poniedziałek, 30 listopada 2015

Niezarejestrowany wywiad, czyli o winach brazylijskich z portugalskim akcentem

“To niemożliwe” – jęknąłem po tym jak okazało się, że mój telefon nie zarejestrował wywiadu z portugalskim enologiem Miguel`em Ângelo Vicente Almeida pracującym dla brazylijskiego giganta winiarskiego Miolo Wine Group Vitivinicultura Ltda. Było mi naprawdę bardzo głupio, tym bardziej, że o rozmowę zabiegałem od bez mała dwóch miesięcy. Przeszkodą była nie li tylko spora różnica czasu, a przede wszystkim gorący okres winobrania w południowej Brazylii.
W tym okresie Miguel, niezwykle sympatyczny i skromny winemaker, był na nogach od świtu do nocy, oddając się bez reszty swojej robocie. Umawialiśmy się kilkakrotnie o różnych porach dnia i nocy na rozmowę przez skype`a i dopiero udało nam się spokojnie pogadać na Wielkanoc. Gdy ku mojej rozpaczy zorientowałem się, że rozmowa się nie nagrała postanowiłem zakopać głęboko w ziemi zamysł napisania artykułu uzupełnionego wywiadem na temat kilku butelek od Miolo, które degustowałem z przyjaciółmi zajmującymi się profesjonalnie winami. Nie miałem już odwagi poprosić o kolejną rozmowę…
Targany wyrzutami sumienia, poczuciem niedosytu postanowiłem wrócić do tematu. Zostały przecież zapiski pojedynczych słów, zdjęcia, a także siła pamięci.
Sześć win i feijoada

Na początku roku urządziłem w domu kameralną degustację win od Miolo. Z gigantami winiarskimi różnie bywa. Dlatego też z pewnym napięciem czekałem na opinię moich przyjaciół. Ja już od pewnego czasu znałem wina z południa Brazylii, a oni ledwo o nich słyszeli, dopiero co mieli przetrzeć nowe szlaki.
Nie będę opisywać wszystkich degustowanych win, ponieważ część moich notatek to zwykłe skróty myślowe, których dziś już nie potrafię w pełni rozszyfrować. Stosunkowo dobrze mam odmalowane wina musujące i białe, a przy czerwonych wkradł się miszmasz. Na wstępie tylko wyjaśnię, że wszystkie degustowane wina pochodziły z Rio Grande do Sul, najbardziej wysuniętego na południe brazylijskiego stanu, graniczącego z krajami winiarskimi jak Argentyna i Urugwaj. Oprócz Quinty de Seival Castas Portuguesas 2011, pochodzącej z regionu winiarskiego Campanha, pozostałe butelki wytwarzane są w regionie Serra Gaúcha. D.O to skrót od Denominação de Origem, ustanowionej niedawno pierwszej i póki co jedynej apelacji, obejmującej winnice znajdujące się w Vale dos Vinhedos. Dodam, że nieco niżej klasyfikowane są wina oznaczone skrótem IP – Indicação de Procedência – pochodzące z 5 regionów:
Vale dos Vinhedos (2002) – DO od 2012 – stan Rio Grande do Sul
IP Pinto Bandeira (2010) – stan Rio Grande do Sul
IP Altos Montes (2012) - stan Rio Grande do Sul
IP Monte Belo (2013) - stan Rio Grande do Sul
IP Vale da Uva Goethe (2013) – stan Santa Catarina
IP Farroupilha (2015) - stan Rio Grande do Sul
Na samym dole trójstopniowej klasyfikacji znajdują się wina stołowe, czyli vinhos de mesa. O ile w Europie Zachodniej apelacje chronią ogólnie rzecz ujmując reputację win z danego obszaru, o tyle w Brazylii promują przede wszystkim region.







Wróćmy jednak do głównego tematu. Rozpoczęliśmy nasze spotkanie od Brut Millésime 2011 (12,5%) wina musującego wykonanego metodą
szampańską ze szczepów Pinot Noir i Chardonnay. Wino zdecydowanie nam się podobało – subtelne, świeże, zrównoważone, zakończone długim finiszem. Myślę, że warto dodać, że w ubiegłym roku po degustacji w ciemno zostało uznane przez Stevena Spurrier’ a najlepszym winem musującym wyprodukowanym na półkuli południowej.

Następnie sięgnęliśmy po Cuvée Giuseppe Chardonnay D.O. 2012 (13,5%). Wino umiarkowanie nowoczesne, średnio zbudowane, wprawnie zrobione. W nosie dominowały nuty migdałowe, a także dojrzałych owoców tropikalnych posypanych szczyptą ziół. Natomiast podniebienie raczył atrakcyjny owoc podbity beczką. Na szczęście ożywcza, dobrze zarysowana kwaskowość zrównoważyła słodycz beczki. Niezła końcówka. Wino z potencjałem do starzenia.
O ile dobrze pamiętam najwięcej kontrowersji wzbudziły wśród nas wina czerwone, czyli Quinta do Seival Castas Portuguesas 2011 (14%), Merlot Terroir 2012 (14%), Cuvée Giuseppe Merlot/Cabernet Sauvignon D.O. (14%) Miolo Lote 43 2011 (14%)
Najogólniej rzecz ujmując nie były to wina mocarne, stereotypowo południowoamerykańskie, ale i szczodrości im też nie brakowało. Wszystkie były bardzo wprawnie zrobione, posiadały solidną strukturę, pozwalającą na dłuższe leżakowanie. Dobra kwasowość nadawała winom nerwu. Raczyły nos i podniebienie ładnym owocem, który w ustach w końcówce był niestety przerwany suchymi taninami.

Przy Quincie do Seival Castas Portuguesas 2011 (Touriga Nacional/ Tinta Roriz) zapisałem w skrócie:”Dão w nosie i Douro Superior na podniebieniu”.


Natomiast przy Miolo Lote 43 (Cabernet Sauvignon/Merlot) „bardzo dobre za ok. 5 lat. Gwoli ciekawości rocznik 2004 degustowany przeze mnie w 2012 r. należy do mojej świętej trójcy najlepszych win próbowanych w życiu.




Miguel, który wcześniej zdobywał swoje winiarskie szlify w Castelinho Vinhos do Douro e Porto, Herdade da Farizoa/Alentejo, Schneider Oenologie/Niemcy oraz Niepoort/Douro, powiedział, że coraz częściej sięga po beczki używane. Z drugiej strony ma twardy orzech do zgryzienia, gdyż w tropikalnej Brazylii ludzie preferują słodycz niż kwasowość. Wyjątkiem są Brazylijczycy zamieszkujący południowe rejony kraju, bardziej umiarkowane pod względem klimatu.

Aha, prawie zapomniałem. Po degustacji podałem najlepsze danie garnkowe świata, czyli brazylijską feijoadę.



Rio 2016
Olimpiada już za pasem. W Polsce wina brazylijskie są albo nieznane albo wręcz lekceważone. To spory błąd handlowy. W ubiegłym roku, między innymi za sprawą mistrzostw świata w piłce nożnej, eksport win brazylijskich wzrósł o ponad 76% w porównaniu z 2013 r. i wyniósł prawe 9, 5 mln dolarów.
Zatem, drogi importerze, otwórz się i otwieraj nam wines of Brazil . Czasu zostało już niewiele.