piątek, 4 grudnia 2020

Skin-contact z atlantycką bryzą

Choć posiadłości Herdade do Cebolal i Casal de Santa Maria dzieli 210 km, to łączy bliskość Atlantyku, mająca bezpośredni wpływ na charakter win. A tak swoją drogą jesienna eskapada do Portugalii w pandemicznej rzeczywistości okazała się świetnym pomysłem. 




Co roku kilkudniowy wypad do Portugalii pod koniec października dostarcza nam dużo pozytywnych wrażeń. W tym okresie pogoda zazwyczaj jest jeszcze niezła, co nie tylko zachęca do zwiedzania, ale także do aktywnego spędzania czasu. Ten niewielki kraj zwrócony do Atlantyku jest ziemią obiecaną dla miłośników szusowania na falach, trekkingowców, bikersów. Lista jest długa! Natomiast dla winopijców obowiązkowym punktem programu jest Grande Escolhas |Vinhos & Sabores, organizowany z wielkim rozmachem w Lizbonie coroczne wydarzenie winiarskie.

Samolotem bezpiecznie 
 Bez zbytniego wahania kupiliśmy bilety niedługo po tym jak wznowiono loty do Portugalii. Na samym początku września narodowy portugalski przewoźnik – TAP - zaoferował najlepsze warunki w kontekście trzyosobowej rodziny z bagażem, kusząc atrakcyjną ceną oraz godzinami przelotów przy bezpośrednim połączeniu do Lizbony. Zarówno odprawa i lot przebiegły w bezpiecznych warunkach. Oczywiście wszystko w maskach i przy zachowaniu odpowiedniej odległości. Niestety ryzyko zakażeń nie ominęło serwisu pokładowego. Nie podano zazwyczaj smacznych posiłków, ani dobrego portugalskiego wina. Tym razem musiałem się obejść smakiem. Kto chciał musiał się zadowolić szczelnie zapakowanymi, płatnymi przekąskami. 




 Dla osób nieprzepadających za spędzaniem urlopu w jednym miejscu dobrą informacją jest to, że ceny wynajmu samochodów są w tym czasie atrakcyjnie. Do tej pory jestem zadowolony z usług Eurpcar w Portugalii. 

Costa Vicentina 
Przygotowując się do wyprawy musieliśmy uwzględnić zasady bezpieczeństwa. Dlatego też wykluczyliśmy przebywanie w większych miastach, tym bardziej, że została odwołana jakże ważna dla mnie degustacja Grande Escolhas |Vinhos & Sabores w Lizbonie, umożliwiająca kontakt z setkami producentów. Dlatego też, zdecydowanie zależało nam na bliskości oceanu i dobrej pogodzie. Początkowo myślałem o pasie nadmorskim w regionie Minho. Stamtąd jest przecież rzut beretem do DOC Vinho Verde i kilku ulubionych winiarzy. Jednak dobrze znająca te tereny koleżanka Ania podpowiedziała mi, że o tej porze roku aura bywa tam w kratkę, nie mówiąc już o dokuczliwym wietrze. Przyglądając się uważnie prognozom pogody zdecydowaliśmy się na malutką miejscowość Porto Covo znajdującą się na zachodnim wybrzeżu południowej Portugalii, nazywanym potocznie Costa Vicentina (na portugalskich mapach znajdziecie oficjalną nazwę Parque Natural do Sudeste Alentejano e Costa Vicentina). Region ten rozciąga się na długości 100 km, obejmując obszar od São Torpes (Alentejo) po Burgau (Algarve). 




Pomysł podrzuciła mi mieszkająca w Alentejo koleżanka Lila, snując opowieści o malowniczych plażach otoczonych poszarpanymi przez wiatr i ocean klifami, a także lokalną gastronomią. Swoją drogą wiedziałem, że i do winiarzy będzie niedaleko, ale o tym później. 
Porto Covo & more 
Miasteczko i jego położenie przerosło nasze najśmielsze wyobrażenia. Absolutnie urokliwe, pomalowane na biało z niebieskimi akcentami, jakby wtapiające się przy dobrej aurze w błękit nieba i obłoki. 




Codziennie udawaliśmy się na całodniowe trekkingi wzdłuż wyniosłych klifów, schodząc co jakiś czas na bezludne plaże, chwilami trudno dostępne, wręcz niebezpiecznie dzikie. Chyba pierwszy raz mogłem tak głęboko kontemplować otaczający mnie krajobraz. Ani żywej duszy, wszechobecna Natura oraz niesamowita potęga groźnego oceanu. 



 Dla miłośników caravaningu, do których my się zaliczamy, to absolutny must go. O tej porze roku można zatrzymać się niemalże na dziko na skraju klifów. Mając także do dyspozycji auto warto też eksplorować pas wybrzeża leżący na południe od Porto Covo. 
Zachęcam do wypadu do leżącej nad oceanem twierdzy Forte do Pessegueiro z widokiem na wysepkę Ilha do Pessegueiro, kryjącą ryiny innej twierdzy oraz śladów zabudowań z czasów rzymskich. 



 Można też udać się na trekking szlakiem wzdłuż wybrzeża w kierunku południowym od Vila Nova de Milfontes. Jadąc dalej w kierunku Algarve dotarliśmy do Praia Almograve. Gdyby nie ograniczenia czasowe podążalibyśmy dalej… 



Winorośl targana bryzą 
Costa Vicentina to nie tylko opisany przeze mnie region geograficzny w Portugalii, ale także nazwa nieformalnego i transgranicznego subregionu winiarskiego, obejmującego pas nadmorski apelacji DOC Alentejo oraz DOC Setúbal. Bliskość oceanu ma istotny wpływ na charakter powstających tam win. Klimat morski, temperatury w lecie umiarkowane, zimy chłodne i wilgotne. Wiatry i mgły mają duży wpływ na dojrzałość owoców, wydłużając ich okres wegetacji. Innymi słowy, grona wolniej dojrzewają, co korzystnie wpływa na kwasowość, równowagę oraz świeżość win. Jeśli do tego opisu dodamy różnorodność gleb oraz większą liczbę godzin nasłonecznienia, a także eklektyzm odmian winorośli oraz nieszablonowość i aspiracje producentów/enologów, to wina pochodzące z tego nieformalnego subregionu mają szanse wyróżnić się wpośród etykiet powstających w Portugalii. Przygotowując się do wyjazdu znalazłem oficjalną stronę stowarzyszenia lokalnych winiarzy. . Wiem, że lista producentów nie jest kompletna. Najbliżej miałem do posiadłości 
Herdade do Cebolal oddalonej o 10 km w linii prostej od nadmorskiego Porto Covo. 

Blisko  Atlantyku
Udałem się do niej z dziewięcioletnim synem Ksawem, który póki co nie podziela mojej pasji winiarskiej… Sunęliśmy zupełnie pustą, leniwą szosą w głąb lądu. Zjeżdżając na polną drogę GPS zaczął wariować. Jechaliśmy trochę intuicyjnie po wertepach szukając jakiś oznaczeń lub śladów krzewów winorośli. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce rozpoczynając niezapowiadaną wizytę. 



 Herdade do Cebolal to rodzinne dobra, gdzie produkcję win zainicjował w 1880 roku pradziadek Isabeli Moty Capitão, obecnej właścicielki. Jednak bezpośrednią pieczę nad posiadłością trzyma jej syn Luis Mota Capitão, enolog, który był moim przewodnikiem. 



Posiadłość rozciąga się na powierzchni 88 hektarów, z czego 23 zajmuję winnice (pozostała cześć to grunty leśne). Obsadzone są krzewami winorośli liczącymi od 8 do 50 lat, będącymi mozaiką zarówno szczepów krajowych jak i zagranicznych. 



Oprócz pochodzącego prosto z Saint-Émilion cabernet sauvignon, w skład kupażu win czerwonych wchodzą także: merlot, petit verdot, castelão, touriga nacional, aragonês, alicante bouchet, syrah. Natomiast wina białe powstają ze szczepów arinto, fernão pires, roubeiro, antão vaz, bual (sémillon) oraz sauvignon blanc. W posiadłości wytwarzane są butelki terroirstczne oraz bardziej klasyczne w smaku w liczbie 80. tyś sztuk rocznie. Luís zaskoczył mnie kieliszkiem bieli blanc de noir wytworzonej z castelão (12%). To nie jedyne jego pozytywne wariactwo! Niektóre jego wina dojrzewały na dnie oceanu… 



Kilka lat temu stuletnia winiarnia została rozbudowana. Stare lagares świetnie wtopiły się we współczesne urządzenia do produkcji win. W Herdade do Cebolal tradycja łączy się z nowoczesnością. Luís Mota Capitão przebadał wzdłuż i wszerz całą posiadłość. Wyodrębnił pięć mikroklimatów oraz dwanaście różnych gleb. 



W samej winnicy odkrył istotne różnice pomiędzy poszczególnymi parcelami. Wiedza ta jest mu potrzebna do wytwarzania gamy win tożsamościowych. To jeszcze nie wszystko. Cała posiadłość jest prowadzona jest zgodnie z zasadami rolnictwa syntropicznego, w tym permakultury, opracowanymi w Brazylii, będącego naukową odpowiedzią na wzrastający kryzys klimatyczny. W skrócie chodzi o doprowadzenie do regeneracji obszarów zdegradowanych przez zmiany klimatyczne i przekształcenie ich w produktywne i zrównoważone ekosystemy, posiadające wartość ekologiczną i krajobrazową. Skutki kryzysu odczuwalne są także w Herdade do Cebolal. Mając do dyspozycji grunty leśne oraz winnice Luís konsekwentnie buduje od kilku lat osobliwy ekosystem, gdzie każda roślina lub żyjątko spełniają swoją określoną funkcję. Ponadto do niezbędnego minimum ograniczono stosowanie maszyn rolniczych i środku ochrony roślin (siarkę i miedź), a także zużycie wody. O tym wszystkim enolog referował mi bardzo rzeczowo i precyzyjnie, bez sekciarskiego zacięcia, co każe mi przypuszczać, że nie miałem do czynienia z praktykowaną przez niektórych wzdychających winiarzy ekościemą. Na marginesie dodam, że jestem na tym punkcie wyczulony.



 Czas naglił. Na szczęście Ksaw zajęty był zabawą z psami. W pewnym momencie jednak zadzwonił do mnie zaniepokojony, gdy wszedłem w głąb winnicy. 




Dlatego też zdążyłem spróbować zaledwie kilku win dojrzewających jeszcze w kadziach ze stali nierdzewnej. Cechowały się morską świeżością, równowagą oraz niską zawartością alkoholu. Następnego dnia wieczorem otworzyłem podstawową biel – Surfista 2017 Branco (7 euro). 


 Pisząc ten artykuł sięgnąłem po wydawany od 20 lat kultowy przewodnik Vinhos de Portugal opracowywany przez nestora dziennikarstwa portugalskiego João Paulo Martins. W ostatniej edycji (2018) wina wytworzone w Herdade do Cebolal dostały od 16,5 do 17 punktów w skali do 20. Co ciekawe, autor zwrócił uwagę na świetnie zachowane wina białe z 1998 i 1999 roku. Fakt ten każe przypuszczać, że z otwarciem butelek skrojonych przez Luisa Motę Capitão należy poczekać. Do Warszawy przywiozłem Herdade do Cebolal Reserva Tinto 2013. Pożyjemy, zobaczymy… 



Biel z sangiovese 
Last but not least. W Porto Covo jest minimarket Tropical z imponującą selekcją win portugalskich. Jego właściciel, senhor Julio , enofil,  jeżdżący od winnicy do winnicy w poszukiwaniu zacnych butelek. 



Któregoś dnia polecił mi lokalne białe wino Manda Chuva 2018 od Herdade do Portacorro, zrobione z czerwonych gron sangiovese z dodatkiem arinto. Później okazało się, że właścicielem posiadłości jest nomen omen José Mota Capitão, wuj Luisa. To dość osobliwe wino okazało się być bardzo dobre, łącząc w sobie złożoność, świeżość oraz wysoką kwasowość. Butelkę podałem do okonia morskiego z piekarnika polanego sokiem z cytryny, co fajnie zagrało z wyczuwalnym winie arinto (Aniu, dziękuję za teleporadę naukową!).
Zamykając już ten wątek dodam tylko, że Manuel Maioral (Atlantika) posiada wina od Vicentino, wyróżniającego się producenta w Costa Vicentina. Co ciekawe, właściciel jest Norwegiem.


Dalej już jest tyko ocean 
Ostatnie dwa dni eskapady w Portugalii zaplanowaliśmy spędzić w Estoril, mając na względzie dobre połączenie komunikacją podmiejską z lotniskiem w Lizbonie. Zazwyczaj tętniące życiem, niewielka miejscowość nad oceanem wyglądała na nieco opustoszałą. Co dla nas było dobre ze względu na mniejsze ryzyko zakażenia, dla restauratorów stanowiło DRAMAT
Pomysł wizyty u producenta Casal de Santa Maria (Casal Sta. Maria) chodził mi po głowie od momentu, gdy Nuno Santos nalał mi do kieliszka kilka lat temu Chardonnay w nieistniejącym już niestety Wine Bar do Castelo w Lizbonie. Tam też dowiedziałem się, że jest to najdalej wysunięta na zachód posiadłość w Europie. Musiałem szybko działać póki miałem do dyspozycji auto. Nie chcąc zanudzać rodziny postanowiłem podjechać do posiadłości sam, oddając przy okazji samochód do wypożyczalni. 
Do Casal de Santa Maria w Colares prowadzi przez kilkanaście ostatnich kilometrów bardzo kręta szosa przecinająca niewielkie pasmo górskie Serra de Sintra. Co chwila przebijał się widok szarego oceanu. 



 Do ogrodzonej posiadłości wszedłem bramą wjazdową, ale o mały włos nie pocałowałem klamki okazałej rezydencji z początku XVIII wieku. Przywitała mnie hiszpańskojęzyczna guwernantka. Chciałem kupić butelkę wina, chwilę pogadać, co miało się okazało akurat niemożliwe. Cóż, zrobiłem pośpiesznie kilka zdjęć okalającej rezydencji winnicy i powoli zmierzałem do bramy. Nagle usłyszałem, że ktoś mnie woła. Był to João Ribas, który przedstawiając się powiedział, że odpowiada za sklep i turystykę. Miałem szczęście…



Pamiętacie Ketlinga? Fikcyjnego bohatera książek (i filmów) Potop i Pan Wołodyjowski Henryka Sienkiewicza. Pierwowzorem owej postaci był major Heyking, szlachcic kurlandzki pochodzenia niemieckiego w służbie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Pełnił rolę dowódcy artylerii w Kamieńcu Podolskim podczas tureckiego oblężenia w 1672 roku. Heyking, nie chcąc doprowadzić do wydaniu zamku po jego kapitulacji w ręce wroga podpalił, według niektórych relacji, 200 beczek prochu i spowodował wysadzenie Baszty Czarnej na Zamku Górnym. 



Historia barona Bodo von Bruemmer (1911-2016) nadaje się także na ekranizację filmową. Pochodził z niemieckiej rodziny osiadłej przed wiekami w Kurlandii. Był naocznym świadkiem najtragiczniejszych wydarzeń XX wieku w Europie. Już będąc dzieckiem uciekał przed rewolucją bolszewicką. Schronienie znalazł w Cesarstwie Niemieckim. Odkryłem, że mieszkał na terenach, które zostały na mocy Traktatu Wersalskiego przyłączone do II RP. Niewiele brakowało, by został w Polsce, ale obowiązuje prawo stanowiło, że mógł zostać ten, kto się urodził na miejscu. Trzeba było spakować ponownie walizki i uciekać....Mam nadzieje, że niebawem będę wiedział, gdzie zatrzymał się w odrodzonej Polsce. Zapalenie opon mózgowych sprawiło, że nie został powołany do wojska przed wybuchem II Wojny Światowej.  Kolejne lata spędził we Szwajcarii, gdzie był bankierem. W Portugalii osiadł na początku lat 60., nabywając mocno podupadłą posiadłość niedaleko Sintry – Casal Sta. Maria. Będąc wiecznym uchodźcą wreszcie znalazł upragnioną przystań. Początkowo zajmował się ogrodnictwem, a następnie założył wraz z żoną pierwszą hodowle koni arabskich w Portugalii. W wieku 96 lat tuż po przebytej ciężkiej operacji w Szwajcarii, będąc jeszcze w szpitalu, wpadł na pomysł zastania winiarzem. Zaledwie kilka miesięcy później powstała winnica wokół rezydencji. 



To działo się w 2006 roku Pierwszym enologiem był Rui Cunha, którego miałem okazję osobiście poznać kilka lat temu podczas degustacji w Warszawie. Baron zmarł w 2016 roku mając 105 lat. Nie tak dawno schedę po nim przejął ostatecznie mieszkający w Szwajcarii wnuk baron Nicholas von Bruemmer. Wraz z rodziną przeniósł się do posiadłości, pozostawiając za sobą intratną karierę w szwajcarskich bankach. Swoje doświadczenie zawodowe postanowił wykorzystać w rodzinnym przedsięwzięciu zakotwiczając go we współczesnych realiach XXI wieku, w których Excel odgrywa decydującą rolę. 


Nowy początek 
Jorge Rosa Santos, pełniący od 2011 roku funkcję enologa, ma do dyspozycji zarówno grona znajdujące się na terenie Casal de Santa Maria (6,5 ha) jak i pochodzące z dzierżawionych niewielkich winnic rozciągających się nieopodal plaży Adraga oraz w okolicach miejscowości Eugaria. Łącznie 10 ha, a produkcja roczna wynosi obecnie 65 tysięcy butelek. Na terenie posiadłości dominują gleby gliniasto-ilaste. Bezpośrednia bliskość oceanu skutkuje tym, że białe odmiany winorośli postanowiono nasadzić w niższych partiach winnicy, a czerwone w wyższych. Chodzi o to, by te ostatnie były bardziej nasłonecznione i mniej podatnie na wpływ porannych mgieł. Czasami różnica temperatur pomiędzy poszczególnymi partiami wynosi aż 4 C. Sporym wyzwaniem jest też ciągła walka z mączniakami przy obecnej wysokiej wilgoci. 



 Jeszcze za swojego życia stary baron polecił obsadzić winnicę szczepami winorośli pod kątem swoich ulubionych win. Wobec tego nie patrzono uważnie na ich zdolności adaptacyjne w kontekście terroir. Akurat pinot noir daje zaskakująco dobre wyniki, natomiast zdecydowano pozbyć się caberenta franc oraz cabereneta sauvignon. Obecnie produkcja win oparta jest na kombinacji następujących szczepów: arinto, malvasia, sauvignon blanc, chardonnay, riesling, touriga nacional, merlot, oraz wspomniany pinot noir. 



 Trudne warunki klimatyczne do uprawy winorośli mają wpływ na pracę w winiarni. Wina długo dojrzewają na osadzie, aby uzyskały odpowiednią kremowość w kontrze do arcywyrazistej kwasowości. Na marginesie dodam, że baron Nicholas von Bruemmer poczynił spore inwestycje, wyposażając winiarnię w bardzo nowoczesny sprzęt. 



 Podczas mojej krótkiej wizyty spróbowałem trzech win: Bruma Branco 2018, Sauvignon Blanc 2018 oraz fenomenalny Mar de Rosas Rosé 2019 (jeden z wcześniejszych roczników zajął pierwsze miejsce wśród win różowych podczas Grandes Escolhas / Vinhos e Sabores). Wszystkie cechowały się eminentną elegancją, smukłością i balansem dzięki wprawnemu połączeniu wysokiej kwasowości z kremową teksturą. W absolutnie przepięknym różowym winie wyczuwalna była lekko pieprzna końcówka dzięki obecności syrah w kupażu (grona tego szczepu są dodatkowo skupywane). 




W posiadłości powstają także wina Colheita Tardia (późny zbiór), a także Colares na bazie ramisco i malvasia fina.


 
Mój rozmówca, João Ribas, podkreślił, że ważnym elementem obecnego modelu biznesowego jest ekskluzywna enoturystyka. Przy stosunkowo niewielkiej produkcji win wydaje się to być wręcz koniecznością. Organizowane są kameralne degustacje, rauty, kolacje z właścicielem i jego rodziną, etc. Rzeczywiście, posiadłość jest pięknie położona, a rezydencję i winnice dzieli ogród. 



Na koniec, João wspomniał też o możliwości zakupów win przez Internet bezpośrednio w posiadłości. Warunkiem jest zamówienie minimum sześciu butelek. Dzięki podpisanej umowie z firmą kurierską przesyłka jest szybko dostarczana jest do zamawiającego, również zagranicą. 



Żałowałem, że nie mogłem dłużej z nim porozmawiać. Bardzo pozytywna i kompetentna osoba. Musiałem zdążyć oddać auto przed wieczornymi korkami w Lizbonie i jeszcze do tego wrócić do Estoril podmiejskim pociągiem. 
Postscriptum 
Najważniejsze, że z Portugalii do Polski wróciliśmy niezakażeni. Uprawianie turystyki w tym kraju podczas pandemii jest bezpieczną aktywnością. Trzeba tylko mądrze zaplanować wyjazd i uważać. Ksaw był bardzo zadowolony. Co roku powtarza „Portugalia ma smak moich marzeń”.







2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy (o "moich stronach"��), pouczający i przyjemny tekst. �� Cieszę się, że pokochałeś Porto Covo tak jak ja. I że wspomniałeś o mnie w tekście��. Koleżanka Lila pozdrawia��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila, jeszcze raz dziękuję za pomoc w organizacji wyprawy!

      Usuń