czwartek, 13 lipca 2017

Tejo zobowiązuje

Niektórych degustacji nie sposób zostawić na pastwę zapomnienia. Do takich w moim odczuciu można zaliczyć kwietniowe wydarzenie „Spotkania z Tejo”. O winach z tego regionu pisałem obszernie w ubiegłym roku. Stwierdziłem wtedy, że mają one coś z serdeczności, ujmującej szczerości, co nie umniejsza im rzecz jasna należnej powagi. Tejo (dawniej Ribatejo) to nie jakieś zadupie, odległa prowincja, ale historyczna kraina, stary region winiarski leżący w sercu Portugalii, gniazdo wielu znakomitych rodów luzytańskich, nierozerwalnie związanych z historią tego niewielkiego kraju.
Obiektywnie rzecz biorąc Tejo jako region winiarski zmienia się w dobrym tego słowa znaczeniu. Aby nie być gołosłownym sięgnąłem do źródeł. Wydawane nieprzerwanie od 20 lat przewodniki „Vinhos de Portugal” pióra João Paulo Martins są ogromną kopalnią wiedzy o winach portugalskich tudzież o regionach winiarskich. Moją nieskrywaną ambicją kolekcjonerską jest zgromadzenie wszystkich wydań. W domu mam już ich kilka. W milenijnym wydaniu z 2000 roku autor niezbyt pochlebnie wypowiadał się na temat win z Tejo (wtedy jeszcze Ribatejo), twierdząc przewrotnie, że ocenione przez niego butelki pozostawiły w ustach smak goryczy. Szczególnie mocno dostało się jednoszczepowym winom białym zrobionym z fernão pires. João Paulo Martins wytknął im brak struktury wystarczającej do przetrzymania w butelce choćby 12 miesięcy. Na szczęście nieco łagodniej obszedł się z winami czerwonymi, ale i tak widział przyszłość regionu w ciemnych barwach. Natomiast światełko w tunelu pojawiło się we wstępniaku do win z Tejo w „Vinhos de Portugal 2002”. Wtedy zdaniem João Paulo Martinsa jakość win nieco się poprawiła, a w regionie wreszcie pojawił się twórczy ferment. W kolejnym przewodniku „Vinhos de Portugal 2010” przeczytałem, że trwały już intensywne prace nad zmianą nazwy regionu z Ribatejo na Tejo. To wynik badań marketingowych. Stara nazwa kojarzyła się bowiem z kiepskiej jakości winami sprzedawanymi luzem. Ponadto autor odnotował powstanie nowego producenta – Quinta de Cadouços – który wypuścił wtedy na rynek kilka dobrych win. Niestety nadal narzekał na wina białe, zwróciwszy uwagę, że większość bieli z rocznika 2007 była już mocno utleniona. Kilka lat później sprawy miały się już całkiem dobrze. We wstępie do rozdziału poświęconemu winom z Tejo z 2014 roku, João Paulo Martins napisał, że produkcja całkiem już przyzwoitych win spoczywała na dwóch głównych filarach. Pierwszy to dwie duże kooperatywy, Almerim i Cartaxo, a drugi – tak zwane „posiadłości historyczne”, wśród których wymienił Casa Cadaval, Alorna, Lagoalva, Casal da Colheira, Fiuza i Companhia das Lezirias. Tę ostatnią wyróżnił za doskonałe wina z późnego zbioru – Colheita Tardia. Zwróciłem także uwagę, że autor przewodnika w końcu pochwalił winiarzy z Tejo za wina jednoszczepowe zrobione z flagowego fernão pires. Wystawił też wysoką notę za działania marketingowe prowadzone w szczególności zagranicą. Natomiast w „Vinhos de Portugal 2015”, João Paulo Martins przestrzegał winiarzy teżańskich przed zgubnym poczuciem stabilizacji. Doskonała relacja ceny do jakości nie mogła być zdaniem portugalskiego krytyka jedynym punktem odniesienia dla regionu. Uważał nawet, że wina są zbyt tanie, co może być w przyszłości przeciw skuteczne. „Vinhos de Portugal 2016” jest dwudziestym drugim i zarazem ostaniem wydaniem przewodnika po winach portugalskich. Komentarz do win Tejo w istocie nie różnił się zbytnio od poprzedniego. Nowością natomiast była informacja o doskonałych winach wzmacnianych wyprodukowanych przez Quintę de Lagoalva de Cima.
Kwietniowe spotkanie z winami z Tejo rozpocząłem od udziału w ciekawym Masterclass prowadzonym przez Tomasza Koleckiego, ale prawdziwą radość sprawiły mi rozmowy z winiarzami, tym bardziej, że większość z nich poznałem już od ubiegłego roku.
Szczęśliwym trafem degustację zacząłem od wyżej wymienionej posiadłości. Tak jak w ubiegłym roku enolog Pedro Pinhão nalewał wina do kieliszków. Poprosiłem o Quintę da Lagoalva Rosé 2016 (12%), gdyż wcześniejszy rocznik zapadł mi w pamięć. I tym razem absolutnie się nie zawiodłem. Z kieliszka unosiły się ładnie ułożone nuty poziomek i truskawek wyjętych chłodnej piwnicy. Usta owocowe, lekkie, chrupkie, podkreślone wyraźną kwasowością. Natomiast wino Quinta da Lagoalva Alfrocheiro Grande Escolha 2011 wzbudził sporo emocji wśród degustujących osób podczas wspomnianego Masterclass. Zdaniem winiarzy portugalskich alfrocheiro nie jest łatwym szczepem w uprawie. Ponoć najlepsze dla siebie siedliska znalazł w Dão, ale najbardziej doceniany jest na południu Portugalii ze względu na kwasowość, dzięki wtórej wina zyskują niezbędnej świeżości. Alfrocheiro Grande Escolha 2011 to poważne, dobrze już ułożone wino. Nos elegancki, owocowy, z wyczuwalnymi nutami tytoniu i drobno pokruszonej czekolady. Usta przystojne, mówiące półgłosem, zaokrąglone, miękkie, dopięte kwasowością. Świetna robota enologa.
Miłą pogawędkę uciąłem sobie z Marianą Cândido z Quinty da Ribeirinha, która nie kryła zadowolenia z faktu współpracy z City Wines. Z przyjemnością raczyłem się dojrzewającym na osadzie Vale dos Lobos Reserva Branco 2011, a przede wszystkim poczułem spore emocje przy Vale de Lobos José e Violante Grande Escolha 2013. W ataku nuty ziemiste, mineralne, wyraźne akcenty śliwkowego likieru posypanego przyprawami. Beczka idealnie wtopiona. Usta treściwe, potoczyste, zaokrąglone, z kwasowym nerwem, zakończone długim finisze. Pomimo sporego alkoholu, 14,5% wino nie męczyło, wydawało się świeże, wręcz idealne do suto zastawionego stołu.
Reprezentująca grupę Enoport United Wines Cecila Michelli, Brazylijka mieszkająca w Portugalii od wielu lat, poczęstowała mnie kieliszkiem Quinty de S. João Batista Cabernet Sauvignon, Touriga Nacional 2012. Wino podobne w stylu, acz nieco lżejsze. Sporo nut leśnych owoców, porzeczek pokrytych płatkami kwiatów. Na podniebieniu dobrze zbudowane, owocowe, z wygładzonymi taninami.
Tata z córką reprezentowali z kolei rodzinną posiadłość Casal da Coelheira. Już podczas Masterclass zwróciłem uwagę na świeży, elegancki i zrównoważony Casal da Coelheira Reserva zrobiony z arinto i chardonnay. Również dobre wrażenie wywarł na mnie Casal da Coelheira Branco 2015, będący kupażem fernão pires, arinto e verdelho. Ten ostatni szczep nadał winu większej głębi aromatycznej.
João M. Barbosa to ciekawy producent. Oprócz posiadłości w Tejo robi także wina w Alentejo. Ninfa Rosé 2015 to świeże, eleganckie różowe wino zrobione ze szczepów aragonêz 50% i alfrocheiro 50%, idealne do lekkich ryb. Długo delektowałem się winem Ninfa Escolha 2011 (touriga nacional, alfrocheiro, aragonêz ), uwodzącym nutami dojrzałych owoców, eukaliptusa ziół oraz ładnie już ułożoną beczką. Usta średnio zbudowane, taniny wciąż zadziorne, kwasowość wysoka. To wino dzięki dobrej strukturze ma jeszcze przed sobą sporo życia.
Quinta da Badula to nowy projekt winiarski. Pierwsze wina pojawiły się na rynku w 2012 i od razu zrobiło się o nich głośno. Zwróciłem uwagę przede wszystkim na Quinta da Badula Tinto Reserva 2012. Wino skoncentrowane, dobrze zbudowane i idealnie zrównoważone, pachnące ciemną czekoladą i dojrzałym owocami. Usta wielowymiarowe, dobrze przemyślane, zakończone długim finiszem.
Fiuza & Bright to luzytańsko-australijskie przedsięwzięcie, które w dwóch posiadłościach, Quinta da Requeixada i Quinta da Granja, robi wina zarówno z portugalskich jaki i międzynarodowych szczepów winorośli.
Touriga Nacinal 2015 z w porównaniu z rocznikiem wydaje mi się nieco lżejsza, mniej skoncentrowana, bardziej portugalska niż australijska.







Wydaję mi się, iż można powiedzieć bez słowa przesady, że ciągu ostatnich dwóch dekad region Tejo wykonał gigantyczną pracę. To nie była droga na skróty, a metodyczna, konsekwentna i dobrze przemyślana portugalska robota. Stąd też wyrazu szacunku dla winiarzy i osób odpowiedzialnych za przemiany w tym regionie. Moim zdaniem region winiarski Tejo nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Czy powstanie kiedyś teżańska Barca Velha? Czas pokaże...


niedziela, 2 lipca 2017

To se vrati!

Pragę odwiedziłem dopiero pierwszy raz, nie licząc przejazdu po obrzeżach miasta dawno temu. Coś jednak w tym jest, gdyż okazuje się, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Owszem, byłem na Morawach. Ba! Nawet ukończyłem tam kurs winiarski, ale to już inna historia.
W mojej wyobraźni Praga to wytrawny dialog wieków i epok, które zostawiły tam trwałe pozostałości w postaci niezwykle złożonej architektury, ale także szept przedmiotów codziennego użytku spoglądających zza witryn licznych sklepów z antykami. Dlatego też od pierwszej chwili miasto mnie zaczarowało.
M. to mój kolega z pracy i przewodnik po Pradze. Byliśmy w stolicy Czech służbowo. Zna mnie chyba jak własną kieszeń. Wie, do czego mam słabość...
Na rogu ulicy Dlouhá i Benediktskej zakończyliśmy szybkie zwiedzanie Starego Miasta. To tam właśnie nie mogłem oderwać wzroku od modernistycznych kamienic z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Na szczęście tylko przez chwilę stałem plecami do zamkniętego już sklepu Antik v Dlouhé. Zobaczywszy wiszące zegary w stylu art-deco wiedziałem, że będę z powrotem następnego dnia...
Ulica Dlouhá to także stosunkowo nowe i modne zagłębie kulinarne na Starym Mieście. Zamierzaliśmy uwieńczyć długą podróż autem butelką wina morawskiego. Wpadliśmy do La Bottegi Bistroteki. W środku nowocześnie, ale przyjemnie. Win morawskich nie było, tylko same italskie. Wypiliśmy po kieliszku prosseco i wyszliśmy ukłoniwszy się sympatycznemu kelnerowi. Chwilę później zaintrygowały mnie modernistyczne żyrandole w pasażu handlowym w Pałacu Dlouhá. Weszliśmy do środka. Tu i ówdzie napotkaliśmy modne sklepy z ubraniami, butiki z mięsnymi frykasami i pieczywem oraz niewielkie wine bary, które nie były do końca tym czego szukaliśmy. Poszliśmy dalej. Dosłownie pięć minut później zobaczyliśmy w głębi bramy kamienicy cudowny neon.
Wine bar Bokovka (Bezdroża) tonął ciemnościach płomieni świec i oszczędnych żarówek. Co ciekawe, wina białe i czerwone na kieliszki stały w metalowych balijkach z lodem wmontowanych w drewniany bar. Spory wybór flaszek morawskich i zagranicznych. Bardzo mi przypadła do gustu firmowa Bokovka Cabernet Sauvignon & Merlot. Zabrałem też trzy butelki do Warszawy, w tym znane mi wino od Jana Stavka, który prowadził wspomniany kurs winiarski.
Powrót do hotelu późną praską nocą był metafizyczną podróżą w tunelu czasu, w szczególności, gdy przechodziliśmy obok domu Franza Kafki.
A następnego dnia rozmawiałem służbowo z Czeszką po portugalsku... Po czym wróciłem, aby nabyć stary zegar.
Myślę już o powrocie do Pragi. Podróż życia może odbyć całkiem niedaleko.