czwartek, 12 marca 2015

Wina z Santa Terrinha

Lepiej późno niż wcale. Miałbym wyrzuty sumienia, gdyby na moim blogu bez echa pozostał 3th Annual Tasting of Portuguese Wines. W tej degustacji win portugalskich uczestniczyłem już po raz trzeci i zawsze jest do dla mnie szczególne wydarzenie. Przede wszystkim dlatego, że jestem niepoprawnym luzofilem i luzofonem, a wino portugalskie dla mnie to głównie specyficzne emocje. Może i dlatego tak a nie inaczej zatytułowałem swój post Santa Terrinha (święta mała ziemia) – tak właśnie Portugalczycy w Brazylii (lub przebywający dłużej zagranicą) mówią z rozrzewnieniem o swoim kraju.
Ponadto lutowa degustacja była pierwszą, w której brałem udział po kilkumiesięcznej przerwie. Toteż po tak długim czasie było mi bardzo miło zobaczyć dawno niewidzianych znajomych i wymienić z nimi uprzejmości przy kieliszku portugalskiego wina.
Specjalnie zwolniłem się nieco wcześniej z pracy, by jak najwcześniej dotrzeć na degustację. Obmyśliłem sobie ambitny plan polegający na spróbowaniu co najmniej znakomitej większości prezentowanych przez Portugalczyków win. Niestety, nic z tego nie wyszło, przez przedłużające się konwersacyjki z winiarzami luzytańskimi.
Degustację miałem zacząć od północnych regionów Portugalii, czyli od DOC Vinho Verde. Trafiłem całkiem nieźle, mógłbym powiedzieć, że upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu, gdyż działająca z powodzeniem od trzydziestu lat rodzinna firma Quinta das Arcas posiada swoje winnice na przeciwległych kresach niewielkiej Portugalii, czyli w DOC Alentejo e DOC Vinho Verde.
Arca Nova Loureiro 2013 całkiem poprawne, bezpretensjonalne wino, krótko mówiąc „wporzo”. Pochodzi z winnicy położonej na granitowo-łupkowym podłożu, charakteryzuje się niewylewnym bananowo-mangowym nosem posypanym kwiatem, arcyżywą kwasowością w ustach i długim finiszem.
Jestem świeżo po powrocie z Beskidu Żywieckiego i gdybym prowadził małe schronisko w górach, umęczonym wędrowcom serwowałbym takie wino wiaderkami.
Natomiast moment niepewnego wyczekiwania pojawił się, gdy nalewano mi do kieliszka Penedo Gordo 2013. Przy degustacji win czerwonych z Alentejo czuję się niczym saper. Ongiś skuszony ciekawą etykietą ze średniowieczną ilustracją z „Kronik Królewskich ”Fernão Lopes’a” nabyłem w osiedlowym sklepie nieszczęsną butelkę z tego regionu, przy której omal się nie udławiłem trocinami wtopionymi w materię. Z drugiej strony, doskonale przypominam sobie już odległą w czasie degustację win portugalskch w Krakowie, podczas której jako tłumacz przy Herdade de Malhadinha Nova byłem świadkiem ogromnego entuzjazmu winopijców próbujących butelkę opatrzoną etykietą z krówką narysowaną dziecięcą kreską.
Na szczęście Penedo Gordo 2013 nie tylko wychodzi obronną ręką, ale także zatrzymuje na dłużej.







Podchodząc do stolika opatrzonego tabliczką „Valle Pradinhos” niespodziewałem się, że będę miał do czynienia ze znanym w Portugalii winemakerem, Rui’em Cunha, udzielającym rad perspektywicznym posiadłościom luzytańskim. Ostatnio głośno było o jego współpracy w Quinta da Boa Vista (Douro) z enologiem Jean-Claude Berrouet, przez dekady pracującym w Chateau Petrus.
W winach z Valle Pradinhos, posiadłości leżącej w regionie Trás-os-Montes, czuć dobrą rękę doświadczonego winiarza, który potrafi umiejętnie wykorzystać siedlisko do robienia wyróżniających się win. Winnice położone są na granitowo-łupkowym podłożu i gliniastym podglebiu, na wysokości od 500 do 600m. Warto zwrócić uwagę, że obok rodzimych odmian winogron takich jak Malvasia Fina, Touriga Nacional, Tinta Roriz, Tinta Amarela winnice obsadzone są także szczepami międzynarodowymi: Gewürztraminer, Riesling i Cabernet Sauvignon.
Spróbowałem trzy świetnie skrojone wina:
Valle Pradinhos Branco 2014 (Riesling, Gewürztraminer, Malvasia Fina)
Valle Pradinhos Reserva Tinto 2011 (Touriga Nacional, Tinta Amarela i Cabernet Sauvignon)
Valle Pradinhos „Porta Velha” Tinto 2012 (Tinta Roriz, Tinta Amarela, Touriga Nacional).

Bez chwili zastanowienia mogę powiedzieć, że warto mieć te wina na sklepowej półce albo w domowej piwniczce. Zarówno nieco ekscentryczny Branco jak i przykuwające uwagę obydwa Tinto mają wspólny mianownik, a mianowicie świeżość, elegancję i subtelną mineralność.
Jakiż ten świat jest mały! Otóż podczas miłej pogawędki z panem Rui Cunha okazało się, że mamy wspólnego znajomego, portugalskiego enologa pracującego w brazylijskim Miolo Wine Group, Miguel’a Ângelo Vicente Almeida, z którym następnego dnia miałem przeprowadzić wywiad.

Degustację zakończyłem na rodzinnej posiadłości Quinta do Pinto (DOC Alenquer, region Lisboa, dawniej Estremadura). Bardzo miła i kompetentna Senhora Dora Esteves Martins przybliżyła mi historię firmy.
Już w wieku, XVIII za czasów panowania D. João V (1707-1750), mówiono że wina pochodzące z okolicznych winnic są warte więcej niż kilka Pinotos (złota moneta będąca wtedy w obiegu w Portugalii). Co więcej, apelacja DOC Alenquer uważana jest za najlepszą w całym regionie Lisboa. Należące do Quinty winnice obsadzone są zarówno tradycyjnymi portugalskimi odmianami winogron: Arinto, Fernão Pires, Antão Vaz, Touriga Nacional, Tinta Miúda e Castelão, Aragonez, Tinta Barroca i Alfrocheiro jak i zagranicznymi szczepami Syrah, Cabernet Sauvignon, Petit Verdot, Merlot, Marsanne, Roussanne, Viognier, Chardonnay i Sauvignon Blanc.
Vinhas do Lasso Branco 2013 i Vinhas do Lasso Tinto 2011 są winami zrobionymi tylko i wyłącznie z rodzimych odmian winogron. Białe jest świeże, kwasowe, mineralne, trochę zbyt alkoholowe w końcówce, a czerwone bardzo eleganckie, cieszące zmysły świetnie skrojonym owocem wtopionym w subtelną beczkę. Pani Martins podkreśliła, że do winifikacji win czerwonych stosowane są tylko i wyłącznie używane beczki z dębu francuskiego. O ile dobrze zanotowałem, to obydwa wina kosztują po 3,5 euro.
W Quinta do Pinto Estate Collecttion Tinto 2011 obok portugalskich szczepów pojawia się Syrah, dzięki któremu oczyma wyobraźni widzimy talerz świeżo zerwanych owoców jeżyny i czarnej porzeczki posypanych cienką warstwą białego pieprzu.
Na koniec Senhora Martins wlała mi do kieliszka arcycharakterną Quinta do Pinto Touriga Nacional 2011.
Cieszę się, że miałem okazję próbować win z tej posiadłości. Są dobrze zrobione, świeże, zrównoważone i, co ważne z punktu widzenia miłośnika wina, w dobrej cenie. Podobało mi się to, że przeznaczone do dłuższego starzenia, co podkreśla dewiza tej posiadłości: „A arte de saber esperar” – sztuką jest umieć czekać. Piękne, nieprawdaż?