Brazylii w 1500 r., bo kwestię przesunięcia linii demarkacyjnej stawiali na ostrzu noża. Tak jakby coś wiedzieli o jakimś nieznanym lądzie. Z odkrytych wcześniej Azorów mieli już rzut beretem do wybrzeży Ameryki. Może sztorm zagnał jakąś karawelę do wybrzeży Nowego Świata?

Kręcąc kieliszkiem wypełnionym 370 Léguas Douro DOC pomyślałem sobie, że tak na dobrą sprawę znajomość portugalskiego i mój wieloletni związek z szeroko pojętą kulturą luzytańską zawdzięczam pośrednio uporowi i zaangażowaniu ówczesnych władców Portugalii, bo, co tu nie mówić, fortuna sprawia, iż nauczyłem się tego języka w szkole brazylijskiej, a od wielu lat moja praca jest nierozerwalnie związana z Portugalią i Brazylią a nie z jednym z hiszpańskojęzycznych krajów Ameryki Południowej.
Kończąc jeszcze wątek odkryć geograficznych warto porównać ówczesną linię demarkacyjną z obecnymi granicami ogromnej Brazylii. Ale to już inna ciekawa historia.
W trakcie miłej pogawędki przedstawicielka firmy Parras/Goanvi wyjaśnia mi, iż 370 Léguas Douro jest winem przeznaczonym na ogromny rynek brazylijski, a docelowo dla nowoprzybyłych tam Portugalczyków, którzy w dobie kryzysu szukają lepszego życia w swoich dawnych koloniach. Mnie wino smakowało. Solidna portugalska robota wyrażona dobrym owocem posypanym estevą i podbitym mineralnością. Symboliczna nazwa butelki wzbudziła we mnie dozę melancholijnych uczuć. Może to nostalgiczne, sprzeczne w sobie „saudade”? Nieprzetłumaczalne na inne języki słowo, które jest emocjonalnym kręgosłupem portugalskojęzycznych krajów.
W dalszej części degustacji wróciłem jednak z obłoków na ziemię i spróbowałem wielu ciekawych, niekiedy doskonałych butelek. Tuż przed wyjściem zatrzymałem się przy stoisku winnicy Quinta do Cume (cume w języku polskim znaczy szczyt), niewielkiego, familijnego przedsięwzięcia usytuowanego w historycznej miejscowości Provesende (subregion Cima Corgo). Niezwykle energetyczna Senhora Cláudia, która wraz z mężem kardiochirurgiem prowadzi niewielką posiadłość, zaraziła mnie swym entuzjazmem, i pasją do win. Zwróciłem uwagę przede wszystkim na wina białe. Obydwa roczniki Quinta do Cume Branco Reserva 2011 i 2012 (13,5%) są bardzo mineralne, świeże, eleganckie, podbite minimalistyczną beczką, w ustach zrównoważone, kwasowe. Jednym słowem są to wina, które chce się pić i smakować.

Wina czerwone, odpowiednio Quinta do Cume Tinto Reserva 2011(14,5%) i Tinto Selection 2011 (14,5%), są przyzwoite, choć jak dla mnie zbyt bezpieczne, co dla wielu osób może być atutem. W sam raz do łączenia z cięższymi potrawami.

W 2nd Annual Tasting of Portuguese Wines uczestniczyłem por raz drugi. W ubiegłym roku, na prośbę jednej z portugalskich winnic, prezentowałem nawet wina, co opisałem w moim wcześniejszym poście. Lutowa degustacja była dla mnie wspaniałą okazją nie tylko do spróbowania „nowości” luzytańskich, ale także do ucięcia ciekawej pogawędki z winiarzami portugalskimi nie tylko o winach.

p.s. O portugalskiej karaweli załadowanej winem pisałem tu