czwartek, 7 maja 2020

Vasco – biodynamik z Portugalii

Portugalia, gdzie prym wiedzie winiarstwo zrównoważone, nie jest jeszcze ziemią obiecaną dla win naturalnych i biodynamicznych. W ostatnim czasie powstało sporo projektów w szczególności w okolicach modnej Lizbony. Natomiast Vasco Croft jest absolutnym pionierem działającym od 2003 roku.

O Vasco Crofcie i jego winiarskim projekcie Aphros Wine dowiedziałem się kilka lat temu całkiem przypadkiem, przeglądając prasę portugalską. Artykuł żywo mnie zaintrygował, choć wtedy o winach biodynamicznych wiedziałem tyle, co o fizyce kwantowej czyli prawie nic. Ledwo co kojarzyłem postać Rudolfa Steinera, i tyle. Niemniej jednak kończąc lekturę tekstu pomyślałem sobie, że Vasco Croft, Portugalczyk urodzony w Lizbonie, musi być bardzo ciekawą i nietuzinkową postacią, wręcz uczonym w piśmie, robiącym nadzwyczajnie uduchowione wina.
Od tamtej pory spróbowałem sporo luzytańskich win, ale tak na dobrą sprawę dopiero pod koniec ubiegłego roku zacząłem ostrożnie interesować się etykietami ekologicznymi, naturalnymi czy biodynamicznymi - tak przy okazji - uczestnicząc w winiarskich wydarzeniach w Portugalii. Miłośnicy tych win, których jest coraz więcej, zapewne zaczną się wyzłośliwiać dlaczego tak późno? Sam się nad tym zastanawiałem. Myślałem, że przejście z produktów od „lokalnego rolnika” do win „bez makijażu” będzie w moim przypadku naturalnym krokiem. Jest inaczej. Wina te wzbudzają we mnie tyleż sympatię, co pewną czujność. Szczerze mówiąc skłaniam się raczej do winiarstwa zrównoważonego, a absolutnym punktem odniesienia dla mnie jest emisja CO2 do atmosfery przy uprawie winorośli i produkcji win. Mam poczucie pewnego dyskomfortu, gdy sięgam po butelkę z winnicy prowadzonej organicznie, na którą co chwila musi wjeżdżać smrodzący spalinami traktor. Naturalne środki ochrony krzewów winorośli pociągają zazwyczaj za sobą więcej pracy w winnicy, w tym częstokroć tej zmechanizowanej. Dystansuję się też od bezwstydnych pozerów, którzy wymyśliwszy fantazyjne etykiety robią niepijalne wina, podkreślając przy tym, że są arcymikroproducentami, co jest dodatkowym atutem. W moim odczuciu to nie do końca prawda. Wszakże bywa tak, że rozmiar nie odgrywa roli. Myślę, że prawdziwą sztuką jest zrobienie dobrego i powtarzalnego w kolejnych rocznikach wina z winogron pochodzących z różnych winnic i siedlisk. Dlatego też z ogromnym szacunkiem darzę wybitnych enologów pracujących dla portugalskich kooperatyw winiarskich w Douro. Ogarnąć winogrona od setek małych winogrodników pochodzące przy tym z przeróżnych siedlisk i mikroklimatów jest prawdziwym wyzwaniem.
W Portugalii winiarstwo zrównoważone zdecydowanie dominuje ze względu na bardzo poważne zmiany pogodowe związane z kryzysem klimatycznym. Dodam tylko, że w krótkich odstępach czasu w Porto odbyły się dwa winiarskie szczyty klimatyczne, z udziałem liderów światowych w, tym Baracka Obamy i Ala Gore’a oraz specjalistów i naukowców w dziedzinie ochrony środowiska (o obydwu wydarzeniach pisałem tu i tu linki).
Winiarz filozof
„Wszędzie istnieje natura. Mamy do czynienia z jej czterema elementami, napotykając gleby, uprawy, zwierzęta i istoty ludzkie. Tam gdzie istnieje rolnictwo, można praktykować biodynamikę. To tylko kwestia adaptacji zasad do rzeczywistości, w której żyjemy” – tak odpowiedział Vasco Croft dziennikarzowi, który wskazał, że w bardzo wilgotnym DOC Vinho Verde prowadzenie biodynamiczne winnicy musi być bardzo trudne.
Vasco Croft jest z zawodu architektem posiadającym inklinację do metafizyki, niespełnionym astrologiem, studiującym ongiś pedagogikę, dizajnerem, który stał się winiarzem, odziedziczywszy po rodzicach na wpół porzuconą posiadłość Quinta do Casal do Paço. Zainteresowanie biodynamiką pojawiło się w trakcie nauki antropozofii. W kampusie znajdowała się biodynamiczna działka prowadzona przez studentów. „Antropozofia jest myśleniem holistycznym obejmującym wszystkie ludzkie działania. Ma wiele wspólnego ze zrozumieniem istoty życia. Oddałem się bez reszty temu sposobowi myślenia”. Kto by nie chciał spróbować win od takiego gościa? Okazja do tego nadarzyła się podczas tegorocznej edycji offowego wydarzenia winiarskiego Simplesmente Vinho. Nawiasem mówiąc do Porto udało mi się polecieć tuż przed wybuchem pandemii i nie zachorować.

Unikalność i równowaga w kieliszku
W surowych pomieszczeniach przyportowego budynku tłumy offowinopijców oblegały beczki-stoiska swoich ulubionych winiarzy. Chciałem zamienić kilka słów z samym Vasco Croftem, ale z kimś innym akurat prowadził ożywioną rozmowę. Najważniejsze, że nalano mi do kieliszka dwa piękne wina. Pierwszy z nich to uwodzący kwiatowym nektarem, w ustach świetnie zbalansowany, wręcz wniosły Vinho Verde Aphros Melissea 2018, wytworzony z loureiro. Na marginesie dodam, że za tym szczepem zbytnio nie przepadam, tym bardziej, gdy występuje w winie jednoodmianowym. Tymczasem w subregionie Lima loureiro cieszy się ogromną estymą, tak jak alvarinho w Monção e Melgaço.


Jednakże największym zaskoczeniem okazał się Vinho Verde Aphros Oranos 2018 skrojony w całości z mało znanej czerwonej odmiany winorośli alvarelhão. Wino o jasnej barwie (zupełnie inaczej niż u vinhão) uwodziło trudną do uchwycenia nutą zapachową, z ustami hipnotyzującymi, wręcz niematerialnymi. Prawdziwa iluminacja smakowa!






Aphros Wine Warszawie, degustacja w Kopkach
Na miejscu dowiedziałem się, że niebawem wina od Vasco Crofta znajdą w portfolio Manuela Maioral z Atlantiki. Natomiast kilka dni temu okazało się, że są już w Warszawie. Na działce w Kopkach, gdzie od dłuższego czasu żyję w pandemicznej izolacji, spróbowałem trzy bardzo dobre butelki. Aphros Silenus 2015 – stuprocentowy vinhão, czarny jak węgiel ze Śląska, odziany w eleganckie szaty. Aphors TEN 2018 – leciutki, zaledwie 10% loureiro, zachowujący zegarmistrzowski balans pomiędzy szlachetną kwasowością a cukrem resztkowym. Wreszcie Aphros Aeter 2013 - przystojnie dojrzewający wciąż rześki kupaż loureiro i sauvignon blanc, pachnący kwiatami, suszonymi owocami oraz leżącym gdzieś daleko na polu skoszonym sianem. Bardzo dobra i ciekawa kombinacja jakże różnych szczepów winorośli.
Wina od Vasco Crofta, którego podejście do życia i do otaczającego świata, przywodzi mi na myśl Andrzeja Stasiuka i jego felietony prasowe, nie tylko mi bardzo smakowały, ale idealnie wpasowały się w mój obecny stan ducha wynikający z kwarantanny na łonie natury. Nawiasem mówiąc, ależ nasz świat okazał się kruchy. W tym kontekście wszystkie butelki emanują jakimś naturalnym spokojem i równowagą, co w przypadku jakże często przebodźcowanych vinho verde jest dość rzadkie.
Last but not least, wydaję mi się teraz, że będę się coraz uważniej przyglądał portugalskim biodynamikom, naturalistów, etc., najchętniej odwiedzając ich na miejscu. Nie wszystko złoto, co się świeci, nieprawdaż?

Saúde!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza