wtorek, 30 sierpnia 2016

Powrót Jej Wysokości?

„Cara Nord Blanc 2013 to zimna mizerykordia ze szlachetnej stali przeszywająca podniebienie przed ostatnim tchnieniem”. A co z rocznikami  2014 i 2015?
O górskich winach Cara Nord Blanc 2013 oraz Cara Nord Negre 2013, pochodzących z niewielkiej katalońskiej apelacji DO Conca de Barbera, pisałem w połowie ubiegłego roku. Cara Nord to całkiem nowy winiarski projekt prowadzony przez między innymi  Tomàsa Cusiné. Niezmordowany Don Ł. ze stołecznego El Catadora sprowadził w istocie niełatwe wina, które okazały się jednak niebywałym sukcesem. Cara Nord Blanc 2013 stała się szybko towarem reglamentowanych. Osobiście nabyłem wtedy jedną butelkę spod lady. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu rocznik 2014 okazał się bolesnym rozczarowaniem. „Cara Nord Blanc 2014: Z góry do doliny. Wino niestety uniwersalno-balkonowe” – odnotowałem 16.02.2016 w moim notatniku. Zamiast przenikliwej, wręcz metafizycznie zarysowanej kwasowości  miałem do czynienia z tacą wypełnioną tropikalnymi owocami wyjętymi z uszkodzonej lodówki. Nie chciało mi się wręcz o  nim pisać na moim blogu. Po prostu szkoda było czasu i atłasu. Dla winointernautów niezaznajomionych z tematem wyjaśnię tylko, że grona pochodzą z porozrzucanych na wysokości 800 m n.p.m. małych działkach porośniętych częściowo starymi krzewami winorośli. 
Butelkę z rocznika 2015 nabyłem tyleż z dozą nieufności, ileż bez większego przekonania. Na szczęście nie było źle. Choć w moim odczuciu wino Cara Nord Blanc 2015  nie było tak   terroiristyczne jak w roczniku 2013, to zarówno w nosie jak i na podniebieniu powiało rześkim chłodem z Sierra de Prades.
Jak to jest z tymi winami zastanawiałem się w rozmowie z Don. Ł. Dlaczego rocznik 2013 tak kosmicznie różnił się od 2014. Pogoda, a może uważna lektura badań preferencji konsumenckich, albo winemaker spieprzył robotę i nie chce się to tego przyznać? Wydało nam się, że wszystko po trochu. Na szczęście w roczniku 2015 wahadło wraca do pionu.  
Sierra de Prades  © Piotr Wołkowski

niedziela, 14 sierpnia 2016

Quinta da Costa das Aguaneiras 2008 Lavradores de Feitoria – komentarz enologa Paulo Ruão


W Prusiech

Wakacje, wakacje i po wakacjach. W tym roku postanowiłem zostać profanatorem i nie wsadziłem do bagażnika kieliszków i kilku butelek win. W Prusiech, miast szukać wysublimowanego połączenia do rybek z jeziora, odprężałem się racząc się piwem pod sklepikami. Owszem, początkowo trapiły mnie z tego powodu wyrzuty sumienia, które jednak szybko ustąpiły miejsca radości płynącej z klasycznego slow broffu.

Póki co, tyle o piwie, religii nie zmieniłem, czas przejść do win portugalskich. Muszę przyznać, że zastanawiałem się, czy po zwycięskim golu Eder'a Portugalczycy sięgnęli po swoje najdostojniejsze butelki trzymane w najgłębszych zakamarkach swoich piwniczek? I ja też ucieszyłem się, że Portugalia wreszcie zdobyła tak upragnione mistrzostwo. Wysłałem gratulacje również i do znajomych winiarzy luzytańskich. Wszyscy tryskali humorami, w tym Paulo Ruão, architekt win w kooperatywie Lavradores de Feitoria.
Paulo Ruão
W korespondencji mailowej płynnie przeszliśmy od futbolu do wina. Interesowała mnie jego opinia na temat „burgundyzacji” dourowskich win czerwonych. Okazało się, iż Paulo Ruão ma zbieżną opinię z Tiago Sampaio z posiadłości Folias de Baco. Jego zdaniem nowa tendencja zakorzeni się w regionie Douro, choć nadal będą robione wina dobrze zbudowane i złożone, wychodzące spod ręki tych winemakerów, którzy postawili na butelki przeznaczone do długoletniego starzenia, tak jak jest to w przypadku większości win porto. Wraz z nową generacją dourowskich enologów, uważnie przypatrujących się nowinkom technicznym i zmianom upodobań konsumenckich, czerwone wina, najogólniej mówiąc, będą bardziej eleganckie, świeższe, aromatyczniejsze i mniej taniczne. Jednocześnie zachowają typowe dla siebie cechy, czyli dojrzały owoc, taniny, choć nieco bardziej zeszlifowane. Wydaje się, że będą to wina raczej średnio zbudowane. Co ważne, nadal będą się dobrze starzeć w butelce. Paulo Ruão podkreślił, że mamy do czynienia z nowym etapem ewolucji win czerwonych w tym regionie. Z porównaniem wielowiekową tradycją produkcji porto to dopiero początek...
 Przy okazji podzieliłem się moimi uwagami dotyczącymi otwartej nieco wcześniej Quinta da Costa das Aguaneiras 2008 (14%, ok. 17 euro). Butelka przeleżała u mnie w stosunkowo dobrych warunkach 4 lata. W kupażu dominuje touriga national (80%), tinta roriz (10%), i pozostałe szczepy (10%). Winifikacja odbyła się tradycyjna w otwartych granitowych kadziach (lagares).
Lagares w Lavradores de Feitoria
Wino starzone było w używanych i nowych beczkach z dębu francuskiego. Paulo Ruão zwrócił uwagę, że winogrona pochodzą z winnic położonych na wysokości 200 m. n.p.m. na prawym brzegu rzeki Douro. To wręcz niesamowite jak dłuto czasu przepięknie ukształtowało to wino, które jeszcze cztery lata temu jawiło się niczym kanciasta bryła kamienia. Nos wielowymiarowy i nadal świeży, wiśnie, dojrzałe śliwki i leśne owoce posypane kwiatami i suchymi ziołami na dnie opakowania po dobrej czekoladzie. Beczka zegarmistrzowsko wtopiona. Usta dość obfite, wypełnione dojrzałym i jednocześnie świeżym owocem, zrównoważone, o solidnej strukturze i gładkiej teksturze. Długi posmak. Jest to pierwsza z trzech butelek jakie jeszcze posiadam.  Może kolejną otworzę, gdy Portugalia zdobędzie mistrzostwo świata w piłce nożnej...Paulo Ruão napisał, że niedawno próbował rocznik 2005 i był „óptimo”.
 

Powoli kończę cykl postów na temat starszych roczników win od Lavradores de Feitoria. Pozostała mi jeszcze jedna, moim zdaniem, wybitna jak się kilka dni temu okazało etykieta z rocznika 2008. Mam nadzieję, że moimi wrażeniami wzbogaconymi komentarzem Paulo Ruão podzielę się pod koniec przyszłego tygodnia. Warto uzbroić się w cierpliwość… 

Lavradores de Feitoria - Douro