wtorek, 14 listopada 2017

Pamiętniki z Douro cz.IV

Drugi dzień zwiedzania winnic
Wyruszamy z hotelu w Vila Real punktualnie o 9.00 i kierujemy się na zachód do miejscowości Sabrosa. Byłem tam już w kwietniu u znanych producentów: Vieira de Sousa i Lavradores de Feitoria. Sabrosa to także miejsce urodzenia Fernão de Magalhãesa, czyli Fernanda Magellana. Będąc w służbie Hiszpanii w latach 1519-1522 dowodził wyprawą morską, która jako pierwsza w historii opłynęła Ziemię. Niestety tej tragicznej postaci nie poświecono tyle uwagi, co na przykład Kolumbowi czy Vasco da Gamie. A to dlatego, że w obydwu krajach Półwyspu Iberyjskiego był postrzegany za swego rodzaju antybohatera. W Portugalii widziano w nim zdrajcę i sprzedawczyka po tym jak oddał się na służbę królowi hiszpańskiemu, a w Hiszpanii żeglarza, który zawiódł nie spełniając pokładanych w nim wielkich oczekiwań. Miał bowiem za zadanie dopłynąć od Zachodu do Wysp Korzennych, czyli drogą morską nie zarezerwowaną dla Portugalczyków w myśl Traktatu z Tordesillas. Co ciekawe, jego niemalże straceńcza śmierć w nierównej walce z tubylcami na Filipinach nadal kryje wiele pytań, ale to już dłuższa rozmowa przy dobrej butelce porto, o którym za chwilę.
Adega Cooperativa de Sabrosa
Przywitały nas serdecznie dwie niezwykle energiczne panie, enolożka Celeste Marques i Natércia Veiga. Zwiedzając nowoczesną winiarnię byłem zaskoczony nienagannym porządkiem, ludźmi pracującymi z godnym pozazdroszczenia zaangażowaniem. Chwilę później dowiedziałem się, skąd to się bierze. Otóż ponad połowa pracowników winiarni do kobiety, w tym zarząd kooperatywy! Gdybym to widział w Szwecji, nie przecierałbym oczu z niedowierzania, ale na południu Europy, owszem. Krótko mówiąc, Adega Cooperativa de Sabrosa to nie relikt z epoki Salazara, a sprawnie działające od 59 lat przedsiębiorstwo winiarskie zrzeszające 600 lokalnych farmerów.
Wina do degustacji czekały na nas w obszernym, nieco przyciemnionym pomieszczeniu. Ogromne drewniane kadzie nadawały temu miejscu powagi i wyjątkowości. Butelki niczym ołowiane żołnierzyki stały równo w szeregu na okrągłym stole zrobionym z drewnianej beczki. Prezentowały się bardzo ciekawie. Etykiety win spokojnych nawiązywały do symboliki portugalskich wypraw morskich w modernistycznym anturażu. Natomiast smart casualowo a wręcz hipstersko wyglądały butelki Porto Branco, Ruby i Tawny. Próbowane wina nie miały nic z dyskontowej toporności, ani nieokrzesanej rustykalności, nie wysadzały podniebienia przegrzanymi owocami naszpikowanymi siermiężnymi taninami. Były zrównoważone i świeże dzięki starannie nakreślonej kwasowości. Dlatego też pani Celeste Marques podkreślała, że wielu farmerów dostarczających grona posiada wysoko położone winnice z północną ekspozycją. Co do win, to szczególnie zapadły mi w pamięć reservy. Douro Fernão de Magalhães Reserva Branco 2015 (viosinho, rabitato, gouveio, 13%), jest dobrze skoncentrowanym winem w tonacji dojrzałych owoców podbitych jeszcze nie do końca zintegrowaną beczką. Ma w sobie jednak sporo powagi. Usta krągłe, owocowe, nieco maślane, przeszyte dobrą kwasowością. Moim zdaniem wino nadające się doskonale do gastronomii. Za rok lub dwa jeszcze lepsze.
Douro Fernão de Magalhães Reserva Tinto 2014 (touriga nacional, tinta roriz, 13,5%), tym razem wino średnio skoncentrowane, pełne nut kwiatowych i owocowych zamkniętych w drewnianej ramie. Na podniebieniu bardziej eleganckie, dobrze zbalansowane, miękkie, przyjemne, z utemperowanymi taninami i dobrą kwasowością. Butelka do picia, choć jeszcze może spokojnie poleżeć przez kolejne lata.
Douro Fernão de Magalhães Moscatel (mocatel gelego branco, 17%), wino wzmacniane, skoncentrowane, wypełnione aromatami dojrzałej brzoskwini i nutami toffe. Usta pełne, z dobrze zbalansowaną słodyczą i kwasowością. Całkiem atrakcyjnie jawił się także harmonijny Porto White Loreto.
No i wreszcie Fernão de Magalhães Porto 10 Years (touriga nacional i touriga franca, 19,5%). Wino zabutelkowane w 2009, pachnące nutami drewnianych kadzi, woskiem, zarówno dojrzałymi jak i suszonymi owocami oraz karmelem. Usta miękkie, przyjemne, całkiem przystojne. Butelka wzbudzająca kontrowersje. Mój niemiecki kolega Axel Probst, autor czterystustronicowego dzieła o winach porto, stwierdził podczas ostatniego Pro-Wein, że jest to jeden z najlepszych dziesięcioletnich tawny jakie ostatnio pił. Natomiast João Paulo Martins, ikona portugalskiego dziennikarstwa winiarskiego, był nieco bardziej powściągliwy w ocenie, uważając, że jest to solidnie zrobiona butelka porto.
Racząc się później tym winem w domu siedząc w fotelu odpłynąłem wyobraźnią do kontrowersyjnej i dramatycznej wyprawy morskiej dowodzonej przez Fernão de Magalhães. Mimo zakazu króla Hiszpanii zabraniającego mu walki z tubylcami wdał się w nierówną potyczkę z rdzennymi mieszkańcami Filipin. Czyżby próbował je podbić dla swojego króla, choć były one już w strefie wpływów Portugalii na mocy wspomnianego Traktatu z Tordesillas? A może zrozumiał, że nie udało mu się dopłynąć do Wysp Korzennych od Zachodu i nie wypełnił rozkazu króla Hiszpanii? Nie miał zatem gdzie wracać. W Portugalii był już zdrajcą. Czy jego śmierć w walce nie była aktem desperacji w sytuacji bez wyjścia?

Za dwa lata świat będzie obchodził 500-lecie wyprawy Fernão de Magalhãesa. Przygotowania już się rozpoczęły się między innymi w Portugalii, Hiszpanii, Watykanie i nawet w NASA. Może badacze odpowiedzą nam na szereg pytań związanych z wyprawą tego dzielnego, a zarazem tragicznego żeglarza portugalskiego.

p.s. Niebawem wzmacniany Douro Fernão de Magalhães Moscatel oraz wina porto, w tym wzbudzający sporo emocji Fernão de Magalhães Porto 10 Years, będą sprowadzone przez wine bar Wine & People, Bielańska 6, Warszawa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz