niedziela, 2 lipca 2017

To se vrati!

Pragę odwiedziłem dopiero pierwszy raz, nie licząc przejazdu po obrzeżach miasta dawno temu. Coś jednak w tym jest, gdyż okazuje się, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Owszem, byłem na Morawach. Ba! Nawet ukończyłem tam kurs winiarski, ale to już inna historia.
W mojej wyobraźni Praga to wytrawny dialog wieków i epok, które zostawiły tam trwałe pozostałości w postaci niezwykle złożonej architektury, ale także szept przedmiotów codziennego użytku spoglądających zza witryn licznych sklepów z antykami. Dlatego też od pierwszej chwili miasto mnie zaczarowało.
M. to mój kolega z pracy i przewodnik po Pradze. Byliśmy w stolicy Czech służbowo. Zna mnie chyba jak własną kieszeń. Wie, do czego mam słabość...
Na rogu ulicy Dlouhá i Benediktskej zakończyliśmy szybkie zwiedzanie Starego Miasta. To tam właśnie nie mogłem oderwać wzroku od modernistycznych kamienic z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Na szczęście tylko przez chwilę stałem plecami do zamkniętego już sklepu Antik v Dlouhé. Zobaczywszy wiszące zegary w stylu art-deco wiedziałem, że będę z powrotem następnego dnia...
Ulica Dlouhá to także stosunkowo nowe i modne zagłębie kulinarne na Starym Mieście. Zamierzaliśmy uwieńczyć długą podróż autem butelką wina morawskiego. Wpadliśmy do La Bottegi Bistroteki. W środku nowocześnie, ale przyjemnie. Win morawskich nie było, tylko same italskie. Wypiliśmy po kieliszku prosseco i wyszliśmy ukłoniwszy się sympatycznemu kelnerowi. Chwilę później zaintrygowały mnie modernistyczne żyrandole w pasażu handlowym w Pałacu Dlouhá. Weszliśmy do środka. Tu i ówdzie napotkaliśmy modne sklepy z ubraniami, butiki z mięsnymi frykasami i pieczywem oraz niewielkie wine bary, które nie były do końca tym czego szukaliśmy. Poszliśmy dalej. Dosłownie pięć minut później zobaczyliśmy w głębi bramy kamienicy cudowny neon.
Wine bar Bokovka (Bezdroża) tonął ciemnościach płomieni świec i oszczędnych żarówek. Co ciekawe, wina białe i czerwone na kieliszki stały w metalowych balijkach z lodem wmontowanych w drewniany bar. Spory wybór flaszek morawskich i zagranicznych. Bardzo mi przypadła do gustu firmowa Bokovka Cabernet Sauvignon & Merlot. Zabrałem też trzy butelki do Warszawy, w tym znane mi wino od Jana Stavka, który prowadził wspomniany kurs winiarski.
Powrót do hotelu późną praską nocą był metafizyczną podróżą w tunelu czasu, w szczególności, gdy przechodziliśmy obok domu Franza Kafki.
A następnego dnia rozmawiałem służbowo z Czeszką po portugalsku... Po czym wróciłem, aby nabyć stary zegar.
Myślę już o powrocie do Pragi. Podróż życia może odbyć całkiem niedaleko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz