czwartek, 27 sierpnia 2020

Saravá – Siła, która Porusza Naturę

Offowych portugalskich win na polskim rynku jest jak na lekarstwo. W Portugalii drugi obieg winiarski nabrał rozgłosu dzięki corocznemu festiwalowi Simplesmente Vinho w Porto. Jednym z impulsów napędzających powstawanie nieszablonowych projektów takich jak SARAVÁ była do tej pory rosnąca w zawrotnym tempie popularność Portugalii jako kraju turystycznego i winiarskiego. Jeden mikroskopijny koronawirus postawił świat na głowie. Czy nowa rzeczywistość zatrzyma portugalską rewolucję winiarską?

Miguela Viseu poznałem przy beczce-stoisku tuż przed pandemią podczas Simplesmente Vinho. Jako enolog w biodynamicznym projekcie winiarskim Aphros Wine (DOC Vinho Verde) z pasją charakteryzował wina, które mi nalewał do kieliszka. Co wtedy degustowałem? Zerknijcie proszę do mojego majowego wpisu, powstałego przy merytorycznym udziale Miguela. Mimochodem dowiedziałem się od niego, że od 2017 roku eksperymentuje z winami w przydomowym garażu w ramach rodzinnego projektu SARAVÁ, prowadzonego wspólnie ż żoną. Obcując na co dzień z Brazylijczykami od razu zwróciłem uwagę na afro-brazylijską/portugalską nazwę przedsięwzięcia. Co oznacza to tajemnicze słowo?
SA – SIŁA, PAN
RA – KRÓLOWAĆ, RUCH
VÁ – NATURA, ENERGIA


Innymi słowy Saravá oznacza SIŁĘ, KTÓRA PORUSZA NATURĘ
W Brazylii to także forma powitania, rozpowszechniona w szczególności wśród wyznawców synkretycznych religii afro-brazylijskich. Dla miłośników rytmów brazylijskich dodam tylko, że słowo Saravá świetnie wybrzmiewa w melancholijnej piosence Samba da Benção autorstwa Viniciusa de Morães, jednego z wielkich twórców muzycznego stylu bossa nova. Warto posłuchać ją do końca…

Podążając za winem
Miguel Viseu pochodzi z Douro, gdzie od dekad jego rodzina zajmuje się uprawą winorośli. Jest kuzynem Lucii Carvalho znanej także u nas za sprawą świetnych win porto Casa Santa Eufemia. Zanim osiadł się na dobre w Ponte de Lima (Minho, DOC Vinho Verde) w 2017 roku dziesięć lat spędził podróżując po winiarskim świecie. Przejawiając zainteresowanie nieinterwencyjną koncepcją współczesnej enologii udał się w pierwszej kolejności do... Napa Valley w Kalifornii, gdzie przez kilka lat współpracował z wizjonerem, enologicznym minimalistą Paulem Hobbsem. Wróciwszy do Europy zbierał cenne doświadczenia w Burgundii, Cahors oraz Toskanii, gdzie wspomagał angielskiego winiarza naturalistę Seana O'Callaghana. Co ciekawe, pracował także przy różnych projektach w odległych krajach jak Brazylia, RPA, Mozambik. W kraju samby, a także dobrego wina (tak, to także kraj winiarski) poznał swoją przyszłą żonę Emanuelle dalla Costa, dziennikarkę, z którą mieszkał w Afryce. Stąd też nuta Czarnego Lądu w rodzinnym projekcie winiarskim.

W Ponte de Lima Miguel nie posiada własnej winnicy. Najlepsze winogrona skupuje od znajomego winogrodnika. Krzewy winorośli rosną zaledwie 20 kilometrów w linii prostej od chłodnych wybrzeży Atlantyku. Jak powiedziała mi Emanuelle winnica nie jest certyfikowana, ale właściciel nie traktuje jej agresywnymi substancjami chemicznym

Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie nie może nikogo dziwić, że Miguel garażową produkcję swoich win oparł o minimalistyczną enologię, pozbawianą zaawansowanej technologii i nadmiernej interwencji. Wydaje się też, że nie jest wojującym ideologiem winiarskim. Inspiruje się biodynamiką, ale jego wina nie są biodynamiczne. „Wino jest winem” – powiada. Sok tłoczy sam w prasie ręcznej, fermentacja odbywa się na rdzennych drożdżach, a dawki siarkowania są bardzo niskie. W tym wszystkim chodzi o to, by winogrona mówiły za siebie. Ochrona środowiska traktuje priorytetowo. Gotowe wina butelkowane są w ekologicznych, lżejszych butelkach, korki są naturalne i pokryte pszczelim woskiem.
Saravá w kieliszku
Miguel Viseu postanowił nieco inaczej podejść do popularnej w DOC Vinho Verde odmiany trajadura. Na marginesie dodam, że rzadko butelkuje się ją oddzielnie. Nie grzeszy wdziękiem. Wręcz przeciwnie, daje winom cielistość oraz alkohol. Dlatego też postanowił wcześniej zebrać winogrona z najbardziej ocienionych częśći winnicy. Efektem tego eksperymentu jest Saravá Skin Contact Branco 2018 (trajadura, 11,5%). Grona są macerowane do końca wiosny, przy czym 90% z nich wcześniej odszypułkowano, a pozostałą cześć stanowią całe owoce. Fermentacja następuje w kadzi ze stali nierdzewnej przy kontrolowanej temperaturze. Wino butelkowane jest pod koniec lata. Ma niestandardowy kolor. Lekko pozłacany i zmętniony (brak filtracji). Nos przyjemny, świeży, daleki od bombastycznej ekspresji. Uwodzi czystymi nutami mirabelek, brzoskwiń ułożonych na mokrych kamieniach, posypanych skórkami pomarańczy. Usta świeże, z niezłą kwasowością, średnio zbudowane, częstujące owocami cytrusowymi. Co ciekawe i nietypowe to rys piwa pszennego na podniebieniu. Akurat dość łatwo go wyczułem, gdyż część wakacji spędziłem w Górnej, piwnej, Frankonii.
Sarava Loureiro Branco 2018 (12%) jest winem zdecydowanie mniej hipsterskim w percepcji. Wręcz przeciwnie, charakteryzuje się głębią sprawiającą, że bliżej mu do win poważnych. W całości odszypułkowane winogrona przez 36 godzin pozostawały w kontakcie ze skórkami przed fermentacją, która odbyła się w kadzi ze stali nierdzewnej i w beczce z kasztanowca, bez kontroli temperatury. Ponadto 25% dojrzewało w amforze. Kolor złocisty. Nos przypominający kompozycję szkatułkową: aromaty zbożowe, siano, eukaliptus. Wszystko przykryte liśćmi laurowymi i polane łyżeczką miodu. W trakcie dalszej degustacji pojawił się powiew słonej bryzy morskiej, mirabelek oraz pocieranych krzemieni. Usta intensywne, wręcz gęste, z rysem zbożowym, owocowe (cytrusy i brzoskwinie), z wyraźną szlachetną kwasowością, zakończone długim posmakiem. Takiego loureiro nigdy nie piłem!
Obydwa wina nie posiadają oznaczenia apelacyjnego DOC Vinho Verde, przede wszystkim dlatego, że nie są filtrowane. Natomiast winogrona pochodzę z tej apelacji.

Bardzo kibicuję Miguelowi i jego żonie, tak jak wielu innym przekornym portugalskim winiarzom, którzy od kilku lat tworzą wina na własną rękę. Niestety ta cholerna pandemia jest dla nich i dla całej branży winiarskiej ogromnym wyzwaniem. Szczególnie dotkliwe dla niej jest załamanie w sektorze horeca spowodowane przede wszystkim upadkiem turystyki, będącej swoistym kołem zamachowym. Część z nich odczuwa także spadek do najważniejszych odbiorców takich USA, Kanada, czy Brazylia. Bieżący rok jest stracony, ale przyszły ma być już lepszy.
W niepewnych czasach nowej rzeczywistości, mimo ryzyka związanego z podróżowaniem, blog Winne Refleksje będzie dalej wspierał i popularyzował wina portugalskie w Polsce. W sumie, tak jak mówią zawsze optymistyczni Brazylijczycy: „wszystko kończy się szczęśliwie!

Saúde

PS Próbki win Saravá sprowadziłem na własny koszt z Portugalii.
Obydwa wina, a także wspomniane porto Casa Santa Eufemia dostępne są w Wine & People.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza