piątek, 28 kwietnia 2017

Notatki z Luzytanii cz.II

Po czterech dniach spędzonych w słonecznej Lizbonie pojechaliśmy pociągiem do Porto. Tuż przed odjazdem wpadłem do antykwariatu na stacji Santa Apolonia i nabyłem książkowe perełki za dosłownie parę euro. Wydawane co rok przewodniki winiarskie pióra João Paulo Martins, nawet i te stare, to kopalnia wiedzy. Oprócz notek degustacyjnych, świetnie ilustrują zmiany zachodzące w winiarstwie portugalskim na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat
© Piotr Wołkowski
Popołudniową porą głodni i zmęczeni podróżą udaliśmy się nad brzeg Douro, gdzie w gąszczu głośnych turystycznych restauracyjek szukaliśmy czegoś spokojniejszego. Byliśmy przecież z małymi dzieciakami. Nieprzypadkowo wszedłem do Jimão Tapas e Vinho schowanej nieco na uboczu Praça da Ribeira. Ta turystyczna acz ambitna restauracyjka prowadzona jest przez elegancką panią mówiącą po portugalsku z silnym kastylijskim akcentem. Do zamówionych lekkich dań zaproponowała Quintę de Boeira 2015 ze świetnie zarysowaną kwasowością, a do kawy nieznane mi wcześniej porto Andresen Special Reserve Ruby.

© Piotr Wołkowski
Douro
Pojechałem tam sam. Miałem niemalże cały dzień, by odwiedzić znajomych winiarzy i osobiście im podziękować za bezcenną pomoc przy pisaniu moich postów. Dla winopijców pragnących na własną rękę zobaczyć ten górzysty region radzę wynająć małe, zwinne auto. Douro to niekiedy wąskie, kręte dróżki, a słaby zasięg zakłóca pracę wszelkich elektronicznych map. Łatwo jest tam zabłądzić. Stąd też nie bez problemów dotarłem do posiadłości Quinta da Barca w Vila Marim.
Justinę Teixeirę, dyrektorkę ds. sprzedaży oraz córkę właścicielki posiadłości, poznałem w ubiegłym roku podczas wydarzenia Flavours of Portugal. Rozmawialiśmy na tarasie domu, z którego roztaczał się malowniczy widok na winnice i meandrującą rzekę Douro. Co ciekawe, posiadłość leży w granicach apelacji wytyczonej jeszcze za czasu Marquiza de Pombal w połowie XVIII w.
Nazwa win – BUSTO (popiersie) widniejące w artystycznej formie na etykietach butelek jest hołdem dla tego portugalskiego męża stanu. Rodzina Justiny przejęła posiadłość prawie dwie dekady temu. Wina powstają z młodych, ponad dziesięcioletnich winorośli (ok. 12 hektarów) . Obecnie szkicowane są plany na przyszłość. Rozważa się produkcję win porto, co pociąga za sobą konieczność rozbudowy winiarni. Niestety nie mogłem degustować, gdyż prowadziłem auto. Skusiłem się jedynie na łyczek świeżego, aromatycznego Busto Moscatel Galego 2016. O pozostałych winach pisałem już w ubiegłym roku.
Quinta da Barca robi wina nieco bardziej zaokrąglone, przystojniejsze i przyjemniejsze do picia za młodu. Jest to stosunkowo nowa tendencja, która zarysowuje się od niedawna w Douro. Ten i ubiegły rok był bardzo dobry dla Justiny i jej rodziny. Wina zostały wyróżnione w kilku krajach europejskich w tym w Polsce
© Piotr Wołkowski
Z Quinty da Barca pognałem na łeb i szyję do garażowego producenta Folias de Baco.
Po drodze mijałem wręcz metafizyczne krajobrazy, historyczne winnice należące do znakomitych domów winiarskich komponujących nieśmiertelne wina porto. Dojechałem do otoczonej winnicami malutkiej miejscowości Sanfins do Douro, gdzie według źródeł miał się urodzić w XVI w. Manuel de Nóbra, założyciel miasta São Paulo w Brazylii. Nieopodal kościoła czekał na mnie Tiago Sampaio. Jego garażowa winiarnia mieści przy Rua do Cemitério Velho. Tiago to człowiek orkiestra. Jest rolnikiem, winoogrodnikiem, enologiem, restauratorem i handlowcem. Z entuzjazmem opowiadał o swoich winach i eksperymentach winiarskich. Pierwszy raz w życiu próbowałem Loureiro pobranego z beczki zrobionej z portugalskiego kasztanowca, który, w moim odczuciu, wypadł znacznie ciekawiej od starzonego w beczce z dębu francuskiego.
W zeszłym roku Tiago zaskoczył mnie również w Warszawie nalewając mi wtedy do kieliszka niebanalnego pinot noir czy Uivo Renegado Vinhas Velhas (11%), prawino z regionu Douro zrobione z czerwonych i białych odmian winorośli.
Niestety i tam nie zabawiłem długo. Czas naglił i ruszyłem do Sabroiera, by odwiedzić Luizę Borges która z powodzeniem prowadzi znaną firmę Vieira de Sousa. Poznałem ją pod koniec ubiegłego roku w Krakowie podczas EnoExpo. Wraz z mężem pracującym w Instituto dos Vinhos do Porto e Douro, wyjaśniła mi wtedy wiele kwestii związanych z produkcją win porto. Luiza Borges należy do młodej generacji dourowkich winemakerek. Wydaje się, że ogromny talent odziedziczyła po krewnych. Jest kuzynką enologa Jorge Serôdio Borges’a ( Pintas i Quinta da Manoella) i Margaridy Serôdio Borges, enolożki i właścicieli Quinta do Fojo. Promotorem jej pracy dyplomowej był António Magalhães z Quinty de Santo António należącej do Taylor`s. W Krakowie próbowałem jej win porto, które charakteryzowały się elegancją i subtelnością. Porto Vieira de Sousa Vintage 2009 otworzę na 25 urodziny mojego 5 letniego synka. Zawsze powtarzam, że sztuką jest potrafić czekać...
Wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy, by dotrzeć do Lavradores de Feitoria. W ubiegłym roku uważnie się przyglądałem ich winom przeznaczonym do dłuższego starzenia.
Pod nieobecność głównego enologa Paulo Ruão rozmawiałem z jego kolegą z pracy enologiem Raulem Pereira. Nastały bardzo dobre czasy dla firmy. Na początku roku redaktorzy Wine Spectator’a wpisali Lavradores de Feitoria na prestiżową listę „30 Wineries to Discover”. Wreszcie ktoś docenił moje ochy i achy! Z drugiej strony, bardzo żałuję, że tylko podstawowe butelki od Lavradores de Feitoria są znane szerzej w Polsce za sprawą Biedronki.
Meruge Tinto, Quinta da Costa das Aguaneiras, Três Bagos Grande Escolha, czy Meruge Branco zdecydowanie powinny zasługiwać na więcej uwagi.
Przed piątą byłem już w drodze do Porto. Musiałem się spieszyć, by oddać na czas auto. Czułem się spełniony. Zobaczyłem nieznany mi dotąd świat. Douro to przede wszystkim dla mnie ponad 300 lat historii wina porto, ale także odwieczny, i niestety często śmiertelny pojedynek człowieka z Naturą, którego trud i poświecenie odzwierciedlają stare kamienne tarasy na stromych zboczach doliny rzeki Douro.

© Piotr Wołkowski

P.S.
Podróżowałem na własny koszt.
Wina od Folias de Baco można nabyć we wrocławskiej Taszce.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Notatki z Luzytanii cz.1

Za oknem zimno, buro i ponuro. Wciąż do mnie nie dociera, że jeszcze przedwczoraj patrzyłem z oddali na czerwone dachy domów winiarskich w Vila Nova de Gaia. Sandeman, Graham’s, Barros i wiele innych. Taki widok pobudza wyobraźnię każdego portopijcy.
Do Portugalii pojechałem z rodzinką i znajomymi, by zaznać odrobinę świętego spokoju, naładować wreszcie baterie, patrząc na odbijające blask promieni słonecznych wody Douro i Tagu. Nadwiślańskie plaże wczesną wiosną świecą jeszcze pustkami i emanują pozimową melancholią, co dobrze mnie nie nastraja. Korzystając z okazji chciałem też odwiedzić znajomych winiarzy w Douro, którzy przez cały ubiegły rok dostarczali mi cennych informacji do moich postów.
Zacznijmy jednak po kolei.
Zamek São Jorge i wino
Udając się na zbudowany przez Maurów średniowieczny zamek chciałem w istocie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli pokazać cenny zabytek z pięknym widokiem na miasto i pogadać o winie. Nieopodal stacji metra Baixa-Chiado zawiodła mnie jednak pamięć i musiałem zapytać się o drogę. Rzecz jasna, najlepiej zasięgnąć języka w najbliższym wine barze. Nova-Wine Bar mieści się w dzielnicy Chiado przy Rua Nova da Almada 20. Wnętrze jest nowocześnie zaaranżowane przez dobrego architekta. Można wpaść tam na kieliszek wina przy talerzu pełnym petiscos albo zabrać flaszkę do domowych pieleszy.
O przytulnym Wine Bar do Castelo mieszczącym się przed bramą zamku dowiedziałem się z artykułu Ewy Rybak, która w Magazynie Wino (nr3/2014) oprowadziła czytelników po najciekawszych tego typu miejscach w Lizbonie. To był rzeczywiście strzał w dziesiątkę.
Nuno Santos, menadżer i współwłaściciel okazał się rzeczywiście świetnym znawcą luzytańskich win i opowiadał o nich z pasją i polotem. Za słowami szły i kieliszki. Spróbowałem leciwego acz wciąż bardzo świeżego Lavradores de Feitoria Três Bagos Sauvignon Blanc 2008, na którego zwróciłem uwagę kilka lat temu w Warszawie. Z kolei znakomita winiarska Bairrada to nie tylko Luis Pato, czy też jego niezwykle zdolna córka Filipa, ale także nieznany mi wcześniej butikowy producent Carvalheira Criadores de Vinhos.
Ante Aequinoctium Grande Reserva 2014, kupaż bical, arinto, chardonnay oraz marii gomes, to zdecydowanie wino z wyższej półki. Pachnie subtelnie skórkami cytryny i kwaśnymi jabłkami muśniętymi beczką. Ponoć José Carvalheira robi najlepsze wina musujące w Portugalii.
Natomiast Terroir Vinho Branco Velho Mundo XIV jest kolejną odsłoną portugalskiego winiarskiego offu. To prawdziwy mineralny cios. Zostałem ostatecznie zniesiony z ringu, gdy Nuno oznajmił mi, że mam do czynienia z winem stołowym skrojonym przez parę enologów, Luizę Regueiro i Paulo Rodrigues’a, z owoców winogron pochodzących z apelacji Vinho Verde DOC i Douro DOC.
Na pożegnanie Nuno poczęstował mnie J.W Burmester Vinho do Porto Colheita 1958

to be continued