czwartek, 10 października 2019

DOC Vinho Verde – pełzająca rewolucja, cz. II - ostatnia

Istniejące w ramach DOC Vinho Verde subregiony konsekwentnie budują o swoją tożsamość. Monção e Melgaço jest o krok od stworzenia własnej apelacji. Amarante również mierzy wysoko. Takie są moje wnioski po Festiwalu UVVA Universo Vinho Verde Amarante.

Idąc przejściem prowadzącym na dziedziniec renesansowego klasztoru São Gonçalo miałem poczucie, że niezbyt dobrze przygotowałem się do lekcji. Co rzadko mi się zdarza, niewiele widziałem o lokalnych producentach,
którzy tam rozstawili swoje zacne butelki. Niewiele lepiej wyglądała moja wiedza na temat specyfiki subregionu Amarante, którego prezentacja miała się odbyć dopiero wieczorem podczas uroczystej kolacji z udziałem organizatorów wydarzenia.
Ha, trudno. W takich sytuacjach należy mieć szeroko otwarte oczy i zdać się na blogerską intuicję. Podszedłem do pierwszego z brzegu producenta, do którego nie zdążył się jeszcze ustawić ogonek miłośników wina…
Quinta de Linhares, dwunastohektarowa posiadłość położona w sąsiednim subregionie Sousa. Wina powstają z lokalnych odmian winorośli: avesso, arinto, azal, loureiro i trajadura. W pierwszej kolejności spróbowałem Quinta de Linhares Vinho Verde DR Escolha 2018 (arinto, avesso). Wino utrzymane w owocowej manierze, z dominującymi aromatami cytrusów, posypanych płatkami białych kwiatów. Usta zdecydowanie uciekały od gazowo-tarasowego luzu, cechując się równowagą pomiędzy zadziorną kwasowością i cukrem resztkowym, a także ambitną końcówką. Niczego sobie, a nawet całkiem eleganckie vinho verde.
Ilekroć będziecie czytać kontretykiety zielonych win, zapamiętajcie, że szczep avesso nadaje im strukturę niezbędną do dłuższego leżakowania w butelce. Byłem bardzo ciekawy jak ta odmiana winorośli prezentuje się jednoodmianowej odsłonie. Rzeczywiście, Quinta de Linhares Avesso 2018 okazało się winem intensywnym pod względem zapachu, a także nieźle zbudowanym, z dominującą kwasowością i czystym jak łza owocem. Pozostałe jednoodmianowe pozycje charakteryzowały się elegancją i dobrą równowagą, zachowując jednocześnie dużo świeżości typowej dla win z DOC Vinho Verde. Dla miłośników win portugalskich dodam tylko, że do właściciela posiadłości, Domingosa Ribeiry, należy także leżąca w sercu Quinta da Levandeira do Roncão, znana z bardzo dobrych win czerwonych oraz porto.

Czy pamiętacie film Dobry Rok (A Good Year)? Zawsze fascynowali mnie ludzie, którzy za sprawą jakiegoś impulsu postanowili porzucić swoje dotychczasowe, często dostanie życie, przechodząc na winną stronę mocy. Czy to tylko fajny sposób na zarabianie pieniędzy? Myślę, że nie. Są też fascynaci podchodzący do tej sprawy filozoficznie i spirytualistycznie. Inni też po prostu kochają wino albo widzą w nim wyzwanie intelektualne. Wielu idzie za przeznaczeniem lub kieruje się tym wszystkim po trochu.

Po wieloletnim pobycie w Indiach João Camizão Rocha zdecydował się na powrót do Portugalii pomysłem całkowitego przekierowania na nowe tory rodzinnej firmy zajmującej się uprawą winorośli od czterech pokoleń. Co ciekawe, João pracował w dalekiej Azji w sektorze informatyczno-technologicznym. Za zgodą familii postanowił stworzyć vinho verde zbliżone stylistyką do win białych, bez gazu, strukturalne, z wysoką kwasowością i zdolnością do dojrzewania w butelce. Efektem tego zamysłu są wina Sem Igual (pol. unikalny, niepowtarzalny), zrobione w 70% arinto i 30% azal, cechujące się wysoką kwasowością 7,2 g/L wobec i niewielką ilością cukru resztkowego 1,5g/L.
Vinho Verde Sem Igual 2017
Nos finezyjny, daleki od nadekspresji charakteryzującej typowe vinho verde, wręcz ascetyczny w swej istocie, mineralny, pachnący gruszką, jabłkiem i kwiatami. Usta kwasowe, słone, średnio zbudowane, z ładną teksturą i owocem, zakończone mineralną końcówką.
Vinho Verde Sem Igual 2016
Nos bijący mineralnym chłodem, pachnący cytrusami i morelą posypaną białymi płatkami kwiatów. Usta napięte, oparte o stalową strukturę, grejpfrutowo - limonkowe. Długa, wręcz głęboka końcówka.
Vinho Verde Sem Igual 2015
Nos lekko ewoluowany przez co mniej gotycki a bardziej złożony. Wyczuwalna nafta oraz dojrzałe owoce. Usta również owocowe, oparte o wciąż wyrazistej kwasowości.

Niestety ze względu na ograniczony czas nie udało mi się pomedytować nad pozostałymi winami: – Sem Igual Ramadas Metal 2017, Sem Igual Ramadas Wood 20017 oraz Sem Mal 2017, w którym fermentacja malolaktyczna zachodzi w butelce.



Świat jest mały. Po południu spotkała mnie bardzo niespodzianka. Okazało się, że cudowny hotel - Casa da Calçada - w którym byliśmy zakwaterowani wraz z okolicznymi winnicami należy do rodziny Mota. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych uczestniczyłem w zakładaniu w Opolu portugalskiej firmy Mota & Companha S.A (obecnie Mota-Engil), będąc jej pierwszym polskim pracownikiem. Choć od tamtej pory minęło wiele lat, firma przy różnych okazjach wciąż o mnie pamięta. Sam hotel jest wyjątkowy. Mieści się w historycznych murach dawnej rezydencji należącej ongiś do arystokratycznej rodziny portugalskiej. Dla miłośników wykwintnej kuchni dodam tylko, że w hotelu mieści się restauracja Largo do Paço wyróżniona jedną gwiazdką Michelin.

Kolacja z organizatorami Festiwalu UVVA Universo Vinho Verde Amarante miała artystyczno-kulinarny charakter. Serwowane wina nie tylko pasowały do podawanych dań, ale nawiązywały stylem do modernistycznego malarstwa Amadeo de Sousa-Cardoso, znanego artysty urodzonego w Amarante. Jego twórczość, która przypadła na przełom XIX i XX wieku, mieliśmy okazję zobaczyć na specjalnym ekranie wizyjnym.
W Portugalii miałem okazję gościć w wielu wspaniałych restauracjach, ale Largo do Paço jest miejscem magicznym, wręcz wzruszającym. Jako osoba lubiąca antyki czułem się wyjątkowo w szesnastowiecznych ścianach. Serwowane dania wydawały się być dziełami sztuki, a podane wina portretowały istotę subregionu Amarante. Myślę, że warto je wymienić:

AB Valley Wines – Avesso 2016
AJTS – Tinto Vinha do Menino 2018
Casa do Cello – Escolha
Flor do Tãmego – Grande Escolha 2017
Quinta da Calçada – Colheito Imperial Espumante
Quinta da Levada – Azal Origens 2018
Quinta da Palmerinha – Loureiro 2017
Quinta de Carabeços – Espumante Bruto
Quinta de Carabeços - Late Harvest
Vila Garcia – Grande Escolha 2018
Conde de Amarante Aguardente Vinica

Po części oficjalnej atmosfera stała się bardziej swobodna. Znajomość języka portugalskiego ułatwiła mi nawiązywanie ciekawych kontaktów i prowadzenie rozmów nie tylko z organizatorami, ale także znanymi w dziennikarzami i sommelierami. Wszyscy zgodnie podkreślili, że w subregionie Amarante, a także w całej apelacji
DOC Vinho Verde jesteśmy świadkami pełzającej rewolucji. Motorem zmian jest przede wszystkim młoda generacja enologów przypominających duchem Indianę Jonesa, interpretujących na nowo posiadane winnice, stawiając zdecydowanie na wina bardziej tożsamościowe. Największą niespodzianką były dla mnie musiaki – smukłe, mineralne niezwykle eleganckie. Wydaje mi się, że to może być szlagier niedalekiej przyszłości.




W drodze
Następnego dnia rano obserwowałem krajobraz winiarski zza szyby niewielkiego busa. W programie mieliśmy odwiedzić dwóch lokalnych producentów. I to lubię najbardziej podczas wyjazdów dziennikarskich. Uważam, że wino może być wprawnie interpretowane jedynie u źródła, w miejscu, w którym powstaje.
Skręciwszy z szosy na lokalną drogę dotarliśmy do niewielkiej posiadłości Casa de Cellos. Moją uwagę zwrócił kamienny dom, który, jak potem się okazało, został wzniesiony w 1891 roku. Wokół niego rozciągały się błyszczące w słońcu zielone winnice. W sumie jest ich 14 hektarów położonych nie tylko w najbliższym sąsiedztwie domu i winiarni. Spiritus movens rodzinnego przedsięwzięcia jest João Pedro Araújo, który skończywszy studia enologiczne w Bordeaux postanowił zerwać z rodzinną tradycją robienia win przeznaczonych do sprzedaży luzem. Postawił na vinho verde jakościowe, bez dodawania sztucznego CO2. W ciągu dwudziestu lat metodą prób i błędów wyselekcjonował na osiem odmian winorośli: avesso, arinto, loureiro, trajadura i malvasia fina. Do 2015 roku enologiem był Anselmo Mendes, a obecnie znany mi osobiście Paulo Ruão (Lavradores de Feitoria).
Wnętrze winiarni bardzo mi się podobało, bo było klimatyczne, oldschoolowe. Usiedliśmy przy długim stole i rozpoczęliśmy degustowanie win. Nie ma jak vinho verde o dziewiątej rano...
Quinta de San Joanne Terroir Mineral Branco 2017 (avesso loureiro)
Nos szepczący nutami limonki i gruszki z dodatkiem krzemienia. Usta świeże, stosunkowo ascetyczne, zakończone długą mineralną końcówką.
Quinta de San Joanne Alvarinho 2016
Nos również powściągliwy pachnący limonką, płatkami kwiatków i może marakują. Usta średnio zbudowane, strukturalne, z owocem pokrojonym ostrym nożem.
Quinta de San Joanne Superior 20018 (avarinho, malvasia fina)
Białe wino zrobione z zastosowaniem techniki bâttonage. W ataku lekko kandyzowane białe owoce. Usta dobrze zbudowane, nieznacznie tłuste, głęboko draśnięte szlachetną kwasowością.
Na koniec spróbowaliśmy Quinta de San Joanne Superior 2007, które zbudziło nasz podziw za prawą swojej złożoności – nuty naftowe, przysmażane jabłka i wciąż żywa kwasowość.
Wina do Casa de Cello nie są tanie nawet jak na Portugalię, nie mówiąc już o DOC Vinho Verde, ale absolutnie warte swojej ceny ze względu na swoją wyjątkową jakość i długowieczność.

Dosłownie kilka minut po degustacji ponownie sunęliśmy szosą, by na czas dojechać do kolejnego producenta, tym razem sporego gracza – Quinta da Lixa. Nazwa brzmiała mi znajomo, ale o tym później.
Aż trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno rodzina Meireles posiadała kilka niewielkich winnic rozsianych wokół miasteczka Lixa i sprzedawała vinho verde luzem. Zakupienie siedmiohektarowej posiadłości Quinta da Lixa nie tylko umożliwiło zwiększenie produkcji, ale przede wszystkim butelkowanie wina na miejscu pod własną marką. Z biegiem lat posiadłość sukcesywnie się powiększała i obecnie rozciąga się na 105 hektarach. Oprócz działalności winiarskiej prowadzi też gustowny hotelik z restauracją i salą degustacyjną.

Po oficjalnych powitaniach spodziewaliśmy się rutynowej przechadzki po winnicach, a tu spotkała nas nagle mega niespodzianka.
Weszliśmy do obszernego pomieszczenia, w którym zastaliśmy kilkanaście stołów roboczych. Każdy z nich był wyposażony w 4 menzurki oraz zestaw kieliszków. Zostaliśmy podzieleni na czteroosobowe grupy. Najpierw każdy z nas miał zrobić własne autorskie wino, a kolejne w swoim zespole. Te ostatnie miały być ocenione przez wszystkich podczas degustacji w ciemno. Mieliśmy do wyboru, o ile pamięć mnie nie myli, 5 win jednoodmianowych: avesso, arinto, loureiro, trajadura, które można było pobierać z niewielkich metalowych kadzi.
Co chwila wypełniałem kieliszki poszczególnymi winami w poszukiwaniu idealnego blendu. Mieszałem, wąchałem, smakowałem, chcąc stworzyć wino strukturalne, z wysoką kwasowością, przeznaczone do dłuższej ewolucji w butelce. W moim odczuciu osiągnąłem zamierzony cel tworząc Lote Científico 2018, będące kupażem: avesso 40%, arinto 40%, 20% alvarinho. Butelkę jako relikwię trzymam w domu. Zamierzam ją otworzyć przy wyjątkowej okazji.
Następnie zaczęliśmy pracować w czwórkach. Akurat los sprawił, że znalazłem się w doborowym towarzystwie razem z Luisem Cambrą, od niedawna Head Sommelierem we wspomnianej restauracji Largo do Paço oraz Luisem Costą, redaktorem najstarszego magazynu winiarskiego Revista de Vinhos. Czułem dumę jednogodzinnego winiarza, gdy mój autorski blend był punktem wyjścia do dalszych prób. Wreszcie Luis Cambra zasugerował, by nieco odwrócić proporcje: avesso 50%, arinto 30%, 20% alvarinho. Nasze wino okazało się najlepsze w degustacji w ciemno!

Po ogromnych emocjach udaliśmy się do hotelowej restauracji na obiad. Chyba wiecie jak Portugalczycy karmią? Po każdym takim wyjeździe zasuwam do pracy na rowerze z nadzieją, że choć trochę zrzucę kilogramów.
Bardzo przypadło mi do gustu świeżutkie Quinta da Lixa Alvarinho Pouco Comum 2018 pełne tropikalnych owoców, świeże na podniebieniu, zakończone długą końcówką. Moim zdaniem wino ma spory potencjał do dojrzewania w butelce. Ogromne wrażenie wywarła na mnie także inna biel - Quinta da Lixa Alvarinho Reserva 2015.
Wino nie mieści się w apelacji DOC Vinho Verde, występując jako Vinho Regional, gdyż w blendzie występują także owoce pochodzące z DOC Douro. Co ciekawe, wino fermentowało zarówno w beczkach z dębu francuskiego (60%) oraz amerykańskiego (40%), a ostatnie 6 miesięcy na osadzie. Tak zrobione alvarinho pokazało niezwykłą złożoność i przenikliwą kwasowość, idealnie pasując do serwowanych dań.
Od niedawna wraca do łask vinhão, enfant terrible wśród portugalskich odmian winorośli. Wina zrobione z tego szczepu są niemal tak czarne jak węgiel ze Śląska, kwasowe niczym herbata z grejpfrutem i taniczne jak papier ścierny. Przez dekady vinhão piło się lokalnie w DOC Vinho Verde, często w glinianych miseczkach, zagryzając tłustą kiełbasą. Młodzi enolodzy od całkiem niedawna potrafią go okiełznać zachowując jednocześnie jego rustykalny charakter. Niezwykle świeże acz charakterne okazało się Quinta da Lixa Vinhão Escolha 2018 podane do wołowiny.

Podczas pobytu w posiadłości Quinta da Lixa miałem wrażenie, że gdzieś w Warszawie słyszałem o tej posiadłości. Ba, nawet piłem wina. Rozmowa z enologiem Carlosem Teixeirą wszystko wyjaśniła. Okazało się, że naszym wspólnym znajomym jest pan Mirosław Marczewski, właściciel sklepów specjalistycznych La Vinoteque, który od kilku lat importuje wina od Quinta da Lixa.




Epilog
Ku niezadowoleniu części dziennikarzy udało mi się nieco przedłużyć pobyt w Amarante. Parę osób było już zmęczonych ciągłym degustowaniem… i chciało wcześniej wrócić do Porto, by jeszcze zahaczyć o plażę. Mnie zależało bardzo, by jeszcze wpaść na wspomniany festiwal, gdyż znakomicie zorientowani dziennikarze portugalscy zarekomendowali mi kilku ciekawych producentów. Biegałem z kieliszkiem dosłownie jak kot z pęcherzem po klasztornym dziedzińcu próbując ostatnich win. Chciałem przede wszystkim ponownie spróbować niefiltrowane
DOC Vinho Verde AJTS – Tinto Vinha do Menino 2018 (100% vinhão), które mnie rzuciło na kolana charakterną ogładą. Ku mojej rozpaczy wszystkie butelki zostały opróżnione. Do kieliszka nalano mi końcówkę z ostatniej butelki. Marzyłem, by jedną zakupić do domu... Nadzieja umiera ostatnia. Okazało się, że jeszcze jedna flaszka mogła zostać w restauracji po wczorajszej kolacji. Właściciel Antonio Manuel i wspomniany enolog Luis Cambra wzięli nogi za pas i pobiegli sprintem do hotelu po butelkę, tym bardziej, że autokar już na mnie czekał. W międzyczasie spróbowałem ponownie bardzo wysokiej jakości win od Calçada, którego tarasowe winnice malowniczo rozciągają się nad hotelem. Kieliszkiem Colheita Imperial Bruto zakończyłem mój pobyt w Amarante.

Last but not least. Jestem przekonany, że za 10 lat DOC Vinho Verde będzie nową ziemią obiecaną dla ambitnych win białych oraz musujących. Warto uważnie przyglądać się temu regionowi, bo kryje w sobie prawdziwe winiarskie perełki.

Saúde!

Do Portugalii wyjechałem za zaproszenie Visit Porto and Nort
Wielkie podziękowania dla naszych przewodników: Liliana & Pedro z Inside Experiences







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz