środa, 23 lutego 2022

Vicentino Wines – dalej są już tylko atlantyckie klify

Alentejo to niejednorodny i ciekawy region ubogacony długą historią. Od lat przyciąga winiarskich pionierów, również z zagranicy. Jednym z nim jest Norweg Ole Martim Siem, właściciel Vicentino Wines, który z powodzeniem uprawia sauvignon blanc oraz pinot noir zaledwie 1500 m od oceanu.

Ostatnie dni przed moją podróżą do Lizbony były dość nerwowe ze względu na ryzyko przypadkowego zakażenia omikronem. Nie jestem fatalistą, ale trzy miesiące wcześniej druga kreseczka testu covidowego pojawiła się na 72 godziny przed odlotem do Lizbony. Wizyta w Vicentino Wines była już dopięta na ostatni guzik.

Tym razem test wyszedł negatywny i już następnego dnia dotarłem autem do miejscowości Brejão, leżącej w pobliżu klifowej plaży Odeceixe. Patrząc z lotu ptaka znajdowałem się Dolnym Alentejo (Baixo Alentejo) nieopodal granicy z regionem Algarve lub też w nieformalnym regionie winiarskim Costa Vicentina  


Pionier z Norwegii

„Wiele lat temu ziemie te leżały zupełnie odłogiem!" – zadzierzgnął rozmowę niemal krzycząc mi do ucha Filipe Caetano, Dyrektor Generalny Vicentino Wines. Siedzieliśmy w kultowym portugalskim samochodzie terenowym UMM (União Metalo-Mecânica) z ubiegłego wieku, sunąc po miejscami pofałdowanym terenie sporego gospodarstwa rolnego. Mimo hałasu wydobywającego się z ryczącego silnika, usłyszałem w jaki to sposób Norweg znalazł się na alenteżańskim zadupiu i do tego robi jakże nieszablonowe wina.  

Ole Martim Siem studiował w Anglii Wspólnotową Politykę Rolną oraz Gospodarkę Rolną w okresie, gdy Hiszpania i Portugalia szykowała się do przystąpienia do EWG w 1986 roku. Będąc jeszcze studentem przewidział nie tylko wzrost cen gruntów rolnych, ale także był już doskonale zorientowany w subsydiach wspólnotowych przewidzianych dla rolnictwa. W poszukiwaniu miejsca pod pionierską inwestycję trafił do Dolnego Alentejo. Na miejscu znalazł swoją ziemię obiecaną. Morski klimat, temperatury w lecie umiarkowane oraz chłodne i wilgotne zimy. Wreszcie wiatr i mgły oraz większą liczbę godzin nasłonecznienia, a także brak konkurencji... Na początku postanowił zająć się uprawą sezonowych warzyw przeznaczonych na rynki Północnej Europy. Po 35 latach działalności przedsiębiorstwo rolne Frupor z powodzeniem obrabia aż na 300 hektarach ziemi.

Mijałem geometrycznie zakreślone poletka z warzywami, ale także rośliny ozdobne przypominające, na rozległej przestrzeni, wysepkowe oazy. Pan Filipe zatrzymał swojego UMM’a na skraju parceli. Chyba nie wiedział jak bardzo tęskniłem za trójwymiarowym kontaktem z krzewami winorośli



W poszukiwaniu atlantyckiej tożsamości

Uprawa winorośli długo jedną z rozpatrywanych opcji przez przedsiębiorczego Norwega. Zanim jednak podjął decyzję o pierwszych nasadzeniach krzewów, długo, mówiąc nieco kolokwialnie, „badał teren”. Nie był wszak ani winiarzem, ani enologiem, ale bardzo dobrze wykształconym i doświadczonym już rolnikiem. Zależało mu na produkcji wysokiej jakości winogron, a w pespektywie win, które różniłyby się od skoncentrowanych alenteżańskich klasyków. Przygodę z uprawą winorośli zaczął w 2007 roku ostrożnie od 7. hektarowej winnicy. W 2017 roku miał już 40 hektarów, a obecnie 60. Kręcąc się pomiędzy krzewami zwróciłem uwagę na gleby. W parcelach położonych najbliżej oceanu dominowały piaszczysto-gliniaste, natomiast w głębi można było napotkać gliniasto-łupkowe wysepki. Początkowo grona były przeznaczone tylko i wyłącznie na sprzedaż. W 2014 roku zaczął butelkować swoje własne wina pod marką Vicentino Wines, winifikowane w wynajętych przestrzeniach nieodległej winiarni.



Norwegowi zależało na stworzeniu osobliwego stylu swoich alenteżańskich win, mocno naznaczonych nadmorskim terroir. Miały wyróżniać się świeżością, lekkością oraz elegancją, a za sprawą wyraźnie zarysowanej kwasowości, perspektywą dużego dojrzewania w butelce.

Z tym zamysłem dokonano selekcji odpowiednich szczepów winorośli. Jest eklektyczna, ale nie przypadkowa. Mamy zarówno szczepy francuskie, jak i portugalskie. O ile syrah na dobre przyjął alenteżańskie obywatelstwo, to semillon, sauvignon blanc, a przede wszystkim pinot noir mogą budzić zdziwienie, wręcz niedowierzanie. Ostatnio doszedł też merlot oraz chardonnay, który w jednoodmianowej postaci pojawi się na rynku w tym roku. Jest wręcz emocjonujący. Niezaetykietowaną jeszcze butelkę tego wina otworzyłem kilka dni później, przebywając jeszcze w Alentejo.

W tej całej układance dobór portugalskich szczepów winorośli również w pewnym stopniu odbiega od klasycznej dla tego regionu maniery. Dosyć zaskakujące są bardziej północne alvarinho oraz viosinho, którym towarzyszą verdelho i fernão pires. Natomiast selekcja odmian czerwonych jest bardziej tradycyjna: aragonês, touriga nacional, alicante bouschet.  


Co ciekawe, udział portugalskich szczepów w produkcji win będzie wzrastać. To one w dużej mierze gwarantują eksportowy sukces. Skądinąd to ciekawe zjawisko marketingowe, na które zwróciła uwagę Sandra Tavares w jednej ze swoich wypowiedzi dla prasy branżowej. Arinto z jej familijnej posiadłości Quinta da Chocopalha cieszy się spektakularnym powodzeniem przede wszystkim na zagranicznych stołach, natomiast na portugalskich wybór pada na chardonnay. Oznacza to, jak się wydaje, że szczepy znad Tagu i Douro przebiły się ostatnimi czasy do świadomości szerokiego grona zagranicznych konsumentów. Wcześniej luzytańscy producenci mieli z tym nie lada kłopot.  

W rozmowie Filipe Caetano podkreślił, że zaadaptowanie pinot noir, szczepu kojarzonego przede wszystkim z odległą Burgundią, było wręcz pokerową zagrywką właściciela Vicentino Wines. Dla większości osób doradzających Norwegowi sam pomysł zakrawał na jakieś nordyckie szaleństwo. Ryzyko jednak opłaciło się. Jednoodmianowe, charakteryzując się zwiewnością i elegancją, zyskały aprobatę zarówno krytyków jaki i miłośników win.


Nie uwierzycie, ale flagowym szczepem Vicentino Wines jest sauvignom blanc butelkowany od samego początku istnienia marki. Wina z tej francuskiej odmiany okazały się tak osobliwe, że od kilku lat macza w nich swój nos Henri Boillot, znany producent win z Burgundii.

I dlatego też warto spróbować

Gdy zobaczyłem gotowe do degustacji butelki win zacząłem z niepokojem zerkać na zegarek.  Nie dość, że miałem do przejechania jeszcze ponad 200 km w głąb Alentejo, to pod drodze zamierzałem wpaść na średniowieczne pole bitwy w Ourique. Ot taka fantazyjka, która mi towarzyszy od czasów studiów na Iberystyce.

Niestety musieliśmy pójść mocno na skróty, stawiając na głowie tradycyjny porządek degustacji win. Zaczęliśmy od nowości, czyli Vicentino Naked Pinot Noir 2020 (11,5%) oraz Vicentino Naked Pinot Noir 2020 Tinto (12,5%). „Nagość” w obydwu przypadkach oznacza symbolicznie to, że wina mają być najczystszą emanacją miejscowego terroir, a w konsekwencji bez dojrzewania w beczkach. Są szczupłe, cechuje ich elegancko poprowadzona kwasowość. W różowym winie, które początkowo było dość mocno schłodzone, wyczuwalna była słona bryza, zapach malutkich zatoczek klifowego wybrzeża, na którym byłem kilka godzin wcześniej. Ogrzane dłońmi wino zaczęło pachnieć delikatnie świeżymi truskawkami oraz malinami. W pinot noir owoc był bardziej dojrzały. Dodatkowo świeży bukiet był wzbogacony nutami wiśni. Słona końcówka. 


Bardzo był przekonywujący Vicentino Syrah 2019 (13,5%). W przeciwieństwie do niekiedy lekko przegrzanych kuzynów z głębi Alentejo, okazał się całkiem przystojny. Pachniał leśnymi owocami, przyprawami i białym pieprzem. Mniej wylewny w kontekście hipertropikalnych aromatów Alvarinho 2019 (13%) był dla mnie sporym zaskoczeniem. Ten flagowy szczep w DOC Vinho Verde potrafi być za młodu nieco męczący.

Dla mnie, miłośnika dojrzałych białych win, prawdziwą wisienką na torcie było porównanie  Vicentino Sauvignon Blanc 2016 i 2019 (12,5%/12,5%). Barwa starszego wina była bardziej nasycona. Nos lekko utleniony, zapraszał zapachem dżemu z moreli i pigwy, a także świeżością morskich skał. Średnia budowa. Usta kremowe, głęboko draśnięte kwasowością. Długa, lekko słona końcówka. Takiego sauvignon blanc bardzo dawno nie piłem.  Natomiast młodszy brat wybrzmiał bardziej klasycznie w aspekcie tej francuskiej odmiany winorośli.  Aromaty roślinne posypane pieprzem, cytrusy, ananas, morska bryza. Usta wyraziste, świeże, lekko pikantne.


Bardzo żałuję, że nie mogłem dłużej pomedytować przy tych winach wraz z panem Filipe. Myślę, że z każdą minutą pokazałyby jeszcze większą mineralną głębię.  Poza tym są smaczne, eleganckie i bardzo tożsamościowe. Bliskość bezkresnego oceanu ma decydujący wpływ na ich charakter. Będą pasować idealnie do lżejszych dań, w tym do ryb. Już będąc w domu połączyłem Vicentino Branco 2018 z doradą z pieca oraz pieczonymi ziemniakami w mundurkach. Danie nie tylko mnie smakowało...


Nowa winiarnia

Obecnie Vicentino Wines wypuszcza na rynek około 320 tysięcy butelek win. Mimo pandemicznych zawirowań Ole Martim Siem i jego ekipa patrzą na przyszłość optymistycznie. Kilka dni po mojej krótkiej wizycie miała ruszyć budowa własnej winiarni. Zgodnie z projektem ma być częściowo zanurzona w ziemi, aby w ten sposób zachować równowagę termiczną i ograniczyć wpływ na środowisko. Filipe wskazał mi nawet miejsce przyszłej budowli. Winiarnia będzie stała pośrodku rozległych winnic. Co ciekawe, dodatkowo ma być wybudowana niewielka przestrzeń na kameralne występy artystyczne. Niedaleko wszak znajduje się dawny dom Amalii Rodrigues, królowej Fado.

PS

Wielkie podziękowania dla Filipe Caetano, który mimo ogromu pracy poświecił mi sporo swojego czasu.

 


Wina od Vicentino Wines znajdują się w ofercie Atlantiki. Butelki dostępne są między innymi w Porugaliagourment w Hali Gwardii oraz w sklepie Winotopia na ul. Rydygiera, Vinify.pl.

Podróż i pobyt w Portugalii opłaciłem z własnej kieszeni.

 

 

2 komentarze:

  1. Dziękuję za cenny materiał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem pomóc. W razie pytań dodatkowych proszę o kontakt

      Usuń