sobota, 25 lipca 2020

Perełki PT z lamusa?

Tak rzadkich win może pozazdrościć niejeden sklep specjalistyczny w Portugalii.

Z Manuelem Maioralem, właścicielem firmy importerskiej Atlantika, znamy się od lat. Oprócz wzajemnej sympatii łączą nas, rzecz jasna, wina portugalskie. Na początku lat dwutysięcznych Manuel był dla mnie tak jak dla wielu winopijców w Polsce pierwszym nauczycielem i przewodnikiem po świecie luzytańskich win. Po kilku latach intensywnej pracy na polskim rynku winiarskim jego wysiłek został dostrzeżony i doceniony przez Magazyn Wino, którego redakcja wyróżniła go nagrodą Gran Prix w kategorii „Importer Roku 2006”.

W tamtych pionierskich dla kultury wina w Polsce czasach Manuel Maioral nie tylko sprowadzał do Polski wina cechujące się dobrą relacją ceny do jakości, ale także częstował nas butelkami od znanych producentów takich jak Niepoort czy Luis Pato. Uważnie śledził też nowopowstające projekty winiarskie. Przykładowo Herdade de Malhadinha Nova, Lavradores de Feitoria i Poeira to dziś niemal klasyka, ale wtedy były to wschodzące gwiazdy.

Od tamtego okresu wiele się zmieniło. Krajowy rynek win przeszedł głębokie przeobrażenia. Do głosu doszli silni gracze, w tym portugalska Biedronka, która „przejęła” kilka etykiet z portfolio Manuela Maiorala. Choć czasy świetności z poprzedniej dekady minęły, to Atlantika jest nadal jest mocnym zawodnikiem na rynku potrafiącym wciąż zaskakiwać świetnymi winami, często od nowofalowych producentów.

Tyle tytułem wstępu…
Gdzieś w połowie tej okropnej pandemii, od której izolowałem się z rodziną na działce w Kopkach, postanowiłem wpaść Atlantiki po biodynamiczne wina od Vasco Crofta. Myślałem, że ze względu na obowiązujące obostrzenia szybko załatwimy formalności i pożegnamy się stukając się łokciami. Stało się inaczej. Wina nie były gotowe do odbioru. Udaliśmy się po nie do mrocznych pomieszczeń magazynowych, które pamiętałem jeszcze z czasów, gdy ledwie odróżniałem tourigę nacional od tinty roriz. Chodząc nieco po omacku pomiędzy paletami i kartonami z wybitnymi porto od Niepoorta dostrzegłem na stoliku pojedynczą, nieco zakurzoną butelkę Douro Quinta das Pias nº17 Tinto 2003 od Lavradores de Feitoria. Wkrótce okazało się, że znalazłem ciekawy trop. Kilkanaście minut później dumnie dzierżyłem w dłoniach pochodzące od tego samego producenta Douro Três Bagos Grandes Escolhas Tinto 2003 oraz nieznane mi wino Douro Quinta do Mosteiro Reserva Tinto 2000.

Byłem bardzo podekscytowany znalezionymi artefaktami, co nieco zaskoczyło Manuela Maiorala, który nie do końca był przekonany, czy nieco zapomniane przez niego wina wciąż są pijalne. Na czym polegała wyjątkowość mojego odkrycia? W pierwszym przypadku miałem do czynienie z dobrze mi znanym producentem, który na początku lat dwutysięcznych dopiero co rozpoczynał swoją działalność. O Lavradores de Feitoria pisałem szeroko na łamach mojego bloga w ubiegłych latach. W 2018 roku udało mi się spotkać osobiście z enologiem Paulo Ruão, z którym w swoim czasie sporo korespondowałem. Ponadto, od dekady obserwuję jak ewoluują w butelkach Douro Três Bagos Grandes Escolhas Tinto 2008. Dlatego też możliwość zdegustowania rocznika 2003 było dla mnie nie lada wydarzeniem. Wreszcie Quinta de Mosteiro, posiadłość w Douro, której ślady możemy w starych rejestrach pochodzących z XVI wieku. W 1983 roku quinta została nabyta przez Manuela Coutinho, osobę zasłużoną dla regionu, niestety przedwcześnie zmarłą. Jego synowie nie tylko przejęli stery nad posiadłością, ale co roku wręczają nagrodę imienia ich ojca za prace badawcze w zakresie enologii.

Nie będę się przesadnie rozpisywać o cechach organoleptycznych poszczególnych win. Wszystkie trzy mają moim zdaniem minimum 17 punktów w skali do 20. Douro Três Bagos Grande Escolha 2003 jest winem eleganckim i najbardziej strukturalnym spośród trójki, wymagającym zdecydowanie dekantacji. W moim odczuciu ma wiele lat jeszcze przed sobą. Douro Quinta das Pias nº 17 Tinto 2003 zaskoczyło mnie soczystością. Co ciekawe, nadawało się do picia niemalże tuż pod otwarciu butelki. Wreszcie Douro Quinta do Mosteiro Reserva Tinto 2000 wciąż zachowuje żywotność, emanując przy tym pięknymi nutami tytoniu oraz przypraw.

Muszę przyznać, że dawno nie piłem tak starych i tak świetnie zachowanych win czerwonych z Douro. Przypomnę tylko, że region ten słynący od 300 lat z porto rozpoczął przygodę z winami spokojnymi tak naprawdę dopiero 30 lat temu. Przez ponad dekadę winiarze wytwarzali czerwień na modłę tych szlachetnych win wzmacnianych. Stąd też między innymi ich długowieczność. Nie wykluczam, że znakomitą kondycję zawdzięczają między innymi znakomitym rocznikom. Wszak 2000 i 2003 to zadeklarowane roczniki porto Vintage.
Saúde!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza