poniedziałek, 11 czerwca 2018

Wejść w buty importera - robocza wyprawa do północnej Portugalii (Trás-os-Montes). Cz. III

Do Montalegre dotarliśmy wieczorem w strugach deszczu. Pomysł dojechania na miejsce autostradą od strony sąsiedniej Galicji, choć nieelektryzujący duszę podróżnika, okazał się bezpiecznym wyjściem. Mieliśmy bowiem wypełnione po brzegi winem auto, a jazda nocą serpentynami w górzystym terenie Trás-os-Montes byłaby niepotrzebnym ryzykiem.
O Francisco Gonçalvesie i o jego fascynujących mnie górskich winach Mont’Alegre pisałem w jednym ze wcześniejszych wpisów. W Lizbonie obiecałem mu, że go odwiedzę i słowa miałem teraz dotrzymać.
Region Trás-os-montes (dosłownie: Za Górami) nazywany także Transmontanią rozciąga się na górzystych obszarach północno-wschodniej Portugalii. Trudne warunki życia sprawiły, że przez wiele stuleci miejscowa ludność emigrowała do zamorskich kolonii.
Uprawa winorośli oraz produkcja wina sięga jeszcze czasów rzymskich, a nawet wcześniej, czego namacalnym dowodem są rozrzucone po całym regionie lagares wykute w granitowych skałach.
Peryferyjność miejscowych win wynikająca z geograficznego położenia regionu sprawiła, że apelacja DOC Trás-os-Montes powstała dopiero w 2006 roku. W tym samych czasie została także ustanowiona kategoria win regionalnych Indicação Geográfica Transmontano (IG Transmontano). Funkcję kontrolną zarówno nad DOC Trás-os-Montes jak i IG Transmontano sprawuje powołana w 1997 roku komisja apelacyjna Comissão Vitivinícola Regional de Trás-os-Montes. Apelacja transmontańska, mimo posiadania wielu wspólnych cech, jest dość niejednorodna i cechuje się mnogością mikroklimatów i siedlisk. W zasadzie większość jej obszaru położona jest na granitowym podglebiu. Gdzieniegdzie występują też łupkowe wysepki . Dlatego też składa się z trzech subregionów: Chaves, Valpaços i Planalto Mirandês. Przy kreśleniu mapy uwzględniano między innymi stopień nasłonecznienia, wysokość położenia winnic, strukturę gleby oraz klimat. Do tej pory nie uczestniczyłem w pogłębionej degustacji win z Trás-os-montes i nie mam wyrobionego zdania na ich temat. Ogólnie rzecz biorąc wina białe utrzymane są w owocowej manierze podkreślonej grubą mineralną kreską, ze zrównoważonymi ustami draśniętymi żywą kwasowością. Świeżość, pięknie skrojony owoc oraz dobra kwasowość charakteryzują natomiast wina czerwone. Lokalni producenci robią biel przede wszystkim z viosinho, gouveio, côdega de larinho, rabigato, malvasia fina, fernão pires, a czerwień z tinta amarela, bastardo, tinta gorda, touriga nacional, tinta roriz, touriga franca. Jeśli już o nich mowa to przez wiele dekad kojarzono z Tras-os-montes jednego producenta Casal de Valle Pradinhos z Macedo de Cavaleiros. Co ciekawe, do komisji apelacyjnej przynależał na początku jej działania zaledwie jeden winemaker, a teraz jest ich ponad stu. Łącznie produkują 3 miliony litrów wina.
W Montalegre zamieszkaliśmy w prowadzonym przez Francisca Gonçalvesa przytulnym pensjonacie Casa da Avó Chiquinha, gdzie czekali na nas jego rodzice i brat Paulo. Francisco miał się trochę spóźnić, bo będąc także doradzającym winemakerem gnał na łeb na szyję z Dão.
Matczyny niepokój dawał znać o sobie ze względu na pogarszającą się szybko aurę. Na szczęście syn dołączył do nas zanim zaspokoiliśmy pierwszy głód wędzonymi wędlinami zrobionymi przez jego ojca. Popijaliśmy je podstawowymi butelkami Mont’Alegre Classico Branco 2015 - niezwykle świeżym winem pachnącym nutami cytrusów i mokrymi kamieniami, posiadającym kremową teksturę przeciętą ostrzem kwasowości. Dobrym partnerem tłustszych przekąsek okazał się także Mont’Alegre Classico Tinto 2015 (tinta roriz, tinta amarela, touriga nacional) pachnący fiołkami i krzemieniem, z ustami eleganckimi, kwasowymi i udomowionymi taninami. Rzecz jasna delektowałem się moim ulubieńcem, czyli Mont’Alegre Clarete 2016, którego piłem dwukrotnie w Lizbonie.
Już przy suto zastawionym stole - jakże by inaczej w Portugalii - Francisco Gonçalves opowiedział nam o swojej wizji winiarstwa i odsłaniał sekrety produkcji własnych win w Trás-os-Montes. Z poprzedniego wpisu wiemy, że jego curriculum winiarskie jest imponujące. Oprócz wieloletniej pracy jako enolog w Sogevinus (Kopke, Burmaster, Barros) tworzył lub współtworzył wina w różnych regionach Hiszpanii i Portugalii. Sporo też doradza dlatego jest wręcz nieuchwytny.
Do swoich win skupuje owoce od lokalnych winogrodników z różnych części regionu. Białe grona z okolic miasta Chaves, a czerwone z Sedim, Miranda do Douro, Macedo de Cavaleiros e Mogadouro. Tuż po zakończeniu fermentacji wina przewożone są do Montalegre. Francisco Gonçalves przekonany jest, że ich dojrzewanie na wysokości 800 m nadaje im więcej gęstości i długowieczności. Mniejsza ilość tlenu w powietrzu, a także mocno zredukowane ciśnienie atmosferyczne sprawiają, że wino zachowuje więcej aromatów oraz wolniej dojrzewa.
Flagowymi winami są białe i czerwone reservy.
Mont’Alegre Reserva Branco 2015 – to wino świeże, krzemienne, pachnące brzoskwiniami, zielonym jabłkiem, skoszoną trawą oraz skórką cytrynową. Usta są niemalże lustrzanym odbicie aromatów wydobywających się z kieliszka. Dużo owocu i kamiennej mineralności, i struktury. Wino od niedawna jest gotowe do picia.
Mont’Alegre Reserva Tinto 2014 ma jeszcze parę dobrych lat przed sobą. Nos jagodowo-tymiankowy posypany płatkami kwiatów. Usta strukturalne, owocowe, z wyczuwalnymi przyprawami i kwasowym kręgosłupem. Wino dojrzewało 13 miesięcy w beczce z dębu francuskiego. Delektowaliśmy się zrobionymi w podobnej tonacji Mont’Alegre Vinhas Velhas Tinto 2015 oraz Mont’Alegre Vinhas Velhas Branco 2016.
Następnego dnia rano myślałem przez chwilę, że obudziłem się w kraju nad Wisłą, a nie w Portugalii. Za oknem hulała zima. Śnieg uniemożliwił nam dotarcie do najwyżej położonej w Portugalii winnicy znajdującej się na wysokości 1070 n.p.m. Francisco posadził tam krzewy winorośli w ściśle wytyczonej parceli mającej granitowo-kwarcowe podglebie. Za kilka lat mają stamtąd pochodzić unikalne wina.
Przed wyruszeniem w dalszą podróż zwiedziliśmy średniowieczny zamek oraz bardzo interesujące muzeum etnograficzne. Żal było się wyjeżdżać z Montalegre. Z rozmów mogę wnioskować, że do Trás-os-Montes nie dotarła jeszcze fala turystycznego tsunami. Warto tam pojechać, by za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami….napić się dobrego wina Mont’Alegre.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz