wtorek, 23 czerwca 2015

II Zlot Blogosfery i takie tam

I zaczęło się katastrofalnie …. Już byłem gotowy do wyjścia, taksówka stała przed domem. Sięgając po Quintę de Seival Castas Portuguesas przeznaczoną na „afterzlot” u Mielżyńskiego strąciłem Troies Negre z DO Monsant, butelkę, którą wspomniałem w jednym z moich poprzednich wpisów. Na szczęście udało mi się złapać w locie mojego kota Pendolino, który chyżo zainteresował się czerwoną plamą na podłodze.

Na zlot udałem się raczej jako kronikarz, pamiętnikarz piszący do szuflady elektronicznej niż bloger, komunikator, edukator, krytyk, itp. Bycie blogerem z krwi i kości to ciężka i żmudna robota wymagająca czasu, którego obecnie niestety nie mam, poświęcenia bez reszty, wiedzy nie tylko o winie, ale także o współczesnych narzędziach marketingowych. Dlatego też podczas prelekcji na temat mediów społecznościowych siedziałem jak na tureckim kazaniu. Odkąd wylogowałem się rok temu z FB, nie jestem na bieżąco w tym temacie.
Miło było popatrzeć na młode osoby żywo interesujące się winem. „To wino jest starsze ode mnie” zauważyła dziewczyna siedząca obok mnie. To znak czasu, a może tylko przejściowa moda?
Tak naprawdę to czekałem na degustację starych butelek prowadzoną przez kardynałów polskiego dziennikarstwa winiarskiego Wojciecha Bońkowskiego i Sławomira Chrzczonowicza. Próbowanie z nimi win jest nie tylko fascynującym, unikatowym doznaniem, ale przede wszystkim źródłem bezcennej wiedzy. Ach, gdyby do tego duetu dołączył jeszcze kardynał Marek Bieńczyk ze swymi melancholijnymi konkluzjami. Degustowałbym jeszcze bliżej Absolutu.
Gdy na liście degustowanych win zobaczyłem Chateau Belgrave Haut-Medoc 2000 pomyślałem, że prowadzący znają moje najskrytsze marzenia.
Darzę wyjątkową atencją wina z tego zamku. Ongiś kupiłem za niewielkie pieniądze trzy butelki z rocznika 2001 w nieodżałowanym sklepiku zakładowym w Ambasadzie Wielkiej Brytanii. Pierwszą spróbowałem dwa lata temu i była nieskazitelna i niedościgła wśród innych wtedy degustowanych win. Drugą otworzyłem wczesną wiosną i zaleciało kiszoną kapustą, tak jak w przypadku degustowanej butelki z 2000. „To wada powstała podczas winifikacji wina” – podsumował Wojciech Bońkowski w krótkiej ze mną rozmowie. Wielka szkoda. Na szczęście została mi jeszcze jedna butelka z 2001.
Na koniec chciałbym podziękować Winicjatywie za zorganizowanie kolejnego zlotu blogerów winnych. Zastanawiam się, czy pomógł w integracji środowiska? Intuicja podpowiada mi, że raczej nie. Brak wspólnego zdjęcia (a takie było wykonane w ubiegłym roku) jest chyba tego symbolicznym dowodem. Może się mylę? Jakoś w ubiegłą sobotę nie chciało mi się rozmawiać na „branżowe tematy”. Po prostu nie ten dzień, nie ta godzina, za co przepraszam.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dom Vína

Kolejny długi weekend za zapasem. Winopijcom odprężającym się na pograniczu polsko-słowackim w okolicach Beskidu Żywieckiego polecam krótki wypad do ŽILINY, urokliwego miasta leżącego ok. 60 km od granicy RP. Podczas tegorocznej Wielkanocy natknąłem się na „Dom VÍna”, ciekawy i świetnie zaopatrzony sklep z winami słowackimi. Sympatyczna obsługa mówiąca biegle w języku Szekspira pomogła mi dokonać dobrego wyboru win od naszych sąsiadów.
Sugeruję nabyć butelki od „tradycjonalistów”, oferujących wina świeże, owocowe i sprężyste a nie od modernistów, przesadzających trochę z beczką.
Do sklepu mieszczącego się ul. Hviezdoslavova 8 bardzo łatwo jest trafić, gdyż znajduje się naprzeciwko dworca kolejowego.