poniedziałek, 19 lutego 2018

Pamiętniki z Douro. Cz.VI.

Czwartego dnia pobytu w Douro wszyscy zaczynaliśmy odczuwać zmęczenie. Kończące się przed północą arcysute kolacje nie tylko zabierały cenny czas na sen, ale były prawdziwą zmorą dla naszych żołądków, w tym i dla dziennikarki z Chin, która ledwo żyła...
Już po dziewiątej mknęliśmy szosą wzdłuż rzeki. Na zewnątrz było ciepło i słonecznie. Jechaliśmy w milczeniu. Na wysokości Mesão Frio zalegającą ciszę przerwał nasz niemiecki kolega Axel, czytając na głos news o tym, że znany producent z Douro (nie zapamiętałem jego nazwy) zrezygnował z metalowych zakrętek do wina. W busie nagle zrobiło się głośno jak w ulu. Mnie zakrętki nie przekonują, choć zdążyłem się do nich przyzwyczaić sięgając po austriackie grünery vetlinery.
W doskonałych nastrojach dojechaliśmy do niewielkiej posiadłości Quinta da Rede. Jej obecni właściciele nabyli ją w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Co ciekawe, wzmianki o niej zapisane są w rejestrach katastralnych pochodzących z końca XV wieku. Nazwa według przekazów pochodzi od sieci rybackich (rede) zakładanych w miejscu, gdzie leży jest posiadłość.
A położona jest uroczo. Widok na rzekę Douro wręcz urzeka. Gdy przyjechaliśmy na miejsce akurat zwożono ostatnie skrzynie wypełnione owocami tourigi nacional. To mnie początkowo zaskoczyło, gdyż w drugiej połowie września większość winogron już dawno fermentowała w odwiedzanych przez nas nieodległych posiadłościach. Na tym właśnie polega różnorodność terroir w Douro. Ogólny podział na trzy subregiony jest ważny, ale niewystarczający, by opisać charakter win dourowskich, których siła bierze się zarówno z kupażu tradycyjnych odmian winorośli, jaki i ze specyfiki siedliska. Winnice należące do Quinta da Rede rozciągają się na 9,5 hektarach. Część z nich położona jest w wyższych partiach doliny Douro. Po spacerze udaliśmy się do niewielkiej sali degustacyjnej. Wkrótce odgłos napowietrzanych w ustach win odbijał się echem od ścian. „Sehr gut” - kiwali głowami niemieccy dziennikarze. „Muito bom” cedziłem przez zęby, wypluwając skądinąd bardzo dobre Reservy do wiadra. Natomiast wzrok właścicieli posiadłości poczułem, gdy do kieliszków nalewano Grande Reservy. Biel z rocznika 2015 wypadła bardzo dostojnie, spędziwszy zaledwie 6 miesięcy w nowych beczkach z dębu francuskiego. W ataku nuty tostowe, a na drugim planie pigwa oraz garść tropikalnych owoców. A wszystko połączone w jedną elegancką całość. Usta pełne, kremowe, przecięte szlachetną kwasowością. Wino już gotowe do picia teraz, acz za kilka miesięcy może się ciekawie ułożyć.
Bardzo finezyjnym winem okazało się czerwona Grande Reserva z rocznika 2013. W nosie harmonijne połączenie eleganckiej beczki wtopionej w dojrzałe czerwone owoce i nuty kwiatowe. Usta bardzo przystojne, gładkie, bowiem taniny już straciły swoje pazurki. Z drugiej strony dobra kwasowość nadawała winu sporo świeżości w szczególności w końcówce.
Po degustacji właściciele Quinty da Rede podjęli nas znakomitym obiadem. Butelki napoczęte w sali degustacyjnej znalazły się na stole…
Po południu płynęliśmy statkiem wycieczkowym z Peso da Régua do Pinhão. Spełniałem właśnie jedno z moich marzeń. Przecież jeszcze nie tak dawno te piękne pejzaże podziwiałem jedynie w książkach o tematyce winiarskiej. Płynąc w górę rzeki udajemy się niejako w podróż w czasie. Najwięcej emocji wzbudzają stare kamienne tarasy obsadzone winoroślą, ale także mortórios, czyli winne cmentarzyska, świadectwo kataklizmu, który zrujnował winiarstwo europejskie pod koniec XIX wieku. Pierwsza wzmianka o filokserze w Douro pojawiła się już 1865 roku. Przyglądając się zmieniającym się pejzażom zrozumiałem na czym w istocie polega magia wiekowych butelek porto, które miałem okazję próbować w ciągu ostatnich dni. Tu nie chodzi li tylko o kosmiczne doznanie organoleptyczne, ani o najwyższe oceny, ale o unikalne doświadczenie więzi z winami będącymi żywą historią, albumem wypełnionym wspomnieniami.
„1815! – zwykł mawiać. – Tego rocznika nie pije się codziennie.” Tak bohaterowie powieści Eça’y de Queiroz, znakomitego portrecisty Portugalii ostatniego dwudziestolecia XIX wieku, wspominają w „Zbrodni księdza Amaro" (O Crime do Padre Amaro) doskonałe porto Vintage 1815 oraz Księcia Wellingtona. Dla Portugalczyków walczących ramię w ramię z Anglikami przeciwko Francuzom na Półwyspie Iberyjskim, bitwa pod Waterloo była dniem zwycięstwa, a dla nas końcem romantycznych marzeń o wolności.




Last but not least. Niedawno przeczytałem, że w ramach uroczystych obchodów 200 rocznicy bitwy pod Waterloo butelka Porto Ferreira Vintage 1815 została wylicytowana za 7700 dolarów.


PS. Wina od Quinta da Rede dostępne są w MineWine.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz